Furiat, wielbiciel Sienkiewicza wyszarpał historyczne złoto

Szaleniec, zamordysta, tytan pracy, taktyczny fenomen, ale i miłośnik powieści Sienkiewicza - bez niego nie byłoby złotego koszykarskiego Turowa. ?Kicia?, czyli trener Miodrag Rajković, przeszedł do historii, zdobywając ze zgorzeleckim klubem pierwsze mistrzostwo Polski
11 czerwca 2014 roku, środa, hala CRS w Zielonej Górze, kilkanaście minut przed godz. 22. Turów wygrywa szósty mecz finału ze Stelmetem, a całą serię 4-2, i sięga po pierwszy tytuł mistrza Polski w historii.

Radość jest ogromna, koszykarze padają sobie w ramiona, skaczą po bandach reklamowych, śpiewają. Tymczasem Rajković wychodzi na parkiet, zaciska pięści i unosi ręce w geście triumfu. Podczas dekoracji zachowuje kamienną twarz, sprawia wrażenie nieobecnego. W prawej dłoni trzyma odciętą siatkę od kosza i krawat, który jeszcze przed chwilą miał na sobie. Ściska je tak kurczowo, że wydaje się, że mają dla niego większe znaczenie niż złoto, które za chwilę zawiśnie na jego szyi. Pierwsze w profesjonalnej karierze.

Casting u Wójcików

Rajković nie trafiłby do Polski, gdyby nie Adam Wójcik, a właściwie jego żona Krystyna. W 2011 roku powierzono jej rolę dyrektora sportowego w reaktywowanym ekstraklasowym Śląsku Wrocław. Miała znaleźć trenera i negocjować z zawodnikami.

W poszukiwaniach pomógł przyjaciel Wójcika z parkietu z czasów gry w Śląsku - Serb Aleksandar Avlijas, który po zakończeniu kariery został agentem koszykarskim.

Jednym z kandydatów na trenera został 40-letni Miodrag Rajković, absolwent Belgradzkiej Akademii Koszykówki, który miał doświadczenie w pracy z młodzieżowymi reprezentacjami Serbii. W 2007 roku kadrę do lat 19 poprowadził do mistrzostwa świata.

To pod jego okiem rozwijała się jedna z gwiazd europejskiego basketu - Milos Teodosić. Do tego asystował u wielkich trenerów, m.in. w Crvenie Zvezdzie Belgrad i Vojvodinie Novy Sad. Poza tym samodzielnie prowadził BC Radnicki i Hemofarm Vrsac.

- Moja żona pojechała do Belgradu szukać trenera i wróciła z Rajkoviciem. Za pierwszym razem przyjechał do Wrocławia na dwa, trzy tygodnie, a później jeszcze na kolejne dwa. Przyjeżdżał do naszego domu, siadaliśmy na kanapie, oglądaliśmy na DVD mecze, zawodników i długimi godzinami rozmawialiśmy o koszykówce. Wspólnie z żoną stwierdziliśmy, że to odpowiednia osoba - opowiada Adam Wójcik.

Nie pomylił się. Serb w ciągu trzech lat pracy w Polsce wywalczył dwa medale - srebrny i złoty, został wybrany przez kolegów po fachu na najlepszego szkoleniowca ligi.

Pytam Wójcika, czy to, że "załatwił" Rajkoviciowi angaż, nie wpłynęło później na ich relacje na linii zawodnik - trener.

- Jeżeli ktoś jest zawodowcem, to nie ma z tym problemu. Zawsze zwracałem się do niego per trenerze. Do tej pory pozostajemy w serdecznych relacjach i co jakiś czas rozmawiamy ze sobą - mówi Wójcik.

El furiato

Rajković nienawidzi przegrywać. Po porażce w finale Pucharu Polski ze Śląskiem na konferencji prasowej po meczu celowo nie mówił do mikrofonu, trzymał go pod stołem. Prośby prowadzącego konferencję potraktował jako zaczepkę i atak na siebie i wdał się z nim w kłótnię w towarzystwie kilkunastu dziennikarzy i kamer. "Kim ty jesteś, żeby mnie pouczać?" - pohukiwał wówczas Rajković.

To cały Rajković. Bałkański temperament aż z niego kipi. Osoby ze środowiska twierdzą, że jest bardzo kontrowersyjnym człowiekiem. Nie da się przejść obok niego obojętnym. Furiat, despota, zamordysta - tak mówią ci, którzy z nim współpracowali. "Suszarka" w stylu sir Alexa Fergusona w szatni drużyn prowadzonych przez Rajkovicia to ponoć normalność.

