Sport.pl

Śląsk wygrał z Asseco, ale łatwo nie było

Śląsk Wrocław wygrał czwarty mecz w sezonie, pokonując u siebie Asseco Gdynię 86:78. Po tym spotkaniu wrocławianie awansowali na szóste miejsce w Tauron Basket Lidze
Jeszcze kilka lat temu mecz Śląska z Asseco byłby ligowym hitem. Obie drużyny to prawdziwi hegemoni ostatniego ćwierćwiecza w polskiej koszykówce. W 23 ostatnich sezonach zdobyły w sumie 19 mistrzowskich tytułów. Śląsk nie miał sobie równych w latach 90. i na przełomie wieków. Na mistrzowskim tronie w 2004 roku zastąpiło go właśnie Asseco (wówczas występujące pod nazwą Prokom Trefl Sopot), które przez dziewięć kolejnych sezonów sięgało po złoto.

W tym sezonie żadna z drużyn nie mierzy już tak wysoko. Wrocławianie odbudowują się po latach nieobecności na parkietach najwyższej klasy rozgrywkowej, a klub z Gdyni próbuje stanąć na nogi po wycofaniu się z finansowania głównego sponsora. Przed tą kolejką Śląsk i Asseco miały na koncie trzy zwycięstwa i cztery porażki i zajmowały odpowiednio ósme i siódme miejsce. Właśnie dlatego ich pojedynek anonsowano jako starcie o cztery punkty.

Wrocławianie zagrali dobrze w ataku. Aż czterech zawodników miało na koncie dwucyfrową liczbę punktów. Bohaterem spotkania był Danny Gibson. Rozgrywający Śląska z 19-punktami był najlepszym strzelcem swojego zespołu. Amerykanin zagrał kapitalnie na dystansie, w drugiej połowie trafiając pięć z sześciu rzutów zza łuku. Do tego miał pięć asyst i pięć zbiórek, a także cztery przechwyty.

Bardzo ważne dla losów spotkania okazało się trafienie Gibsona na 23 sekundy przed końcem spotkania. Kilka sekund wcześniej za trójkę rzucił Fiodor Dmitrew i dziewięciopunktowe prowadzenie Śląska z początku ostatniej kwarty stopniało do czterech "oczek".

- Moi koledzy z zespołu świetnie dostrzegali mnie na wolnych pozycjach, co ułatwiało mi zdobycie punktów. Nie czuję się żadnym bohaterem - powiedział Gibson, który zagrał swój najlepszy mecz w sezonie.

Spotkanie było wyrównane od samego początku, ale toczyło się falami. Zaczęło się od prowadzenia Śląska, które po kilku minutach było już po stronie Asseco. Pierwszą kwartę goście wygrali 23:20. Kolejne rozegrały się już na korzyść gospodarzy. W drugiej ćwiartce zawodnicy z Gdyni zaliczyli czterominutowy przestój w ataku, co z zimną krwią wykorzystali miejscowi. Po trafieniu Dominique'a Johnsona w 15 minucie wrocławianie wyszli na prowadzenie (28:27), którego nie oddali już do końca, choć przez większość spotkania nie potrafili odskoczyć rywalom na więcej niż cztery punkty.

- Uważam, że kluczowym elementem tego spotkania była walka na tablicach Śląska w drugiej połowie meczu, kiedy to nasi przeciwnicy zebrali z tablic aż 11 piłek i trzymali nas na dystansie - powiedział trener Asseco, David Dedek.

Dla Śląska mecz z Asseco był ostatnim w tym roku przed własną publicznością. Jeszcze w grudniu podopiecznych Milivoje Lazicia czeka seria trzech trudnych wyjazdowych spotkań, kolejno z: Turowem Zgorzelec, Treflem Sopot i Anwilem Włocławek. Z Turowem wrocławianie zagrają już w najbliższą środę w Zgorzelcu. Początek o godz. 18.30.

Śląsk Wrocław - Asseco Gdynia 86:78 (20:23, 17:11, 23:22, 26:22)

Śląsk: Gibson 19, Kikowski 16, Malesević 13, Johnson 12, Skibniewski 8, Hyży 6, Thompson 5, Sulima 3, Mroczek-Truskowski 2, Gabiński 2, Parzeński 0

Asseco: Dmitriew 22, Seweryn 19, Walton 15, Matczak 10, Szczotka 8, Kovacević 2, Szymański 2, Kowalczyk 0, Żołnierewicz 0

Więcej o: