Koszykarze Turowa Zgorzelec podejrzani o doping

Po tzw. aferze kolanowej w Zgorzelcu mają kolejny poważny problem. Dwóch zawodników Turowa - Tony Taylor i Damian Kulig - jest podejrzanych o stosowanie dopingu. Grozi im nawet dwuletnia dyskwalifikacja
Wrocław.Sport.pl ćwierka na Twitterze. Obserwuj nas >>

W koszykarskim środowisku znów zawrzało za sprawą Turowa. Tym razem przez zamieszczony kilka dni temu w internecie film, na którym widać, jak klubowy fizjoterapeuta Maciej Żmijewski podaje dożylnie kroplówkę z nieznanym płynem koloru fioletowego Tony'emu Taylorowi i Damianowi Kuligowi.

- To, co widać na filmie, jest częścią zabiegów, które są wykonywane na zlecenie lekarza i są zgodne z obwiązującymi przepisami antydopingowymi. Nasi zawodnicy są dostępni na każde wezwanie komisji antydopingowej, a na wszelkiego rodzaju zabiegi mamy pełną dokumentację medyczną - powiedział prezes Turowa Waldemar Łuczak w rozmowie z portalem zgorzelec.info.

Wideo zamieszczone na YouTube zaniepokoiło Komisję do Zwalczania Dopingu w Sporcie, która w tej sprawie wydała specjalne oświadczenie.

- Film, który pojawił się w sieci, jest niepokojący. Przedstawia zawodników, którym podawane są według wstępnej oceny infuzje dożylne, które są metodą zabronioną. Po analizie materiału wideo zakładamy, iż pojemność podawanego płynu jest większa niż 50 ml. Ponadto infuzje są przeprowadzane w niehigienicznych warunkach, najprawdopodobniej w szatni klubu, przez osobę, która nie używa rękawiczek jednorazowych - pisze dyrektor biura Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie Michał Rynkowski.

Jak czytamy w oświadczeniu, zgodnie z listą substancji i metod zabronionych, która obowiązywała w 2013 r. oraz obowiązuje w 2014 r., zabronione są infuzje dożylne i (lub) iniekcje o objętości powyżej 50 ml w okresie sześciu godzin, z wyłączeniem tych przyjętych w uzasadnionych przypadkach w przebiegu leczenia szpitalnego lub badań klinicznych.

- Przyjmowanie infuzji nie jest naruszeniem przepisów antydopingowych, gdy zawodnik ją przyjmujący uzyska wyłączenie dla celów terapeutycznych (zgodę na stosowanie substancji lub metody zabronionej) od Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie. Na przestrzeni ostatniego roku nie wpłynął do nas żaden wniosek o wyłączenie dla celów terapeutycznych od zawodników klubu Turów Zgorzelec - podkreśla Rynkowski.

Komisja do Zwalczania Dopingu w Sporcie traktuje sprawę w sposób bardzo poważny i rozpoczęła własne dochodzenie w celu pozyskania dodatkowego materiału dowodowego. Ponadto przedstawiciel komisji jest w stałym kontakcie z Polską Ligą Koszykówki SA oraz Polskim Związkiem Koszykówki.

Całą winę na siebie wziął fizjoterapeuta Turowa Maciej Żmijewski, któremu także grozi zawieszenie. Jak tłumaczy, nie wiedział, że musi złożyć odpowiedni dokument pozwalający na stosowanie użytej substancji. Zresztą całą sprawę stara się bagatelizować, bo jego zdaniem podana zawodnikom substancja nie była na liście tych zakazanych.

- Był to zwykły płyn elektrolitowy - podkreśla Żmijewski. Jak tłumaczy, podał go kilku zawodnikom zmagającym się z zatruciem pokarmowym, w tym m.in. Taylorowi i Kuligowi. - Zgodnie z zaleceniem lekarskim zawodnicy zostali poddani akurat tego typu zabiegowi - dodaje.

Kulig przyznaje, że kroplówkę przyjął z zalecenia lekarza i nie ma nic do ukrycia. - Jeżeli ktoś uważa, że dostaliśmy jakiś niedozwolony środek, to można to w każdej chwili sprawdzić - ucina temat podkoszowy wicemistrza Polski.

Dziś Turów w związku z wydarzeniami zorganizował specjalną konferencję prasową.

- Do tej pory do naszego klubu nie trafiło żadne oficjalne pismo z Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie - podkreślał prezes Waldemar Łuczak. I dodawał: - Nikt też do nas nie dzwonił. O wielu doniesieniach dowiadujemy się z mediów. Nasz fizjoterapeuta Maciej Żmijewski zawsze działał z prawem i przepisami antydopingowymi - zaznaczył Łuczak.

Prezes klubu stwierdził też, że główny sponsor drużyny koszykarzy, koncern PGE, nie zgłasza żadnych zastrzeżeń do działań Turowa.