Sport.pl

Gwiazdy wyrzucone do kosza: Śląsk niespodziewanie rozwiązał kontrakty z nowymi graczami

Bardzo krótko trwała przygoda Zeka Marshalla, Carla Jonesa i Bojana Radeticia ze Śląskiem. Mieli być gwiazdami ligi, a nie doczekali nawet inauguracji sezonu, bo już rozwiązano z nimi kontrakty.
- Koniec sierpnia i początek września to czas, w którym plany niektórych zawodników się weryfikują. Dzięki temu udało nam się pozyskać bardzo dobrych graczy - podkreślał dwa tygodnie temu prezes Śląska Michał Lizak podczas prezentacji Zeka Marshalla i Carla Jonesa.

Marshall podpisał kontrakt do końca sezonu. Jones przyjechał na dziesięciodniowe testy. Obaj trenowali z drużyną na obozie przygotowawczym w Brzegu Dolnym i zagrali w sparingach. Marshall w jednym przeciwko II-ligowemu GTK Gliwice. Z Turowem już nie zagrał - oficjalny powód to skręcona kostka.

Jones zaliczył w starciu z Turowem kilkuminutowy epizod. Nie pokazał niczego, co dawałoby nadzieję, że warto go zatrudnić. 23-latek nie potrafił zdobyć punktów, nawet będąc sam na sam z koszem. Trafił tylko jeden z trzech rzutów wolnych. Jeśli tak miał wyglądać "zawodnik, który szybkością, efektownością i skutecznością może porywać fanów", to w starciu z Turowem był raczej antyreklamą koszykówki. Przedstawiciele klubu zachwalali, że wcześniej "odrzucił" oferty z Niemiec i Hiszpanii i zdecydował się na testy w Śląsku. Widać jednak, że to Niemcy i Hiszpanie jego odrzucili. Podobnie jak teraz Śląsk.

We Wrocławiu obu zawodników zaprezentowano niczym prawdziwe gwiazdy. Specjalnie zwołano konferencję prasową oraz sesję zdjęciową na parkiecie, a potem Marshall popisywał się efektownymi wsadami w dżinsach. Tego gracza przedstawiano jako czołowego defensora akademickiej ligi NCAA, który pod koszem miał stanowić zaporę nie do przejścia.

Jonesa anonsowano natomiast jako jednego z najlepszych rozgrywających prestiżowej uczelni St. Joseph's w historii. Oni sami porównywali się odpowiednio do Dikembe Mutombo i Allena Iversona. Problem w tym, że poza przechwalaniem się niewiele potrafili i już zostali odesłani do domu.

Mimo to prezes Lizak nieco inaczej widzi problem.

- Obaj mają spore możliwości i potencjał do tego, by za dwa, trzy lata być czołowymi koszykarzami zespołów w Europie. Są młodzi, prosto po karierze na uczelni, lecz okazuje się, że obecnie potrzebujemy zawodników nieco innego typu - tłumaczy Lizak.

Śląsk rozstał się też z Bojanem Radeticiem. Wielkim zwolennikiem pozyskania serbskiego podkoszowego był trener Milivoje Lazić, który pracował z nim w Zelezniku Belgrad i Crvenej Zvezdzie. O zakontraktowanie Radeticia prosił już pierwszego dnia, kiedy pojawił się we Wrocławiu. Ale po miesiącu z niego również zrezygnowano.

Transfery wrocławskiego klubu wyglądają mało poważnie. Śląsk powoli zaczyna przypominać biuro podróży. W ostatnich dniach klub podpisał, a następnie rozwiązał kontrakty z trzema Amerykanami. Tylko tydzień trwała przygoda ze Śląskiem Derricka Caractera. Ściągnięcie byłego podkoszowego Los Angeles Lakers miało być transferową bombą całej ligi. Caracter przyjechał jednak do Wrocławia z nadwagą i nie do końca zaleczonymi urazami ramienia i kolana. Niespecjalnie palił się także do treningów

Jedni odjeżdżają, inni przyjeżdżają do Śląska. Nowym rozgrywającym zespołu może natomiast zostać Chorwat Frankjo Bubalo, który od soboty trenuje z wrocławskim zespołem. Bubalo (25 lat, 194 cm wzrostu) ostatnio występował w rumuńskim Miercurea Ciuc.

Więcej o: