Adam Wójcik jak Michael Jordan - próbuje swoich sił w aktorstwie

- W slangu filmowym chyba można mnie nazwać aktorem charakterystycznym. Na razie w każdym z filmów i seriali wcielałem się w rolę koszykarza Adama Wójcika - pisze na swoim blogu legenda polskiego basketu.
43-letni Adam Wójcik jeszcze w poprzednim sezonie występował w ekstraklasowym Śląsku Wrocław. W jego barwach został pierwszym koszykarzem w historii polskiej koszykówki, który przekroczył barierę 10 tysięcy punktów w lidze. Po sezonie 2011/2012 zakończył karierę. Wójcik z koszykarskich parkietów przeniósł się na ekrany telewizorów. Właśnie zagrał z dwójką swoich synów - Jasiem i Szymonem w emitowanym przez TVP 2 serialu "Rodzinka.pl".

- "Akcja, gramy. Panie Adamie, proszę zrobić wsad!". Zimno było potwornie, za to rozgrzewki nie mieliśmy - ani ja, ani Tomek Karolak, kiedyś junior Znicza Pruszków. Ale reżyser kazał, więc jakiegoś tam slam dunka wykonałem. Choć dość rozpaczliwego. Jak nie wytną, to zobaczycie już w marcu - dzieli się na swoim blogu wrażeniami z filmowego planu Wójcik.

Dla ośmiokrotnego mistrza Polski nie był to aktorski debiut. W ubiegłym roku wystąpił on w serialu Disneya "Do dzwonka Cafe", a przed dekadą zagrał u Jarosława Żamojdy, w pełnym metrażu "6 dni Strusia". Wójcik podąża śladem koszykarskiej legendy Michaela Jordana, który wystąpił w grubo ponad 20 filmach i serialach.

- W slangu filmowym chyba można mnie nazwać aktorem charakterystycznym. Na razie w każdym z tych filmów i seriali wcielałem się w rolę koszykarza Adama Wójcika. I wydaje mi się, że reżyserzy mieli dobrą intuicję, obsadzając mnie w tej roli - żartuje popularny "Oława".

Wójcik wspomina, że w "6 dniach Strusia" nie tylko grał siebie, ale także musiał dublować w niektórych scenach aktorów. - Główny bohater Tomasz Strusiński, którego grał Mariusz Frankowski, ma 172 centymetry wzrostu, ale dzięki zażyciu cudownej mikstury a la Lance Armstrong trafia do kosza z każdej pozycji. To znaczy w filmie trafia. Tylko że na planie nie bardzo. No to troszkę potrafiałem i za niego, i za siebie.

Wójcik swój udział w "6 dniach Strusia" wspomina jako niezwykłe i sympatyczne doświadczenie, które wracało do niego od czasu do czasu, aż do ostatniego dnia kariery sportowej.

- Na premierę w lutym 2001 roku przyszła cała drużyna Śląska Wrocław z naszym ówczesnym trenerem Andrejem Urlepem, który przedtem był w polskim kinie tylko raz. Na "Ogniem i mieczem". Przed filmem graliśmy mecz w Suprolidze z Montepaschi Siena, a ja byłem chory i na antybiotykach. Nie wiem, czy sprawiła to trema aktora debiutanta czy gorączka, ale zagrałem jeden z najlepszych meczów w życiu - sięga pamięcią Wójcik i dodaje: - Gdy 11 lat później w kwietniu ubiegłego roku jechaliśmy nad morze na mecz z Treflem Sopot w ćwierćfinale play-off, Robert Skibniewski włożył płytę DVD ze "Strusiem" do odtwarzacza w autokarze. W ten sposób motywował moich kolegów ze Śląska, choć wywołało to więcej śmiechu i komentarzy pod adresem moich zagrywek oraz umiejętności aktorskich.

Cały wpis Adama Wójcika przeczytasz tutaj.