Śląsk przegrał z Turowem, ale doprowadził do furii trenera Rajkovicia

Śląsk Wrocław przegrał w sparingu w Brzegu Dolnym z Turowem Zgorzelec 66:73. To pierwsza porażka wrocławian w meczach przedsezonowych
O koszykówce poczytasz także na naszym Facebooku >>

Śląsk do tej pory mierzył się z rywalami dużo słabszymi. Turów był pierwszą poważną przeszkodą na jego drodze. Wrocławianie do meczu przystąpili w mocno okrojonym składzie. W podkoszowej rotacji trener Milivoje Lazić nie mógł skorzystać z trzech zawodników. Drobne urazy wykluczyły z gry Zeka Marshalla i Bojana Radeticia, a jeszcze przez dwa tygodnie kontuzjowane kolano będzie leczył Jakub Parzeński.

Trener Lazić pod kosz mógł posłać właściwie tylko dwóch graczy - Michała Gabińskiego i Radosława Hyżego. Krzysztof Sulima szybko złapał cztery faule i większość spotkania przesiedział na ławce.

Pochwały należą się Michałowi Gabińskiemu, który dzielnie walczył z silniejszymi od siebie - Ivanem Zigeranoviciem, Filipem Dylewiczem i Damianem Kuligiem, choć momentami wyraźnie brakowało mu sił. Na jego usprawiedliwienie działa jednak to, że na parkiecie spędził praktycznie cały mecz. W 35 minut zapracował na 8 punktów, 12 zbiórek, 3 przechwyty i 2 bloki.

Dobrze wypadł Robert Skibniewski, który imponował skutecznością zza linii 6,75 m (3/4 za 3 punkty). "Skiba" był pierwszą strzelbą zespołu, rzucił 15 punktów i miał 4 asysty.

Turów musiał radzić sobie bez dwójki rzucających. Michał Chyliński nie wrócił jeszcze z mistrzostw Europy w Słowenii, a czołowy strzelec zgorzelczan w dotychczasowych sparingach, Łukasz Wiśniewski, ani na moment nie podniósł się z ławki. Najlepszym strzelcem wicemistrza Polski był Filip Dylewicz, który do 14 punktów dołożył 6 zbiórek i 4 asysty.

Początek meczu dobrze ułożył się dla Śląska, który szybko wyszedł na kilkupunktowe prowadzenie. Wrocławianie w pierwszej kwarcie zbudowali dziesięciopunktową przewagę. To rozwścieczyło trenera Turowa Miodraga Rajkovicia, który groźnie pohukiwał na swoich graczy. Zgorzelczanie zaczęli odrabiać straty, tuż przed przerwą prowadzili nawet jednym punktem (38:37), ale równo z syreną za trzy trafił Dominque Johnson i Rajković znów wpadł w furię. Przy linii bocznej próbował złamać na kolanie tablicę do rysowania zagrywek, rzucał wszystkim, co wpadło mu w ręce. Zigeranoviciowi, któremu darł się prosto w twarz, musiały przejść ciarki po plecach.

Po przerwie Śląsk stanął w ataku i rywale wyszli na 15-punktowe prowadzenie. Podopieczni trenera Lazicia próbowali jeszcze walczyć i ostatecznie zmniejszyli dystans do Turowa do siedmiu punktów.

Czwartkowy mecz był dla Śląska zwieńczeniem dziesięciodniowego obozu w Brzegu Dolnym. Teraz drużyna wraca do Wrocławia, gdzie będzie przygotowywać się do kolejnego sprawdzianu. Za tydzień beniaminek Tauron Basket Ligi weźmie udział w turnieju "Brunatne Diamenty" w Zgorzelcu, gdzie oprócz Turowa zagrają NY Phantoms (Niemcy), BK Pardubice (Czechy), Hapoel Galil Gilboa (Izrael) oraz Energa Czarni Słupsk.

Śląsk Wrocław -Turów Zgorzelec 66:73 (23:13, 17:26, 10:26, 16:8)

Śląsk Wrocław - Skibniewski 15, Johnson 14, Kikowski 10, Gabiński 8, Sulima 7, Hyży 6, Kosiński 3, Mroczek-Truskowski 2, Jones 1

Turów: Dylewicz 14 , Kulig 13, Karolak 11, Taylor 10, Jaramaz 10, Krestinin 9, Stelmach 2, Zigeranovic 2, Bigus 1