Sport.pl

Radosław Hyży szczerze: Chciałem już kończyć karierę

- Zamierzam się cieszyć z każdej minuty na meczu i treningu. Zawód koszykarza jest najpiękniejszy na świecie - mówi podkoszowy Śląska Radosław Hyży.
Rozmowa z Radosławem Hyżym, koszykarzem Śląska Wrocław

Pierwszy raz w karierze trener jest młodszy od pana?

- Pierwszy raz i przyznam, że jest to dla mnie trochę stresujące i denerwujące. Z trenerem Emilem Rajkoviciem wiążę jednak duże nadzieje. W koszykówce ktoś, kto prowadzi zespół, jest bardzo ważny, bo jako zawodnicy potrafimy wykorzystać słabość przywódcy. Chwytamy się różnych sposobów, by nie robić rzeczy, których robić nam się nie chce. Właśnie dlatego ten, który ciągnie cały ten wózek, jest ważny. Po kilku spotkaniach kibice i dziennikarze zauważą, czy trener jest silny i czy ma kontrolę nad zespołem. Jak będzie ją miał, to może być lepiej niż rok temu. Naprawdę ciężko ocenić, co będzie naszym sufitem.

Po poprzednich rozgrywkach chciał pan kończyć karierę?

- Tak, to, co się wtedy stało, było dla mnie rozczarowujące. Mam na myśli wynik i sposób, w jaki funkcjonowaliśmy. Nie chciałbym jednak wchodzić w szczegóły. Byłem rozczarowany, bo zawodnicy w gruncie rzeczy są mądrzy po sezonie, a najmądrzejsi przed sezonem, przy podpisywaniu kontraktów. Kiedy jednak trzeba wziąć odpowiedzialność za wynik i losy zespołu - pokazać to, co potrafi się najlepiej, to wtedy uciekają od odpowiedzialności. Nie cierpię tego. Naprawdę lepiej dwa razy się zastanowić, niż mówić "będę liderem" albo "podniosę ten zespół". Mam dosyć przypominania o takich rzeczach, bo mi nie płacą za wytykanie głupot, które niektórzy wygadują. A co do dalszego grania, to nie wiem, jak długo ono jeszcze potrwa i jak długo sztab trenerski zdzierży moją obecność w zespole. Zamierzam się jednak cieszyć z każdej minuty na meczu i treningu. Zawód koszykarza jest najpiękniejszy na świecie.

Śląsk będzie inny niż w zeszłym sezonie, bardziej waleczny?

- Mam nadzieję, że będzie inny, ale to się dopiero okaże. Nie mamy jeszcze zamkniętego składu: liga jest długa, bilety lotnicze tanie, więc dziś jesteśmy w takim składzie, a za tydzień możemy być w innym.

Jak znam polską ligę, to wiele będzie zależało od zawodników zagranicznych, przede wszystkim ze Stanów Zjednoczonych. Kto trafi z transferami Amerykanów i będzie miał w drużynie gwiazdę na poziomie ligi, to będzie w ósemce i zagra w play-off. Ta diagnoza dotyczy także Śląska.

Charakteru Śląskowi ma dodać pan i nowy środkowy Robert Tomaszek. Stworzycie najtwardszy i najbardziej prowokujący duet w lidze?

- Robert nie jest w mojej kategorii wagowej, ja jestem bardziej w półciężkiej, a on w ciężkiej. Wspólne treningi mogą być bardzo ciekawe. Pamiętajmy, że obaj mamy już swoje lata, a z wiekiem z pewnych rzeczy się wyrasta. Szanuję Roberta jako zawodnika. Bardzo podobała mi się jego gra, kiedy występował w Czarnych Słupsk. Jeśli da mu się minuty, to jest bardzo pożytecznym koszykarzem. Zawsze będę go bronił, bo to też mnie dotyczyło przez wiele lat, kiedy część dziennikarzy i kibiców widziała w nas tylko te złe rzeczy, a ja uważam, że robimy bardzo pożyteczną i niedocenioną pracę.

Jakie miejsce Śląska będzie sukcesem na koniec sezonu?

- Ja akurat wróżbitą nie jestem. Wydaje mi się, że klub swoimi ruchami transferowymi pokazał, kto zasłużył na grę w koszulce Śląska, ale też mocno bym się ku temu nie skłaniał. Myślę, że wybrano takie osoby, które mają predyspozycje do takiego grania, jak chce trener. Jak wyjdzie, zobaczymy.

Więcej o: