Sport.pl

Król Adam - jedyny polski dziesięciotysięcznik

Adam Wójcik od blisko ćwierć wieku występuje na koszykarskich parkietach. W środę, jako pierwszy polski koszykarz, przekroczył magiczną granicę 10 tysięcy punktów. Mimo że ma już 42 lata i przeżył niejedno koszykarskie pokolenie, to w dalszym ciągu króluje w Polskiej Lidze Koszykówki
Przygodę z koszykówką rozpoczął 34 cm temu albo jak kto woli - 29 lat temu. Jako 13-latek przyjechał wówczas do Wrocławia na turniej minikoszykówki. Tam wypatrzył go trener Krzysztof Walonis. To pod jego okiem Wójcik stawiał pierwsze koszykarskie kroki. Miał 174 cm wzrostu i nie należał do najwyższych w swojej grupie wiekowej.

Patyk z Oławy

- Adam wyglądał jak patyk, był chudy, miał krótki tułów, długie nogi i bardzo dużą stopę. Choć w szkolnym zespole nie był liderem, to wyróżniała go niesamowita sprawność fizyczna. Już wtedy miał zadatki na niezłego koszykarza. Między innymi właśnie dlatego do wieku kadeta grał trochę na kredyt aż po 30 minut w meczu - wspomina Walonis.

Wcześniej Wójcik próbował sił w innych dyscyplinach, na szkolnych SKS-ach trenował siatkówkę oraz piłkę nożną. Nieźle wychodziły mu także skok w dal i bieg na 400 m. Ale już po pierwszym koszykarskim treningu wiedział, że właśnie z tą dyscypliną chce się związać w dorosłym życiu.

- Po prostu czułem to i wiedziałem, że chcę to robić w przyszłości, choć jasne, że jako nastolatek nie zastanawiałem się nad tym, czy z tego da się żyć, bo czasy były zupełnie inne. Nie przerażały mnie dojazdy na trening, godziny spędzone w autobusach na trasie Oława - Wrocław, często zimą stanie w zaspach. Pamiętam też radość z pierwszych sukcesów w mistrzostwach Polski juniorów. Dumę, gdy z kolegami wsiadaliśmy po wygranym meczu do malucha jednego z przyjaciół - trzech facetów ponad dwa metry, no i jeden trochę mniejszy. Jak myśmy się tam mieścili, naprawdę nie mam do dziś pojęcia - wspominał.

Nosił mineralkę, ale sodówka mu nie odbiła

Jerzy Binkowski, inny legendarny zawodnik Gwardii i Śląska, pierwszy raz Adama spotkał na treningu w 1988 roku. - Zawsze było tak, że podczas zajęć dołączano do składu dwóch-trzech młodych graczy. Z grona, które trenowało z pierwszym zespołem, tylko on miał papiery na granie. Pamiętam, że był bardzo szczupły i poruszał się po parkiecie z niesamowitą lekkością. Od razu widać było, że ma smykałkę do gry.

Dla Wójcika popularny "Binio" był wzorem. Jeszcze jako junior Gwardii śledził z trybun mecze z jego udziałem.

- Gdy miałem 175 cm wzrostu, nie śmiałem podejść do wielkiego Jerzego Binkowskiego, wtedy gwiazdy reprezentacji Polski i zawodnika Gwardii Wrocław. Ale wolno mi było i mogłem podejść, bo wraz z innymi kolegami przynosiliśmy seniorom przed każdym treningiem skrzynki z wodą mineralną - pisze na swoim blogu Wójcik.

Pierwsze punkty w dorosłej koszykówce Wójcik zdobył właśnie w Gwardii, w sezonie 1987/1988, w wyjazdowym meczu z Wisłą Kraków. Miał skończone 18 lat, a jego nazwisko znali już trenerzy w całej Polsce.

- Poznaliśmy się 20 lat temu. Adam jest ode mnie starszy o cztery lata. Kiedy w 1990 roku wchodziłem do zespołu Gwardii, on był już jego gwiazdą. Mimo że był jeszcze bardzo młody, już wtedy dla mnie i moich rówieśników był wzorem. Wszyscy dążyliśmy do tego, żeby grać jak Adam - opowiada Tomczyk.

Adam się nie zmienia - podkreślają to wszyscy, których o niego pytam. Dziś tak samo skromny jak w czasach, gdy rozpoczynał karierę. Nigdy nie wypowiadał się źle o trenerach ani o kolegach z drużyny.

- Lata 90. to gwałtowny rozwój telewizji i radia. Większość meczów Śląska była transmitowana w telewizji. Wszyscy kojarzyli Wójcika ze świetnych występów. Był bardzo popularny. Niejednemu na jego miejscu uderzyłaby sodówka, ale on zawsze był bardzo poukładanym chłopakiem - ocenia Binkowski.

W podobnym tonie wypowiada się Tomczyk: - Nigdy nie wyrywał się przed szereg, czy to w szatni, na boisku, czy poza nim. Zawsze można było na niego liczyć i na spokojnie porozmawiać, nie tylko na tematy związane z koszykówką. Między nami nigdy nie dochodziło do spięć.

Urodził się za wcześnie

- W koszykówce panuje przeświadczenie, że jak ma się wysokiego gracza, to trzeba go ustawiać od razu pod koszem. Ja postanowiłem zrobić trochę na przekór, uczulałem go na grę dalej od kosza, na obwodzie i przodem do niego. Dużo czasu poświęcaliśmy na doskonalenie tych elementów, dzięki czemu stał się bardzo wszechstronny. Usprawniliśmy go do granic możliwości.

