Mission impossible koszykarzy Turowa. Stelmet blisko tytułu

- 2:0 to dla Stelmetu porządna przewaga, ale nie poddajemy się. Jedziemy do Zielonej Góry, by wygrać dwa mecze i wrócić z rozgrywką do Zgorzelca - mówi przed kolejnymi pojedynkami ze Stelmetem skrzydłowy Turowa Aaron Cel.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Po dwóch pierwszych meczach finału w Zgorzelcu Turów przegrywa w serii ze Stelmetem 0:2. Dwa łatwo wygrane spotkania przez drużynę z Zielonej Góry mogą być zaskoczeniem, Turów po sezonie zasadniczym był bowiem najlepszym zespołem Tauron Basket Ligi. W walce o złoto miał przewagę własnego parkietu, ale nie potrafił jej wykorzystać. Teraz piłka jest po stronie Stelmetu, który dwa kolejne pojedynki rozegra przed własną publicznością i już w niedzielę może świętować pierwsze w historii klubu mistrzostwo Polski.

- Po pierwszym nieznacznie przegranym meczu dostaliśmy szansę na rehabilitację. Niestety, nie wykorzystaliśmy jej. Gramy poniżej swojego normalnego poziomu. Na pewno decyduje to, że przeciwko nam walczy świetna drużyna. I nie jest łatwo. Rozumiem, że moi zawodnicy czują presję i czasem ta presja ciągnie w dół. Ale dochodzą inne elementy. Moi zawodnicy czasem nie słuchają mnie i nie patrzą na mnie - powiedział po drugim meczu trener Turowa Miodrag Rajković. - Wierzę w moją drużynę i wierzę, że zrobi wszystko, by kolejne spotkania rozegrać na naszą korzyść - dodał serbski szkoleniowiec.

Turów powodów do optymizmu może dopatrywać się w tym, że w obecnych rozgrywkach w Zielonej Górze jeszcze nie przegrał, a ostatnia jego wizyta w hali CRS zakończyła się efektownym zwycięstwem 102:73. Historia i statystyki są jednak po stronie Stelmetu. Od sezonu 1994/1995 finał PLK rozgrywany jest do czterech zwycięstw i tylko raz od tamtej pory zdarzyło się, że drużyna, która przegrała dwa pierwsze finałowe mecze, sięgnęła później po mistrzostwo. Miało to miejsce w sezonie 2007/2008. Prokom Trefl Sopot przegrał wówczas dwukrotnie z Turowem, ale później zaliczył serię czterech wygranych z rzędu.

- 2:0 to dla Stelmetu porządna przewaga, ale nie poddajemy się. Jedziemy do Zielonej Góry, by wygrać dwa mecze i wrócić z rozgrywką do Zgorzelca - zapowiada skrzydłowy Turowa Aaron Cel.

W dwóch meczach w Zgorzelcu Turów w niczym nie przypominał drużyny z pierwszej części sezonu. Podopieczni Miodraga Rajkovicia grali słabo na dystansie (26 proc. za trzy), fatalnie wykonywali rzuty wolne (58 proc. skuteczności w dwóch meczach) i notowali dużo niepotrzebnych strat. W zespole brakowało lidera, który wziąłby ciężar gry na siebie i pociągnął drużynę w ataku. Ivan Opacak, który teoretycznie jest najlepszą "strzelbą" zespołu, na swoim poziomie zagrał tylko w trzeciej kwarcie drugiego starcia. Drużynie brakowało także punktów amerykańskiego duetu Russell Robinson i David Jackson.

Pierwszy mecz w Zielonej Górze w piątek o godz. 19.

Więcej o: