Chwała zwyciężonym. Śląsk uległ Anwilowi w samej końcówce

Śląsk przegrał u siebie z Anwilem Włocławek 74:83 i pożegnał się z koszykarskim Pucharem Polski. Mimo to wrocławianom należą się wielkie słowa uznania, bo faworyzowanemu rywalowi ulegli dopiero w samej końcówce, a kompletowi widzów w hali Orbita zapewnili emocje jak za dawnych lat.
Kiedy Śląsk prowadził przed ostatnią kwartą z Anwilem 60:56, wydawało się, że we Wrocławiu może dojść do czegoś na kształt koszykarskiego cudu. Za taki można by bowiem uznać zwycięstwo I-ligowca nad mocną drużyną z ekstraklasy. Ostatecznie jednak do sensacji nie doszło, bo włocławianie w końcówce spotkania okazali się o wiele skuteczniejsi od niżej notowanego rywala i zwyciężyli dziewięcioma punktami. Tuż przed ostatnią syreną ich zwycięstwo przypieczętował najlepszy strzelec drużyny Krzysztof Szubarga, który efektownie przełożył piłkę między nogami, a potem trafił nią do kosza. W Śląsku świetną partię rozegrał za to Paweł Kikowski - zdobywca 28 punktów. Rzucający obrońca tylko w pierwszej połowie rzucił 20 punktów. Na ten dorobek złożyło się aż pięć trójek.

Koszykarze Śląska nie wystraszyli się faworyzowanego Anwilu, grali ambitnie, bez kompleksów i walczyli o każdą piłkę. W efekcie na początku drugiej kwarty groźnie wyglądającej kontuzji barku w zderzeniu z kapitanem gospodarzy Adrianem Mroczkiem-Truskowskim doznał Arvydas Eitutavicius. Litwin z wielkim grymasem bólu na twarzy opuszczał boisko. Po szybkiej interwencji służb medycznych podjęto decyzję, że koszykarz musi pojechać do szpitala. Wszystko wskazuje, że gracza Anwilu czeka teraz dłuższa przerwa w grze.

Wyróżnić należy grę wrocławian pod koszem. Włocławianie w polu trzech sekund mieli przewagę kilkudziesięciu centymetrów i zaporę w postaci najwyższego koszykarza ekstraklasy - Adama Łapety (217 cm - przyp.), a mimo to przegrali w zbiórkach 31:36. Z dobrej strony w walce z wyższymi i silniejszymi od siebie rywalami spisał się Krzysztof Sulima. 23-letni środkowy Śląska zdobył 12 punktów i zebrał z tablicy dziewięć piłek. Gdyby w końcówce czwartej kwarty skuteczniej wykonywał rzuty wolne, spotkanie mogło potoczyć się inaczej.

Mimo porażki gospodarze mogą być z siebie na swój sposób zadowoleni. Takie mecze jak ten środowy przekonują bowiem, że Wrocław nadal pozostaje miastem koszykarskim, a uśpiony potencjał wystarczy w nim tylko obudzić. Wszak podczas spotkania na trybunach hali Orbita zasiadł komplet trzech tysięcy widzów, a atmosfera była taka jak kilkanaście lat temu, kiedy Śląsk i Anwil biły się o mistrzostwo Polski. Dziś oba kluby są w zupełnie innej sytuacji, ale mimo to zapewniły kibicom ogromne emocje.

O nawiązanie do historycznych batalii zadbali też organizatorzy spotkania, którzy w przerwie zaaranżowali konkurs rzutów wolnych z udziałem Macieja Zielińskiego i Igora Giszczuka, czyli odpowiednio legend ekipy z Wrocławia i Włocławka. W pojedynku byłych koszykarzy padł remis, a cały mecz Zieliński i Griszczuk, niegdyś przecież zażarci rywale, oglądali obok siebie z pierwszych rzędów hali Orbita.

W przerwie pojedynku Śląska z Anwilem doszło z kolei do innego miłego gestu. Koszulkami wymienili się bowiem grająca legenda koszykarskiego Śląska Radosław Hyży i kapitan piłkarskich mistrzów Polski Sebastian Mila. Zawodnicy Śląska dopingowali bowiem swoich kolegów z innej dyscypliny.

Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 74:83 (28:21; 11:22; 21:13; 14:27)

Śląsk: Kikowski 28, Sulima 12, Hyży 10, Flieger 8, Gabiński 6, Diduszko 5, Mroczek-Truskowski 3, Ochońko 2, N. Kulon 0, Bochenkiewicz 0

Anwil: Szubarga 22, Boykin 14, Weeden 13, Łapeta 8, Hajrić 7, Jovanović 6, Ginyard 5, Sokołowski 2, Eitutavicius 0