Wójcik mógł zostać pierwszym Polakiem w NBA. W 1993 roku dostał zaproszenie na przedsezonowy obóz przygotowawczy drużyny Los Angeles Clippers. W tamtych czasach na parkietach najsilniejszej ligi świata brylowali głównie gracze z USA. Za oceanem występowało zaledwie kilku graczy z Europy, największe sławy - m.in. Vlade Divac, Arvydas Sabonis, Drazen Petrovic, Toni Kukoc i Detlef Schrempf.

Już samo zaproszenie do Stanów i możliwość podejrzenia NBA od kuchni była dla 23-letniego Wójcika wielkim przeżyciem. Choć, jak każdy młody chłopak, marzył o występach obok takich gwiazd, jak Scottie Pippen i Michael Jordan, to nie obiecywał sobie za wiele.

- Dla mnie, młodego chłopaka, to było wyzwanie, na które mentalnie nie byłem gotowy. Nie miałem profesjonalnego wsparcia ze strony agenta, klubu, te mechanizmy wówczas w Polsce nie funkcjonowały. Jednego dnia dostałem ofertę wyjazdu i jednocześnie ultimatum ze strony Gwardii, że wyjazd będzie możliwy, jeśli zwiążę się z klubem wieloletnim kontraktem. Okoliczności, w jakich pozwolono mi pojechać, nie budowały pewności siebie. Poza tym nie znałem angielskiego. W stanach byłem pięć dni, z samolotu trafiłem prosto do hali. Zanim się zaaklimatyzowałem, było po wszystkim - opowiadał podczas Meczu Gwiazd w Katowicach Wójcik.

Dominik Tomczyk ocenia, że Wójcik urodził się za wcześnie. - Na początku lat 90. bardzo ciężko było dostać się do NBA. Ta liga nie była wówczas otwarta na Europę, a graczy z tego kontynentu można było policzyć na palcach obu rąk. Podejrzewam, że teraz ktoś z takim talentem i warunkami dostałby się tam bez problemów.

Fenomen Wójcika

Wójcik to jeden z najwybitniejszych koszykarzy w historii polskiej koszykówki. Na parkietach występuje nieprzerwanie od ponad ćwierć wieku. Jako 42-latek wciąż jest w stanie grać na poziomie dla młodszych graczy nieosiągalnym. Na czym polega jego fenomen?

- Na niesamowitych predyspozycjach motorycznych. To biały człowiek, który jest zbudowany jak czarny - chodzi o sylwetkę, budowę i mięśnie. Niejeden młodszy zawodnik mógłby mu ich pozazdrościć - twierdzi Tomczyk.

Walonis podkreśla też, że gra tak długo, bo bardzo profesjonalnie się prowadził. - Przez całą karierę omijały go poważne kontuzje. Nie przypominam sobie też, żebym kiedykolwiek miał z nim jakieś problemy. W przeciwieństwie do niektórych kolegów nigdy nie nadużywał alkoholu. Ogromną rolę w jego karierze odegrała także jego żona Krystyna, która jest jego menedżerem.

Poznali się na początku lat 90., oczywiście po meczu koszykówki. Gwardia z Wójcikiem w składzie grała w Stalowej Woli. Są małżeństwem od 1998 roku. Ich synowie, bliźniaki - Jaś i Szymon - poszli w ślady ojca, trenują w grupach młodzieżowych Wrocławskiego Klubu Koszykarskiego.

Koszykarski obieżyświat

Choć Wójcik nie zagrał w NBA i tak jest jednym z najlepszych koszykarzy w historii basketu w Polsce. W karierze grał w 13 klubach, jednak najbardziej kojarzony jest ze Śląskiem Wrocław i Prokomem Trefl Sopot. Zdobył z nimi w sumie osiem tytułów mistrza kraju, dwa razy Puchar Polski i tyle samo razy wygrał konkurs wsadów. Trzy razy był najlepszym graczem finałów Polskiej Ligi Koszykówki. Na polskich parkietach kibice mieli okazję oglądać go jeszcze w barwach PBG Basketu Poznań (2008/2009), Turowa Zgorzelec (2009/2010) i WKK Wrocław (2010/2011).

Występował także w czołowych zagranicznych ligach Europy. Jego pierwszym zagranicznym klubem było belgijskie Oostende. Trafił do niego w 1995 roku. Po sezonie przeniósł się do Spirou Charleroi, z którym zdobył mistrzostwo Belgii i jako pierwszy polski koszykarz w historii zagrał w Eurolidze. Później występował w greckim Peristeri Ateny (2001/2002), hiszpańskiej Unicaji Malaga (2002/2003) i włoskim Orlandina Basket (2007/2008).

Przez lata był czołowym zawodnikiem reprezentacji Polski. Zadebiutował w niej w 1990 roku podczas eliminacji do mistrzostw Europy. Od tej pory rozegrał w niej blisko 150 meczów. Z kadrą biało-czerwonych był na mistrzostwach Europy w 1991, 1997, 2007 i 2009 roku.

Niedawno Wójcik zapowiedział, że po obecnym sezonie kończy karierę.

- Odwieszam buty na kołek. Mam prawie 42 lata, rozegrałem mnóstwo spotkań i już wystarczy. Koszykówka to nie wszystko. Mam przecież rodzinę. Reżim treningowy, mecze i częste wyjazdy nie pozwalały mi na poświęcanie czasu najbliższym. Moi synowie potrzebują ojca w domu, a mnie przez lata w nim nie było - tłumaczy.

- Maciej Zieliński, Dominik Tomczyk i Adam Wójcik to trio przez lata ciągnęło naszą dyscyplinę. Dwaj pierwsi zakończyli już kariery. Z odejściem Adama zamyka się pewien rozdział w polskiej koszykówce. To byli zawodnicy, z którymi kibice nie tylko we Wrocławiu, ale i w całej Polsce mocno się utożsamiali. Dziś próżno szukać następców - ocenia Jerzy Binkowski.