Sport.pl

WKK kontra WKS. We wrocławskiej koszykówce znów derbowa wojenka

We Wrocławiu nie ma już koszykarskiej ekstraklasy, ale nadal jest mała wojenka między Przemysławem Koelnerem a WKS-em Śląsk Wrocław. Jej kolejną odsłonę widzieliśmy podczas ostatnich derbów
Wrocławska koszykówka jest podzielona na dwa obozy. Pierwszy związany z biznesmenem Przemysławem Koelnerem i jego II-ligowym WKK, a drugi z I-ligowym WKS-em Śląsk Wrocław, którego prezesem jest Maciej Zieliński wspierany przez Grzegorza Schetynę.

W zeszłym roku spór między nimi szedł głównie o nawiązanie do wielkich tradycji 17-krotnego mistrza Polski - Śląska. Koelner przy pomocy miasta wykupił tzw. dziką kartę i dzięki niej wystawił w ekstraklasie drużynę pod szyldem Śląska. W tym samym czasie w II lidze też grał zespół Śląska, tyle że działający w strukturach klubu wojskowego. We Wrocławiu były więc dwa kluby o tej samej nazwie, a przedstawiciele każdego z nich udowadniali, że są kontynuatorami tradycji wielkiego basketu w mieście.

Po upadku projektu Koelnera dziś we Wrocławiu nie ma już koszykarskiej ekstraklasy i jest jeden Śląsk, ale wojenka trwa. Ostatnią jej odsłonę widzieliśmy podczas środowych derbów miasta między WKK a WKS-em rozgrywanych w ramach II rundy Intermarche Basket Cup [dawnego Pucharu PZKosz - przyp. red.].

Problemy zaczęły się jeszcze przed spotkaniem. Okazało się bowiem, że WKK, które było organizatorem meczu, ustaliło bardzo wysokie ceny biletów. Za wejście na pojedynek II - i I-ligowca trzeba było zapłacić 20 i 40 zł, czyli tyle, ile przed laty kosztowało oglądanie w Hali Stulecia wielkich europejskich drużyn grających w Eurolidze. Przedstawiciele klubu Przemysława Koelnera takie ceny na derby argumentowali wysokimi kosztami organizacji spotkania oraz jego atrakcyjnością. W wojskowym Śląsku ich tłumaczenia negowano i kolportowano wieść, że WKK chce po prostu ich kibiców od spotkania odstraszyć. Dzięki takiej polityce nie byłoby widać, że klub Koelnera fanów ma po prostu mniej.

W związku z wysokimi cenami biletów protest początkowo ogłosili także "Kosynierzy", czyli oficjalna grupa kibiców Śląska. Sympatycy WKS-u chcieli zbojkotować mecz, a doping prowadzić spod hali. Podkreślali przy tym, że wejściówki na wcześniejsze, marcowe derby były dwa razy tańsze, a te na spotkania ligowe WKK kosztują odpowiednio 5 i 10 zł. Ostatecznie fani Śląska na spotkanie weszli, bo wejściówki kupił im... klub. Przedstawiciele WKS-u najpierw fanów przez kilka godzin do tego pomysłu namawiali, a potem zakupili dla nich 40 biletów za 1,2 tys. zł. Oczywiście po to, by zrobić na złość Koelnerowi.

Fani WKS-u do hali AWF przy ul. Paderewskiego weszli jednak dopiero pod koniec pierwszej kwarty i od razu rozpoczęli gorąco dopingować swój zespół. Naprzeciw siebie mieli praktycznie tylko jednego kibica - Przemysława Koelnera, który z chorągiewką i trąbką w ręku dzielnie wspierał WKK. Oberwało mu się już na początku. "Gdzie masz kibiców, hej Koelner, gdzie masz kibiców?" - ryczało 40 gardeł w zielonych koszulkach. W trakcie meczu można było także usłyszeć: "Jedno miasto, jeden klub - Śląsk Wrocław" i "We Wrocławiu tylko Śląsk!". Na następne koszykarskie derby przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Może i dobrze...

A już w niedzielę mecz na szczycie I ligi. Śląsk, który jest liderem, zmierzy się we wrocławskiej hali Kosynierka z drugim MKS-em Dąbrowa Górnicza. Początek o godz. 18.

Dlaczego Przemysław Koelner i WKS Śląsk nie mogą współpracować? Podyskutuj o tym na naszym facebooku.

Więcej o: