Adam Wójcik: Turów gra prostą koszykówkę, ale zdobędzie mistrzostwo Polski

W finale Tauron Basket Ligi Adam Wójcik przewiduje zaciętą rywalizację i stawia na Turów Zgorzelec. - Finał nie będzie sprintem. Spodziewam się sześciu, a nawet siedmiu meczów w serii. Wygra Turów - 4:2 albo 4:3 - typuje ośmiokrotny mistrz Polski ze Śląskiem i Prokomem oraz najlepszy strzelec w historii PLK.
Kto wygrał finał TBL? Podyskutuj na naszym Facebooku >>

Finał TBL, w którym zmierzą się Turów Zgorzelec i Stelmet Zielona Góra, rusza już w niedzielę. Obie drużyny stają przed szansą wywalczenia pierwszego mistrzowskiego tytułu w historii. Dla Turowa, który sezon zasadniczy zakończył na pierwszym miejscu, będzie to już piąty finał w ostatnich sześciu sezonach. Stelmet zagra w nim po raz pierwszy, ale drugie miejsce w Zielonej Górze z pewnością nikogo nie zadowoli.

Rozmowa z Adamem Wójcikiem, legendą polskiej koszykówki:

Przed finałem można wskazać faworyta?

- Moim zdaniem jest nim Turów Zgorzelec. Widać tam rękę trenera Miodraga Rajkovicia, który bardzo dobrze poukładał tę drużynę. Turów gra zespołowo, nie ma tam indywidualności i każdy może być zagrożeniem. Z kolei Stelmet wydaje się być aż za bardzo uzależniony od swoich gwiazd - Waltera Hodge'a, Qunitona Hosley'a i Łukasza Koszarka.

Każdy z tych zawodników może wygrać mecz w pojedynkę.

- Na pewno są to bardzo dobrzy gracze - najlepsi na swoich pozycjach w lidze. Finały, jak i cała runda play-off, rządzą się jednak swoimi prawami. Ciężko powiedzieć, jak będzie wyglądała ta rywalizacja. Trener Rajković wie, jak dobrze przygotować zespół pod konkretnego rywala i na pewno jego skauting przed finałem przedstawi mu dużo materiału do analizy. Obu drużynom ciężko jednak będzie zaskoczyć czymś przeciwnika.

Zgodzi się pan, że Turów mistrzostwo zdobyć może, a Stelmet musi?

- W finale spotkają się dwa najlepsze zespoły w lidze. W Zielonej Górze mają silną drużynę, a co za tym idzie duże apetyty. Turów jednak od początku rozgrywek robi swoje, małymi kroczkami, konsekwentnie i bez niepotrzebnego szumu awansował do finału, w którym na pewno nie jest bez szans.

Przewaga parkietu będzie miała jakieś znaczenie?

- Na pewno, choć patrząc na dotychczasowe pojedynki tych ekip można odnieść inne wrażenie. W czterech meczach tych drużyn w obecnym sezonie po dwa razy wygrywali goście. Sezon zasadniczy i play-offy to jednak inna bajka. Teraz przewaga własnego parkietu będzie ogromnym atutem. Kiedy gra się o najwyższą stawkę, kibice zawsze są szóstym zawodnikiem.

Finałowa seria raczej nie będzie sprintem.

- Zgadza się, ale to sprawi, że będzie on jeszcze bardziej atrakcyjny dla kibiców. Spodziewam się sześciu, a nawet siedmiu spotkań. Stawiam 4:2 albo 4:3 dla Turowa.

Co będzie kluczem do wygranej w finale?

- Walka na tablicach i obrona. W tym elemencie widzę przewagę Turowa, który potrafi zatrzymać rywala na 70 punktach. Do tego gra prostą i skuteczną koszykówkę, opartą na twardej defensywie i szybkich atakach. Prostą nie znaczy jednak łatwą do zatrzymania.

Wrocław.Sport.pl ćwierka na Twitterze. Obserwuj nas >>