Nie było chyba meczu, w którym Rajković spokojnie siedziałby na ławce. To nie w jego stylu. Przy linii bocznej rozgrywa swój pojedynek. Zachowuje się przy tym jak istny szaleniec. Biega nerwowo wzdłuż ławki, skacze, wymachuje rękami, krzyczy na zawodników i sędziów. Po przegranym po dogrywce trzecim meczu finału ze Stelmetem cisnął ze złości marynarką w ławkę rezerwowych, popędził w stronę stolika sędziowskiego, zaczął rozpinać koszulę i wymownie podwijać rękawy, jakby chciał tam stoczyć bokserski pojedynek.

Dla Rajkovicia każdy mecz jest tak samo ważny, nie ma znaczenia, czy to sparing czy starcie o punkty. Podczas przedsezonowego spotkania w Brzegu ze Śląskiem po jednej z akcji Serb wpadł w furię, wbiegł na boisko, złapał młodziutkiego Jakuba Karolaka i wylał na nim swoją złość. Chwilę późnej znów eksplodował, próbował złamać na kolanie tablicę do rysowania zagrywek, rzucał wszystkim, co wpadło mu w ręce. Ivanowi Zigeranoviciowi wydarł się prosto w twarz tak, że musiały mu przejść ciarki po plecach.

- Pod tym względem trener Rajković przypomina mi Andreja Urlepa, który przez swoje zachowanie został ochrzczony "El Furiato" - mówi Wójcik.

Jednocześnie Rajković jest uważany za wielkiego fachowca i osobę bardzo inteligentną.

- To najlepszy trener, z jakim dotychczas przyszło mi pracować. Wie, jak prowadzić zespół, i ma wspaniałe pomysły - podkreśla kapitan Turowa Filip Dylewicz, który ma na koncie sześć tytułów mistrza Polski i dwa tytuły MVP finału.

- Lepszego trenera w ekstraklasie teraz nie ma. Jest zdeterminowany na sukces, wie, czego chce. Potrafi zbudować zespół od zera i tak dobrać zawodników, by drużyna grała tak, jak on chce - tłumaczy Wójcik.

Jego zdaniem Rajković stworzył coś unikatowego jak na nasze warunki. - Turów gra trochę jak tegoroczny mistrz NBA San Antonio Spurs - szybko, widowiskowo, skutecznie, zawodnicy szukają się na boisku i świetnie dzielą się piłką. Stworzyć coś takiego jest naprawdę ciężko - uważa najlepszy strzelec w historii PLK.

Miłośnik Sienkiewicza

Rajković nie planował zostać trenerem, ale od początku był przekonany, że swoją przyszłość chce związać z koszykówką. W jego ojczyźnie ta dyscyplina jest jak religia.

Najpierw próbował swoich sił jako zawodnik. Grał na pozycji rozgrywającego jako kadet, junior, a następnie występował w drugiej lidze serbskiej. W końcu "Kicia" powiedział "pas", gdyż jak sam przyznał, nigdy nie był jakoś specjalnie dobry.

Dlaczego akurat "Kicia"? Tak się nazywał ulubiony bajkowy bohater Rajkovicia, kiedy ten był jeszcze małym chłopcem. Tak zwracała się do niego mama i tak zostało do dziś. Rodzice zadbali o to, aby mały Miodrag miał jak największy kontakt z literaturą. Gdy jako młody chłopak siedział bezczynnie w domu, to ojciec zawsze podsuwał mu jakąś książkę. To on zaszczepił w nim miłość do czytania i podarował serię książek Henryka Sienkiewicza, które przywiózł ze sobą do Polski. "Quo Vadis", "Potop", "Pan Wołodyjowski" - to tylko niektóre pozycje, które znajdziemy na półce u niego w domu.

Niewiele osób wie, ale Rajković jest oficerem w stanie spoczynku. Zanim rozpoczął studia na Wydziale Sportu i Wychowania Fizycznego na Uniwersytecie Belgradzkim, musiał odbyć służbę wojskową. - Przed rozpoczęciem studiów musiałem odbyć służbę wojskową. To było normalne w moim kraju. Spędziłem w Zadarze w armii cały rok - tłumaczył w jednym z wywiadów.

Zatrzymanie Rajkovicia to dla klubu ze Zgorzelca absolutny priorytet. Prezes Turowa Waldemar Łuczak nie wyobraża sobie, żeby dwuletnia współpraca zakończyła się po historycznym mistrzostwie. Liczy na to, że kolejny sezon będzie przełomowy. Drużyna nie tylko będzie broniła tytułu, ale zadebiutuje w prestiżowych rozgrywkach Euroligi. Czy z Rajkoviciem na ławce?

- Trener Rajković pracuje w naszym klubie już dwa lata i w tym czasie udowodnił swoją wartość i profesjonalizm. Za kilka dni, kiedy emocje trochę opadną, usiądziemy i porozmawiamy o nowym kontrakcie - zapowiada Łuczak.

Więcej o: