Świetne widowisko w Hali Stulecia: Mecz niewiarygodnie fruwających gwiazd basketu

To były blisko cztery godziny wielkiego koszykarskiego święta. W rozegranym Hali Stulecia polsko-czeskim Meczu Gwiazd, gracze naszej Tauron Basket Ligi pokonali południowych sąsiadów z Mattioni NBL 109:104. Rewanż za rok w Czechach
17. raz w historii i trzeci raz we Wrocławiu odbył się koszykarski Mecz Gwiazd. W tym roku w formule innej niż do tej pory, bo po raz pierwszy naprzeciw siebie stanęły gwiazdy polskiej Tauron Basket Ligi i czeskiej Mattioni NBL. Miejsce tego pojedynku wybrano nieprzypadkowo. Hala Stulecia nierozerwalnie kojarzy się z koszykówką. To tutaj reprezentacja Polski zdobyła swój największy sukces - w 1963 roku sięgając po wicemistrzostwo Europy. Tutaj także rodziła się legenda koszykarskiego Śląska - 17-krotnego mistrza kraju.

Zanim rozpoczęła się oficjalna prezentacja obydwu drużyn, na parkiecie przywitano legendy polskiej i czeskiej koszykówki - Macieja Zielińskiego, Adama Wójcika i Jiriego Żidka. Szczególny aplauz wzbudziło na parkiecie pojawienie się tego pierwszego, który wielokrotnie w Hali Stulecia zdobywał ze Śląskiem mistrzowskie tytuły.

Całość rozpoczęła się od koncertu czeskiej piosenkarki Haliny Mlynkovej i efektownej prezentacji głównych bohaterów - czyli koszykarskich gwiazd polskiej i czeskiej ekstraklasy. Każdy z zawodników wybiegał na parkiet w świetle jupiterów, laserów i buchających płomieni.

Na początku meczu zawodnicy nie bronili mocno, była więc okazja do efektownych zagrań. Dwukrotnie ładnymi wsadami popisywał się Filip Dylewicz. Druga kwarta momentami przypominała konkurs rzutów za trzy punkty. W tym elemencie świetnie radzili sobie Przemysław Zamojski i Krzysztof Szubarga.

W połowie drugiej kwarty na boisku pojawił się Paweł Kikowski z I-ligowego Śląska, który był jedynym zawodnikiem w meczu, który nie występuje w najwyższej klasie rozgrywkowej. Chwilę później "Kiko" zaliczył ładną asystę, posyłając piłkę przez pół boiska do Aarona Cela, który zakończył akcję "z góry".

Pod koszami latali nie tylko najwyżsi. Piłkę do kosza wsadzali także rozgrywający gwiazd TBL - Walter Hodge, mierzący ledwie 182 cm, a także centymetr wyższy Michael Deloach z NBL.

Na początku trzeciej kwarty obie drużyny urządziły sobie prawdziwą strzelaninę. Ozdobą tej części gry był blok Mateusza Ponitki, który kilka sekund później po kontrze, którą zainicjował, z wielkim impetem umieścił piłkę w koszu. W ostatnich dziesięciu minutach obie drużyny biły się już o wygraną. W końcówce ważną trójkę rzucił Ben McCauley, po którym gwiazdy TBL wyszły na czteropunktowe prowadzenie, później spod kosza trafił Yemi Gardi-Nicholson i losy spotkania były już rozstrzygnięte.

Na MVP meczu został wybrany Walter Hodge, który rzucił 22 punkty. 14 oczek dorzucił Filip Dylewicz, 13 - Ben McCauley i 12 - Przemysław Zamojski. W ekipie czeskiej najlepiej punktował Michael Deloach - 27 oczek, a także Evaldas Żabas - 18, Jan Tomanec - 13 i jedyny polski przedstawiciel w drużynie Mattioni NBL - Paweł Mróz, który zdobył 12 punktów.

Wzorem Meczu Gwiazd, który odbywa się w NBA, w Hali Stulecia sześć tysięcy kibiców oglądało rywalizację w konkursie trójek, wsadów.

W trójkach Zamojski nie miał równych

W konkursie rzutów za trzy punkty wygrał faworyt Przemysław Zamojski z Asseco Prokom Gdynia, który w finale pokonał Michała Chylińskiego z Turowa Zgorzelec. Zamojski, który spośród finalistów miał najlepszą 49-procentową skuteczność rzutów zza linii 6,75 m, trafił 16 z 30 prób i zdobył 18 punktów. Chyliński trafił 12 razy i zapisał na swoim koncie 14 oczek.

Zawodnicy z czeskiej Mattioni NBL - Pavel Milos, Lukas Palyza i Luobs Stria wypadli słabo i nie udało przedrzeć im się przez eliminacje. Najlepszy z nich był Palyza, który na dwóch pierwszych stanowiskach trafił aż 8 z 10 prób, jednak na kolejnych tak dobrze mu już nie szło i zakończył konkurs z 14 trafieniami i 17 punktami.

Konkurs wsadów wygrał najniższy

Najlepszym dunkerem Meczu Gwiazd został mierzący ledwie 183 cm wzrostu Michael Deloach z zespołu NBL. Amerykanin okazał się bezkonkurencyjny, latał pod obręczą najbardziej widowiskowo, a do tego większość jego prób wychodziła za pierwszym razem. W finale pokonał Przemysława Zamojskiego, który próbował przełożyć piłkę pod nogamu i Austina Dufaulta z ligi czeskiej.

Bardzo wysoko w eliminacjach poprzeczkę zawiesił silny skrzydłowy Turowa Aaron Cel, który do swojego pokazu namówił Piotra Ćwielonga z piłkarskiego Śląska. Cel próbował wsadzić piłkę kopniętą przez Ćwielonga od tablicy, ale niestety bezskutecznie i swój udział w konkursie wsadów zakończył na eliminacjach. Nie pomógł mu nawet dunk nad siedzącym na krześle kamerzystą.

Konkurs trójek

W konkursie rzutów za trzy punkty wygrał faworyt Przemysław Zamojski z Asseco Prokom, który w finale pokonał Michała Chylińskiego z Turowa Zgorzelec. Zamojski, który spośród finalistów miał najlepszą 49-procentową skuteczność rzutów zza linii 6,75 m, trafił 16 z 30 rzutów i zdobył 18 punktów. Chyliński trafił 12 razy i zapisał na swoim koncie 14 "oczek". Zawodnicy z czeskiej Mattioni NBL - Pavel Milos (Quanto Turi Svitavy), Lukas Palyza (CEZ Basketball Nymburk) i Luobs Stria (BK Decin) wypadli słabo i nie udało przedrzeć im się przez eliminacje. Najlepszy z nich był Palyza, który na dwóch pierwszych stanowiskach trafił aż 8 z 10 prób, jednak na kolejnych tak dobrze mu już nie szło i zakończył konkurs z 14 trafieniami i 17 punktami.

Kibice trafiają z połowy

Ciekawie było także poza meczem. Po pierwszej kwarcie jeden z kibiców, 16-letni Bartosz, wygrał konkurs rzutów z połowy boiska. Trafił już w pierwszej próbie. Publika oszalała, a nastolatek w nagrodę otrzymał oficjalną piłkę Phoenix Suns z autografami jej zawodników, którą przysłał Marcin Gortat. W przerwie meczu kibiców powietrznymi akrobacjami zachwycał Emil "Slash" Olszewski, który jest pierwszym Europejczykiem i drugim człowiekiem na świecie, któremu udało się zrobić wsad z obrotem o 720 stopni. Tego zagrania w Hali Stulecia nie zaprezentował, ale było równie ciekawie. "Slash" wykonał wsad z obrotem o 360 stopni i 180 stopni, przeskakiwał nad maskotką - gorylem, rozgrywającym Anwilu Włocławek Krzysztofem Szubargą i grupą sześciu cheerleaderek!

Shooting Stars, czyli Mila i koszykarskie legendy

Wzorem All Star Weekend organizatorzy polsko-czeskiego pojedynku przygotowali niespodziankę i zorganizowali tzw. "Shooting Stars", w którym wzięli udział koszykarze i VIP-y. Każda drużyna miała 120 sekund, żeby trafić z pięciu pozycji. Ekipa Dolnego Śląska reprezentowana przez Waldemara Łuczaka, Dariusza Zeliga i Michała Chylińskiego nie miała sobie równych i ze świetnym czasem 24 sekund zwyciężyła. Drugie miejsce z czasem 42 sekund zajęła drużyna Mattioni NBL, w której wystąpili Zdenek Briza, Jiri Zidek oraz Jiri Welsch. Trzecia był reprezentacja Tauron Basket Ligi - Radim Fiala, Adam Wójcik i Krzysztof Szubarga. Co ciekawe Wójcik przez długi czas nie mógł trafić do kosza, co wzbudziło wielkie poruszenie na trybunach. W limicie czasu nie zmieściła natomiast ekipa Śląska, w której wystąpili Sebastian Mila, Maciej Zieliński i Adrian Mroczek-Truskowski. Mimo, że Mili nie wiodło się najlepiej, to jego koledzy z drużyny, którzy zasiedli na trybunach, podrzucali go później jak zwycięzcę.

TBL - NBL 109:104 (32:26, 26:29, 28:29, 23:20)

TBL: Hodge 22, Dylewicz 14, McCauley 13, Zamojski 12, Nicholson 8, Stević 7, Szubarga 6, Ponitka 6, Dłoniak 5, Hosley 5, Cel 4, Kikowski 2

NBL: Deloach 27, Żabas 18, Tomanec 13, Mróz 12, Nuhanović 10, Dufault 7, Hruban 5, Palyza