Anwil popsuł koszykarskie święto we Wrocławiu. Śląsk przegrał na inaugurację ligi

Ten mecz zawodnicy Śląska będą chcieli jak najszybciej wymazać z pamięci. Po pięciu latach przerwy wrocławianie wrócili do ekstraklasy, ale koszykarskie święto trzem tysiącom kibiców w hali Orbita popsuł odwieczny rywal WKS-u - Anwil Włocławek. Goście mieli cały mecz pod kontrolą i wygrali pewnie 73:61.
O koszykówce poczytasz także na naszym Facebooku >>

Na to spotkanie kibice koszykówki we Wrocławiu wyczekiwali od kilkunastu dni. Lepszego rywala na start sezonu Śląsk nie mógł sobie wymarzyć. Do Wrocławia przyjechał Anwil Włocławek, czyli rywal z którym w latach 90. i na początku XXI wieku wrocławianie toczyli niezapomniane boje o mistrzostwo Polski. Niemal wszystkie bilety rozeszły się w przedsprzedaży.

Komplet trzech tysięcy żywiołowo dopingujących kibiców zrobił ogromne wrażenie na zawodnikach Śląska. Do tego stopnia, że w pierwszej kwarcie byli wyraźnie stremowani. Wrocławianie rozpoczęli nerwowo, zbyt szybko oddawali rzuty i marnowali mnóstwo sytuacji. W pierwszych dziesięciu minutach trafili ledwie 3 z 18 rzutów z gry. Wszystkie punkty były udziałem graczy podkoszowych. Na obwodzie gospodarze nie istnieli i po pierwszej kwarcie przegrywali aż 6:20.

W kolejnej części w ataku w końcu odblokowali się "niscy" gracze Śląska - Dominique Johnson, Paweł Kikowski, Franjo Bubalo i Adrian Mroczek-Truskowski. Anwil grał jednak mądrze i kontrolował sytuację na parkiecie. Równo z syreną kończącą pierwszą połowę kibicom we Wrocławiu przypomniał się Paul Graham, który grał tutaj dwa lata temu. Portorykańczyk trafił za trzy punkty i drużyna z Włocławka schodziła na przerwę z 12 "oczkami" przewagi.

"Święta wojna" jak za dawnych lat. Na trybunach znów było gorąco [DUŻO ZDJĘĆ] >>

Trener Śląska Milivoje Lazić nie był zadowolony z postawy zagranicznych graczy i na trzecią kwartę posłał do boju piątkę złożoną wyłącznie z Polaków. To posunięcie nie przyniosło pożądanego efektu, bo rywale odskoczyli na blisko 20 punktów.

Miejscowi na dobrą sprawę przebudzili się dopiero w ostatniej partii, ale wówczas było już praktycznie po meczu. Niesieni gorącym dopingiem swoich fanów doszli Anwil na dziewięć punktów, ale nie potrafili postawić kolejnego kroku. Goście mając sporą zaliczkę, często decydowali się na rzuty zza linii 6,75 m. Trzy z nich, autorstwa Paula Grahama i Danilo Mijatovicia wylądowały w koszu, pozbywając jakiejkolwiek nadziei gospodarzy.

Anwil okazał się ekipą dojrzalszą, imponował zespołową grą. Drużynę Miliji Bogicevicia w ataku ciągnął Paul Graham, który był najlepszym strzelcem spotkania, rzucając 21 punktów. Po 11 "oczek" dołożyli Danilo Mijatović, Michał Sokołowski i Dusan Katnić, który miał także pięć asyst.

Wrocławian do ataku próbował poderwać Dominique Johnson, który zdobył 19 punktów i był jedynym zawodnikiem swojej drużyny, który zapisał na swoim koncie dwucyfrową liczbę punktów. Defensywa Anwilu skutecznie uprzykrzała życie Robertowi Skibniewskiemu, a Paweł Kikowski, który w poprzednim sezonie był królem strzelców na zapleczu ekstraklasy, nie potrafił wstrzelić się w kosze w hali Orbita i spotkanie zakończył z ośmioma punktami.

Lazić: To już nie ten stary Śląsk, który co roku świętował kolejne sukcesy >>

W Śląsku wyraźnie brakowało wartościowych zmienników, szczególnie na obwodzie. Trener Lazić nie mógł skorzystać z Marcina Kosińskiego, który wciąż czeka na licencję od Polskiego Związku Koszykówki. Z tego powodu na ławce zasiedli gracze II-ligowych rezerw - Maksym Kulon i Artur Wnętrzak. Żaden z nich nie pojawił się jednak na parkiecie. Poniżej oczekiwań spisali się: Krzysztof Sulima (5 pkt, i 5 zb.), Michał Gabiński (5 pkt, i 5 zb.) i Radosław Hyży (2 pkt. i 3 zb.), którego przeciwnicy dwukrotnie blokowali. Kevin Thompson dobrze przepychał się pod koszem i walczył o zbiórki (6 pkt. i 9 zb.), ale na parkiecie był ociężały.

Mecz z Anwilem dobitnie pokazał, że Śląsk wciąż potrzebuje wzmocnień i to nie tylko na pozycji niskiego skrzydłowego, gdzie tak naprawdę nie ma żadnego gracza. Póki co nadziei wrocławianie muszą upatrywać w łatwym terminarzu. Kolejnymi rywalami beniaminka TBL będą bowiem Stabill Jezioro Tarnobrzeg, Polpharma Starogard Gdański i Kotwica Kołobrzeg, czyli rywale będący teoretycznie w ich zasięgu.

Śląsk Wrocław - Anwil Włocławek 61:73 (6:20, 18:16, 11:17, 26:20)

Śląsk: Johnson 19, Kikowski 8, Parzeński 6, Thompson 6, Skibniewski 5, Sulima 4, Bubalo 4, Mroczek-Truskowski 4, Gabiński 3, Hyży 2

Anwil: Graham 21, Katnić 11, Mijatović 11, Sokołowski 11, Hajrić 8, Clanton 5, Kostrzewski 4, Witliński 2