Turów pozywa do sądu Markowskiego. "Nie boję się procesu, bo mówię prawdę"

"Afera kolanowa" w Zgorzelcu rozkręca się na dobre. Po tym, jak były asystent Miodraga Rajkovicia oskarżył go o to, że celowo chciał zniszczyć zdrowie swojego koszykarza, władze Turowa zdecydowały się skierować sprawę do sądu. Niewykluczone, że na podobny ruch zdecyduje się serbski szkoleniowiec, który od swojego byłego pracownika żąda przeprosin.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Władze Turowa przez długi czas milczały w sprawie tzw. "afery kolanowej". - Nie zamierzamy zabierać oficjalnego stanowiska w tej sprawie, bo nie jesteśmy tu stroną - mówił kilka dni temu w rozmowie z "Gazetą" prezes klubu Waldemar Łuczak.

W Zgorzelcu zrozumieli, że nie ma sensu dłużej przeciągać sprawy, bo to szkodzi jego wizerunkowi, a sprawa jest zbyt poważna, żeby zamieść ją pod dywan. Zarząd klubu w środę wieczorem wydał specjalne oświadczenie, które zostało rozesłane do mediów.

Oto jego treść: "W związku z powtarzającymi się publikacjami dotyczącymi rzekomych nieprawidłowości w procesie treningowym naszego byłego zawodnika Łukasza Wichniarza, Zarząd Koszykarskiego Klubu Sportowego "Turów Zgorzelec" S.A. z siedzibą w Zgorzelcu oświadcza, ze sprawa skierowana zostaje na drogę prawną. Wyrażamy oburzenie skalą bezpodstawnych pomówień istotnie godzących w dobre imię Klubu i pragniemy zapewnić, że wobec osób winnych zostaną wyciągnięte konsekwencje".

"Trener kazał mi zniszczyć kolana Łukasza"

Przypomnijmy, że chodzi o wpis na forum.zgorzelec.info zamieszczony 9 grudnia przez Adriana Markowskiego, byłego trenera przygotowania fizycznego Turowa. Napisał w nim, że w marcu bieżącego roku jego przełożony Miodrag Rajković kazał mu przeprowadzić ciężki trening z koszykarzem Łukaszem Wichniarzem.

- Trener powiedział, że klub chce z nim rozwiązać kontrakt, i zasugerował, abym tak poprowadził trening, żeby zniszczyć kolana Łukasza, z którymi miał drobne problemy. Kazał, by zawodnik biegał po betonie i schodach - mówił "Gazecie" Markowski.

Asystent Rajkovicia przeprowadził z Wichniarzem normalne zajęcia, ale zrobił zdjęcie, które miało sugerować, że ćwiczenia były ciężkie, i wysłał je MMS-em jednemu z pracowników klubu. Widać na nim, jak Wichniarz dźwiga na barkach wielką drewnianą belę. Markowski napisał, że dwuipółgodzinny trening właśnie się kończy, a zawodnik już narzeka na kolana i pachwiny.

31-letni Wichniarz był rezerwowym, grał po 8 minut w meczu, a zgodnie z umową zarabiał mniej, jeśli był niezdolny do gry. - Mogło być tak, że trener, niszcząc zdrowie Łukasza, miał nadzieję, że go zniechęci i zmusi do rozwiązania kontraktu - mówił nam anonimowo koszykarz ligowy.

Rajković żąda przeprosin i straszy sądem

We wtorek prezes Turowa Waldemar Łuczak spotkał się z Markowskim, by przekazać pismo od Rajkovicia. - Rozmowa trwała kilkadziesiąt sekund. Prezes chciał mi wręczyć jakąś kartkę, na zwykłym papierze, bez klubowej pieczęci. Nie wiedziałem, co jest na niej napisane, dlatego jej nie przyjąłem. Zasugerowałem, że powinno się to odbyć w sposób bardziej formalny, i oczekuję na przesłanie listu drogą mailową bądź pocztową i wyszedłem - relacjonuje Markowski.

Tego samego dnia otrzymał pismo na skrzynkę mailową. Udało nam się do niego dotrzeć. Rajković pisze, że Markowski swoim wpisem w internecie naruszył jego dobra osobiste, i domaga się oficjalnych przeprosin. "Pana wypowiedź jest oczywiście nieprawdziwa, godzi w moje dobre imię, podważa kwalifikacje zawodowe oraz autorytet trenera, który buduję od wielu lat. Pana postawę należy uznać za skrajnie nieodpowiedzialną i oczywiście sprzeczną z prawem" - pisze trener wicemistrza Polski.

Rajković domaga się od Markowskiego wykasowania wpisu z oskarżeniami, a także złożenia do 24 grudnia przeprosin na stronie forum.zgorzelec.info. Jeżeli tego nie zrobi, sprawa zostanie skierowana do sądu.

Markowski przepraszać nie zamierza. - Nie boję się procesu, bo mówię prawdę.

Wichniarz, który kilkanaście dni po marcowym treningu przeszedł do Kotwicy Kołobrzeg, wciąż nie odniósł się do sprawy.

"Podżeganie do uszkodzenia ciała to przestępstwo"

- To przestępstwo, podżeganie do uszkodzenia ciała w stopniu średnim - uważa prawnik Jacek Masiota. - Wyobrażam sobie, że z udowodnieniem byłby problem dowodowy, bo słowo byłoby przeciwko słowu. Gdyby jednak winę udowodniono, to skazany poniósłby odpowiedzialność karną i finansową. Oprócz tego w grę wchodzi także kara orzeczona przez federację - trener dostałby zakaz wykonywania zawodu. Gdyby prokuratura miała wiedzę na ten temat, to mogłaby wszcząć dochodzenie z urzędu.

Prezes Turowa wierzy w niewinność Rajkovicia. - Ciężko jest mi sobie wyobrazić, że Rajković mógł działać na szkodę swojego zawodnika. Mamy do niego pełne zaufanie. Wciąż będzie pracownikiem klubu - deklaruje Łuczak.

Wroclaw.Sport.pl ćwierka na Twitterze. Obserwuj nas >>