Stop agresji i wulgarności: Koszykarski Śląsk ostrzega swoich kibiców

- Nie będziemy tolerowali chuligańskich wybryków w koszykarskich halach - zapowiada Michał Lizak, prezes spółki Śląsk Basketball SA, po kibicowskich wybrykach, do jakich doszło podczas sobotniego meczu Śląsk - Anwil w Orbicie.
Na ten mecz kibice Śląska czekali z zapartym tchem już od kilku tygodni. Na inaugurację koszykarskiej TBL do Wrocławia przyjechał Anwil, czyli odwieczny rywal, z którym Śląsk na przełomie wieków toczył niezapomniane pojedynki o mistrzostwo Polski. Spotkanie z drużyną z Włocławka miało dodatkową rangę i podniosły charakter, gdyż zbiegło się z powrotem 17-krotnych mistrzów Polski do ekstraklasy, po pięciu latach tułaczki po niższych ligach.

Atmosferę koszykarskiego święta miała zapewnić wypełniona po brzegi hala Orbita. Niestety, wszystko zniszczyło wulgarne zachowanie sympatyków obu drużyn, którzy obrzucali się wyzwiskami, przekleństwami.

Zaczęło się w drugiej kwarcie, kiedy ponadstuosobowa grupa kibiców z Włocławka, przy wsparciu ultrasów Noteci Inowrocław, zasiadła w specjalnie przygotowanym dla nich sektorze. Kibice zaprezentowali doping dotąd niekojarzony z koszykarskimi halami, lecz bardziej z piłkarskimi stadionami - oczywiście w negatywnym tego słowa znaczeniu.

Sympatycy drużyny z Włocławka wywiesili wielką sektorówkę z napisem "Goście na poziomie". Ale ci panowie raczej nie rozumieją znaczenia pewnych słów. Zaczęło się od skandowania: "Cała Polska jeb... Śląska!" czy "Jazda z kurw...!". Później były pogróżki w kierunku wrocławskich fanów siedzących kilka metrów dalej typu: "Zajeb... was i wypatroszymy". Na koniec wypinali gołe pośladki.

Fani zamiast koncentrować się na wspieraniu swoich drużyn, za punkt honoru przyjęli obrażanie się nawzajem. Z tego powodu w trzeciej kwarcie sędzia główny spotkania Janusz Calik, po konsultacji z komisarzem zawodów Wiesławem Zychem, na kilka minut przerwał spotkanie. Spiker starał się uspokoić krewkich kibiców.

- Jest mi niesamowicie przykro po tym, co wydarzyło się w sobotę w hali Orbita - mówi Michał Lizak, prezes spółki Śląsk Basketball SA. - Byłem zszokowany zachowaniem kibiców Anwilu i formą prowadzenia przez nich dopingu. Do Wrocławia przyjechała jednak grupa, która na co dzień jest daleko od koszykówki. Z tak agresywnym zachowaniem kibiców na koszykarskim meczu spotkałem się chyba pierwszy raz w życiu. Wcześniej jako klub nie mieliśmy takich problemów. Oczywiście spodziewaliśmy się gorącej atmosfery, bo wszyscy znamy historię pojedynków Śląska z Anwilem, ale w granicach dobrego smaku. Nie będziemy tolerowali chuligańskich wybryków w koszykarskich halach. Następnym razem poważnie zastanowimy się nad tym, czy przyjmować kibiców Anwilu we Wrocławiu - zapowiada Lizak.

Równocześnie prezes Lizak odpiera zarzuty niektórych kibiców, twierdzących, że klub nie zadbał wystarczająco o ich bezpieczeństwo.

- Z naszej strony spełniliśmy wszystkie wymogi proceduralne dotyczące zabezpieczenia meczu. Kibice Anwilu mieli rekomendację swojego klubu na piśmie, z podpisem prezesa Arkadiusza Lewandowskiego. Mimo to zwiększyliśmy liczbę ochroniarzy na to spotkanie. Z Włocławka przyjechało 150 kibiców. Przygotowaliśmy dla nich sektor na 200 miejsc, żeby stworzyć strefę buforową, oddzielającą sektor gości od reszty trybun. Na halę zostali wpuszczeni osobnym wejściem, zostali sprawdzeni na zawartość alkoholu oraz czy nie wnoszą niebezpiecznych przedmiotów - twierdzi prezes Śląska.

Widząc agresywne zachowanie kibiców Anwilu, organizatorzy zwiększyli liczbę ochroniarzy do zabezpieczenia sektora gości.

Lizak: - Dodatkowo w przerwie meczu wezwaliśmy policję, z którą przez cały czas byliśmy w kontakcie. Chciałbym podkreślić, że nie ma obowiązku policji na meczach. Ta wzywana jest na wniosek szefa ochrony dopiero wtedy, gdy ta nie jest w stanie zapanować nad sytuacją. To normalna procedura.

Niestety, "Kosynierzy", czyli wrocławscy kibice prowadzący doping, także nie są bez winy. Dali się sprowokować przyjezdnym i również zachowywali się skandalicznie, wulgarnie wyzywając rywali. Śląsk zamierza wyciągnąć wobec nich konsekwencje. Jeżeli podobna sytuacja powtórzy się, to współpraca z klubem kibica może zostać zerwana.

- Do zachowania naszych kibiców też mam zastrzeżenia - potwierdza Lizak. - Nie podobało mi się, że na zaczepki kibiców z Włocławka reagowali wyzwiskami i przekleństwami. Na trybunach były przecież rodziny z dziećmi. Chcemy, by mecze Śląska były wydarzeniem rodzinnym, stąd wprowadziliśmy do sprzedaży bilety i karnety rodzinne. Na podobne zachowanie w hali Orbita nie ma miejsca i z pewnością będziemy chcieli wyjaśnić sobie tę sprawę z naszym klubem kibica - kończy Lizak.