Sport.pl

Jak Śląsk z fantazją świętował mistrzostwo: Autokar oblewany szampanem

Adam Wójcik ma na swoim koncie 10 012 punktów rzuconych w ekstraklasie. Po meczu, w którym pobił historyczny rekord, koszykarz na głowę założył koronę i usiadł na królewskim tronie.
W środę Śląsk wygrał z PBG Basketem Poznań, a podczas meczu Adam Wójcik przekroczył barierę 10 tys. punktów zdobytych na boiskach ekstraklasy.

Rozmowa z Adamem Wójcikiem

Szczepan Radzki: W środę sam mecz Śląska z Basketem nie był istotny, liczył się tylko Adam Wójcik i jego magiczny rekord.

Adam Wójcik: To była bardzo przemiła, wyjątkowa uroczystość. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy byli zaangażowani w ten specjalny dla mnie dzień. Kibicom, prezesom PLK, PZKosz, prezydentowi Dutkiewiczowi. Ważne dla mnie było przede wszystkim, że ten 10-tysięczny punkt mogłem zdobyć przed publicznością we Wrocławiu. To miasto jest dla mnie wyjątkowe, spędziłem w nim sporo lat, zdobywałem mistrzostwa, rzucałem dużo punktów i myślę, że kibicom we Wrocławiu należało się być częścią tego wszystkiego.

Mówiło się, że Adam Wójcik podczas wcześniejszego meczu w Koszalinie nie rzuci zbyt wielu punktów, aby rekord padł we Wrocławiu.

- Grałem krótko, trener nie ufał mi w Koszalinie. Może widział, że ja faktycznie jak biegam, to nie liczę punktów i rzucę za dużo? (śmiech )

Jaki moment z kariery wspomina pan najmilej? Które chwile najbardziej zapadły panu w pamięć?

- Wszystkie mistrzostwa Polski. Szczególnie zapamiętałem to pierwsze zdobyte ze Śląskiem. Wspaniałą atmosferę pod halą Kosynierka i świętowanie tytułu do białego rana. Pamiętam też powrót z Warszawy, kiedy kibice jechali autobusem przed nami, oblewali nasz autokar szampanami. To były cudowne chwile.

Pamięta pan swoje pierwsze punkty zdobyte w ekstraklasie?

- Prawdopodobnie, o ile dobrze pamiętam, doszło do tego w meczu z Wisłą Kraków albo Górnikiem Wałbrzych. Stawiam jednak na ten pierwszy zespół.

Podtrzymuje pan decyzję o zakończeniu kariery po tym sezonie?

- Tak. Trzeba dać szansę młodym, oni pragną wyjść na parkiet, biegać, zdobywać doświadczenie.

No ale kibice domagają się 20 tysięcy punktów!

- O Jezu! (śmiech )

Ale gdyby zsumować wszystkie punkty, jakie zdobył pan w ligach zagranicznych, w kadrze i europejskich pucharach, to brakuje około 7,5 tysiąca punktów.

- To całkowicie nierealne.

Pierwszy Polak na obozie w NBA, pierwszy w Eurolidze, pierwszy, który oficjalnie rzucił 10 tysięcy punktów w karierze. Adam Wójcik przewodzi stawce.

- Chyba jestem tym, który toruje drogę innym.

Możliwe, aby ktoś w przyszłości pobił pana rekord?

- Ciężko mi powiedzieć, to jest naprawdę duże wyzwanie, bo trzeba się na lata związać z ligą w Polsce. Przecież w tej statystyce nie liczą się zdobycze punktowe z innych lig, pucharów europejskich czy nawet Pucharu Polski. Ale namawiam, niech młodzi próbują, a ja będę serdecznie gratulował, kiedy komuś się to uda.

Na zakończenie środowego meczu specjalnie przygotowano dla pana tron oraz koronę. Widać było, że jest pan wyjątkowo wzruszony. Nie wiedział pan o tym?

- Tak, to była naprawdę niespodzianka. Wiedziałem tylko, że będzie tort i konfetti. Prawdę mówiąc, nie chciałem nawet wiedzieć, bo zawsze wolę, jak coś jest niespodzianką. Przed spotkaniem kibice pytali, czy zespół specjalnie będzie grał pode mnie, abym rzucił ten 10-tysięczny punkt. Ale tak nie było. Po prostu graliśmy tak jak zwykle.

Od czego ręka bardziej boli - od rzucania tak dużej liczby punktów czy od rozdawania autografów po środowym spotkaniu? Bo podpisał pan 2 tysiące koszulek, zdjęć, pamiątek...

- Przez całą karierę chyba od rzucania, ale w środę na pewno od rozdawania autografów.

Jak utrzymać się w tak wspaniałej formie przez tak długi czas - jak pan?

- Chciałbym podziękować panu Andrzejowi Czamarze i rehabilitantom, którzy postawili mnie na nogi po ostatniej kontuzji. To naprawdę dużo dla mnie znaczyło. A co do formy, to na pewno trzeba słuchać swojego organizmu, jak również ludzi z otoczenia, którzy chętnie służą swoją wiedzą.

Więcej o: