Śląsk wrócił do Orbity i wygrał 17 mecz z rzędu! AZS Radex Szczecin walczył tylko w pierwszej połowie

Kilkudziesięcioosobowe kolejki przed kasami, wypełniona niemal po brzegi, jak za dawnych lat hala Orbita. Ostatni mecz koszykarzy Śląska we Wrocławiu w tym roku cieszył się dużym zainteresowaniem. Gospodarze w efektowny sposób pokonali AZS Radex Szczecin 77:57.
Śląsk po raz drugi w tym sezonie zagrał w hali Orbita. Mecz z ligowym średniakiem, jakim jest AZS Radex Szczecin, miał być dla niego kolejnym spacerkiem i okazją do efektownego pożegnania się z kibicami. Tymczasem w pierwszej połowie gospodarze grali poniżej oczekiwań.

W pierwszej kwarcie mecz był wyrównany. Wrocławianie co prawda prowadzili od samego początku, ale w ataku byli bardzo chaotyczni i nie potrafili odskoczyć rywalom na więcej niż trzy punkty i właśnie w takim rozmiarze udało im się wygrać otwarcie spotkania (20:17). W drugiej kwarcie blisko dwa tysiące kibiców mogło się wynudzić. Obie drużyny bowiem bardzo długo rozkręcały się w ataku i przez osiem minut zdobyły w sumie tylko 21 punktów.

W pierwszej połowie Śląsk bardzo słabo grał na tablicach i wyraźnie przegrywał walkę o zbiórki. Pod tym względem wrocławianie zagrali najsłabszy mecz do tej pory. Tym razem kwartet podkoszowych Śląska: Łukasz Diduszko, Michał Gabiński, Krzysztof Sulima i Radosław Hyży grał słabo, zwłaszcza na atakowanej tablicy.

- W pierwszej połowie zagraliśmy dużo poniżej naszych oczekiwań i po przerwie nie pozostało nam nic innego, jak tylko się spiąć i zagrać ponad nasze siły i potwierdzić to, że jesteśmy lepszą drużyną - powiedział rozgrywający Śląska Tomasz Ochońko, który przyznał, że w przerwie w szatni wcale nie było gorąco i obyło się bez mocnych słów ze strony trenera Tomasza Jankowskiego. - Było wręcz przeciwnie. Trener uczulał nas, że nie gramy tego, co powinniśmy i założyliśmy sobie przed meczem. My nie musimy wspinać się na jakieś wyżyny, tylko musimy grać swoje, a wtedy o wynik możemy być spokojni.

Po przerwie gospodarze nieco podkręcili tempo i z każdą kolejną upływającą minutą zaczęli przypominać drużynę, która w tym sezonie w sposób pewny i efektowny rozprawia się ze swoimi rywalami. Druga połowa rozpoczęła się od celnej trójki Pawła Kikowskiego. Był to jednak tylko jeden z sześciu celnych rzutów zza linii 6,75 m w całym spotkaniu. Rywalizacja obu ekip toczyła się głównie w tzw. pomalowanym, a losy spotkania rozstrzygnęły się w strefie podkoszowej. Tam lepiej punktowali wrocławianie, dzięki czemu wygrali drugą część meczu 13 punktami, a całe spotkanie 77:57.

Po meczu środkowy Śląska Michał Gabiński słabszą dyspozycję próbował tłumaczyć halą. Wtórował mu Ochońko. - To jest całkowicie inna hala niż ta, w której trenujemy. Graliśmy w niej dopiero drugi raz, a przed meczem mieliśmy tutaj tylko jeden trening i tak naprawdę, gdyby nie nasi kibice, to można powiedzieć, że graliśmy na wyjeździe - tłumaczył rozgrywający WKS-u.

Śląsk udowodnił dzisiaj, że będąc w nie najlepszej formie, na zapleczu ekstraklasy jest w stanie wygrać z każdym. Wrocławianie są niepodzielnym liderem i pewnie zmierzają w kierunku ekstraklasy. Są także na najlepszej drodze, żeby poprawić rekord Zastalu Zielona Góra, który w sezonie 2007/2008 w I lidze wygrał 21 spotkań z rzędu. Do tej pory podopieczni Tomasza Jankowskiego mogą pochwalić się serią 17 kolejnych wygranych.

Warto dodać, że w przerwie odbyła się licytacja, z której dochód przeznaczony był na wrocławskie domy dziecka. Poprowadzili ją koszykarz Śląska Radosław Hyży i legenda piłkarskiego Śląska Dariusz Sztylka. W sumie ze sprzedaży oryginalnych koszulek koszykarskiego i piłkarskiego Śląska udało się zebrać ponad 3 tys. zł.

Śląsk Wrocław - AZS Radex Szczecin 77:57 (20:17, 15:12, 19:14, 23:15)

Śląsk: Kikowski 17, Flieger 15, Diduszko 12, Gabiński 8, Hyży 8, N. Kulon 5, Ochońko 4, Prostak 3, Sulima 3, Mroczek-Truskowski 2, M. Kulon 0, Bochenkiewicz 0

AZS: Mielczarek 16, Pacocha 11, Pytyś 8, Linowski 7, Raczyński 6, Biela 5, Balcerek 4, Koszuta 0