Radosław Hyży: Gdybyśmy nie awansowali do finału, to Śląska by nie było

- Za mną jedne z najcięższych dni w karierze. W piątym meczu z SIDEn walczyliśmy o życie. Gdybyśmy nie wygrali, to tego klubu by nie było - mówi silny skrzydłowy Śląska Radosław Hyży. W niedzielę wrocławianie rozpoczynają walkę w finale I ligi.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Śląsk na pokonanie w półfinale SIDEn-u Toruń potrzebował aż pięciu spotkań. Wrocławianie prowadzili w serii już 2:0 i byli o krok od awansu, ale dwa razy przegrali na wyjeździe i zgotowali sobie horror, stawiając na szali nie tylko cały obecny sezon, ale także cały dwuletni projekt powrotu do ekstraklasy.

- Po dwóch spotkaniach w Toruniu byliśmy załamani. W piątym meczu walczyliśmy o życie. Gdybyśmy tego meczu nie wygrali, to tego klubu by nie było. To były dla mnie bardzo ciężkie dni, zdecydowanie jedne z najcięższych w mojej karierze. Nawet po rywalizacji z Prudnikiem nie czułem się tak jak teraz - powiedział po środowym meczu Radosław Hyży.

Przed rokiem Śląsk po świetnym sezonie zasadniczym II ligi także był blisko odpadnięcia w półfinale play-off. Rywalizacja z Pogonią Prudnik toczyła się do dwóch wygranych, a wrocławianie przegrali pierwszy mecz u siebie 71:73. W rewanżu na dwie minuty przed końcem przegrywali dwoma punktami, ale ostatecznie udało im się doprowadzić do trzeciego spotkania we Wrocławiu, w którym zapewnili sobie awans do finału, a w nim pokonali Stal Ostrów Wielkopolski. Teraz we Wrocławiu wszyscy liczą na powtórkę scenariusza z poprzednich rozgrywek.

- Finał to dopiero pierwszy przystanek w kierunku mistrzostwa i awansu do ekstraklasy. Jeżeli tytuł jest na Grabiszyńskiej, to my jesteśmy dopiero na Pereca - wypalił w swoim stylu Hyży.

Rywalem Śląska w finale play-off I ligi będzie MOSiR Krosno. Pierwsze dwa mecze w serii rozgrywanej do trzech zwycięstw odbędą się we Wrocławiu w hali Orbita. Pierwsze starcie w niedzielę o godz. 20, drugie w poniedziałek o godz. 19.

Kto wygra w finale I ligi?