Złota drużyna z Polkowic: W czym tkwi tajemnica sukcesu koszykarek CCC

Mistrzowski CCC Polkowice to zespół zbudowany od podstaw przez pasjonatów koszykówki w Polkowicach. Największą siłą ekipy jest świetnie rozumiejący się kolektyw - nawet światowe gwiazdy całkowicie podporządkowały się drużynie.
Po ubiegłorocznej porażce w finale mistrzostw Polski z Wisłą Kraków 1:4 prezes Krzysztof Korsak zaryzykował. Diametralnie przebudował zespół, bo ten z ubiegłego sezonu w decydujących momentach batalii o tytuł nie wytrzymał presji. Za mało było woli walki, determinacji.

Korsak zaprosił do współpracy trenera Jacka Winnickiego i to pierwsza gwiazda drużyny. Winnicki terminował u świetnych szkoleniowców a potem samodzielnie pracował w bardzo dobrych zespołach męskich: Idei Śląsku Wrocław, Prokomie Treflu Sopot, Turowie Zgorzelec czy kobiecym Lotosie Gdynia.

Zbierał też doświadczenie w pracy z reprezentacjami. Do Polkowic przychodził jako trener wybitny i wykonał swoją robotę doskonale.

W komponowaniu zespołu postawiono na młodą Nnenikę Ogwumike. Pochodząca z Nigerii Amerykanka została uznana za najlepszą debiutantkę w WNBA w ubiegłym sezonie. W Polkowicach szybko stała się postacią pierwszoplanową. Ma znakomite osiągnięcia w sezonie ligowym i Eurolidze. Radziła sobie z większością rywalek, z którymi rywalizowała pod koszem. Nawet z liderką Wisły Can-Pack i najlepszą zawodniczką WNBA Tiną Charles, którą zupełnie zdominowała choćby w drugim meczu finałów play-off.

Kolejnym znakomitym pociągnięciem było postawienie na Lailę Palau. W poprzednim sezonie zdobyła ona z ROS Casares Walencja mistrzostwo Euroligi. Początkowo do CCC dołączyć miała Słowenka Teja Oblak, ale odniosła poważną kontuzję na zgrupowaniu reprezentacji swojego kraju i szefowie CCC musieli zmienić plany. Laila potrzebowała trochę czasu na aklimatyzację w Polsce, ale drugą część sezonu miała fantastyczną. Chwilami wydawało się, że gra w innej lidze, rywalki nie miały pomysłu, jak ją zatrzymać. Hiszpanka jest mistrzynią asyst, jest też niebezpieczna w rzutach z obwodu.

Wielkie nadzieje wiązano też z pojawieniem się w Polkowicach znakomitej egzekutorki z Australii Belindy Snell. Miewała gorsze momenty w sezonie, zwłaszcza na jego początku, ale w końcówce grała już wybornie. Australijka ma na koncie złoty i srebrny medal olimpijski, w CCC potwierdziła, że jest niezwykle skuteczna. W decydującym o mistrzostwie meczu z Wisłą zagrała fenomenalnie.

Do grona supergwiazd drużyny trzeba też zaliczyć Rosjankę Waleriję Musinę. Ona jako jedna z niewielu, pozostała w drużynie po ubiegłorocznej porażce w finale mistrzostw Polski. Musina robi z każdym rokiem ogromne postępy. Jest zawodniczką wszechstronną, waleczną, grającą niezwykle widowiskowo i choć miewała wahnięcia formy, to jej wkład w mistrzostwo trudno przecenić. Podobnie, jak zasługi ściągniętej z Wisły Magdaleny Leciejewskiej czy liderki drużyny w poprzednich sezonach Sharnee Zoll, która w tym sezonie długo leczyła zerwana wiązadła, ale w końcówce wróciła do wysokiej formy.

Tytułu dla CCC by jednak nie było, gdyby nie niezwykła chemia, jaka wytworzyła się w zespole. Prezes Korsak w trakcie sezonu podkreślał, że jeszcze nigdy nie udało mu się stworzyć tak zbalansowanej drużyny. To właśnie dzięki temu trener Winnicki zawsze mógł zastąpić słabiej prezentującą się zawodniczkę kimś innym i gra drużyny na tym nie traciła. Dawno nie było w naszej lidze mistrza, w którym rzeczywiście wszystkie zawodniczki solidnie zapracowały na sukces.

Taki zdarzył się w tym roku Polkowicach, które odniosły też sukces na międzynarodową skalę. Sposób, w jaki zespół budowany jest od wielu lat, każe w dodatku przypuszczać, że to wciąż nie jest ostatnie słowo dziewczyn z Polkowic.