MOSiR Krosno postraszył Śląsk, ale to wrocławianie po pierwszym meczu w finale są bliżej ekstraklasy

Przetrzebiony kontuzjami MOSiR Krosno wysoko powiesił poprzeczkę Śląskowi. Jeszcze na dwie i pół minuty przed końcem spotkania wrocławianie przegrywali jednym punktem, ale w końcówce zachowali więcej zimnej krwi, zagrali skutecznie w obronie i dzięki temu prowadzą w finałowej serii 1:0. W poniedziałek w hali Orbita drugie spotkanie.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

MOSiR, mimo że przez cały mecz grał wąskim siedmioosobowym składem, okazał się wymagającym rywalem dla faworyzowanego Śląska. Nie bez przyczyny zresztą drużyna Dusana Radovicia w drodze do finału odprawiła z kwitkiem czołowe zespoły I ligi - MKS Dąbrowę Górniczą i AZS Polfarmex Kutno. Dwa wcześniejsze mecze Śląska z tym zespołem w sezonie zasadniczym były niezwykle wyrównane. Tak też było i tym razem, jednak głównie dlatego, że obie drużyny grały zrywami.

W pierwszej połowie w hali Orbita było praktycznie bez emocji. Co prawda goście rozpoczęli mecz od prowadzenia 6:0 - głównie dzięki skutecznej grze w polu trzech sekund, ale po trzech minutach strzelecką niemoc wrocławian przełamał Michał Gabiński, który trafił zza linii 6,75 m. Chwilę później dołożył kolejną trójkę i Śląsk po raz pierwszy w tym spotkaniu wyszedł na prowadzenie (10:8). Gospodarze z każdą kolejną akcją coraz pewniej czuli się w ataku i po pierwszych dziesięciu minutach prowadzili 17:10. Drugą kwartę także wygrali siedmioma punktami i na przerwę schodzili z 14-punktowym handicapem. Ta zaliczka to znacznej mierze zasługa Łukasza Diduszki, który w końcówce drugiej kwarty dwukrotnie trafił za trzy, a także wspomnianego już wcześniej Michała Gabińskiego, który w tej części zdobył 11 punktów i miał cztery zbiórki i Marcina Fliegera, który rzucił sześć punktów, a do tego dołożył trzy zbiórki, cztery asysty i dwa przechwyty.

W drugiej połowie wrocławscy kibice osłupieli. Koszykarze Śląska bardzo długo nie mogli wstrzelić się w kosze w hali Orbita, w której rozgrywali dopiero piąte spotkanie w tym sezonie. Gospodarze popełniali proste błędy w ataku, nie mogli przedrzeć się pod kosz rywali i nie wpadały im rzuty z dystansu. MOSiR natomiast wyprowadzał skuteczne kontry, dzięki którym w cztery minuty odrobił straty i doprowadził do remisu (41:41). Słabą postawę w ataku gospodarze odkupili solidną grą w defensywie, dzięki której znów odskoczyli na kilka punktów. W tym elemencie gry pierwsze skrzypce grał Radosław Hyży. 36-letni podkoszowy mądrze ustawiał się w obronie, wymuszał faule, a do tego zaliczył aż dziewięć przechwytów.

Kiedy na pięć minut przed końcem meczu Śląsk prowadził 63:56, wydawało się, że już nic niespodziewanego na parkiecie się nie wydarzy. Tymczasem po dwupunktowej akcji Dariusza Oczkowicza i trójkach Łukasza Szczypka i Marcina Salamonika, goście na dwie i pół minuty przed końcem wyszli na prowadzenie 64:63. W kluczowym momencie więcej zimnej krwi zachowali jednak wrocławianie, którzy zbierali ważne piłki w ataku i nie mylili się na linii rzutów wolnych, ostatecznie wygrywając 75:65.

Wrocławianie w finałowej serii rozgrywanej do trzech zwycięstw prowadzą 1:0. W poniedziałek o godz. 19 drugie spotkanie w hali Orbita.

Śląsk Wrocław - MOSiR Krosno 75:65 (17:10, 22:15, 14:22, 22:18)

Śląsk: Flieger 18, Gabiński 13, Diduszko 11, Ochońko 9, Hyży 8, Kikowski 7, Mroczek - Truskowski 5, Sulima 4, N. Kulon 0

MOSiR: Oczkowicz 18, Salamonik 14, Szczypka 14, Pisarczyk 8, Cielebąk 7, Paul 4, Adamczewski 0

Kto wygra w finale I ligi?