Koszykówka. Turów Zgorzelec ma nową halę. Robi wrażenie [ZDJĘCIA]

PGE Turów Arena

PGE Turów Arena (Fot. Jacek Rydecki / ksturow.eu)

Koszykarze mistrza Polski w końcu doczekali się hali z prawdziwego zdarzenia, na miarę swoich sportowych ambicji.
W poniedziałek w Zgorzelcu uroczyście otwarto nowoczesną halę, w której koszykarze Turowa będą grali w Tauron Basket Lidze i Eurolidze. W pierwszym historycznym meczu w nowym obiekcie Turów wygrał z Wikaną Start Lublin 98:82, po ośmiu kolejkach pozostając jedynym niepokonanym zespołem w stawce.

Nowa hala miała zostać oddana do użytku już latem, jednak termin ten wielokrotnie przesuwano, bo część budowy zalały wody podziemne. Pierwszym meczem, który miał się w niej odbyć, miało być starcie o Superpuchar Polski ze Śląskiem Wrocław na początku października. Tak się jednak nie stało, a Turów ligowych rywali musiał podejmować przy ul. Maratońskiej. Spotkania Euroligi w roli gospodarza musiał natomiast rozgrywać w oddalonym o ponad 100 km Lubinie.

Kibice koszykówki w Zgorzelcu byli jednak cierpliwi, bo na budowę nowej hali czekali od 10 lat, czyli od momentu, kiedy Turów zdobył mistrzostwo I ligi i wywalczył awans do ekstraklasy, do której wrócił po ponad 25 latach przerwy. Wtedy po raz pierwszy narodził się w Zgorzelcu pomysł budowy nowej hali dla miejscowych koszykarzy.

Po awansie na najwyższy poziom Turów niemal z marszu przebił się do krajowej czołówki. W ostatnich 10 latach aż sześć razy walczył o mistrzostwo Polski. Po wymarzony, historyczny tytuł sięgnął dopiero w tym roku, pokonując w finałowej serii Stelmet Zielona Góra. W tym czasie zgorzelczanie występowali także w europejskich pucharach - ULEB Cup, EuroCup czy Zjednoczonej Lidze VTB.

Jedynym elementem, który nie pasował do ich sportowych ambicji, był mocno wysłużony obiekt przy ul. Maratońskiej. Turów rywali z zagranicy musiał przyjmować w czeskim Libercu, Zielonej Górze, Wrocławiu, Wałbrzychu czy Lubinie. Wspomniany obiekt nie spełniał bowiem wymogów licencyjnych. Nie ma co się dziwić, bo czasy jego świetności przypadły na końcówkę PRL-u. Ciasna, mogąca pomieścić niespełna 1,5 tys. widzów hala, z charakterystycznymi balkonami, ścianami obitymi boazerią i trybunami rozstawionymi wzdłuż parkietu na europaletach straszyła swoim wyglądem, co bardziej złośliwi nazywali ją "skansenem" lub "kurnikiem". Mimo to na meczach Turowa na trybunach niemal zawsze zasiadał komplet publiczności. Czasami chętnych było więcej niż miejsc, jak przed pierwszym finałem w 2007 roku, kiedy kibice ustawiali się w kolejkach po bilety już w nocy.

Teraz podobnego problemu nie będzie, bo nowy obiekt, który powstał przy ul. Lubańskiej, może pomieścić 3,5 tys. widzów. Jego budowa trwała prawie półtora roku i kosztowała 42 mln zł. 20 mln zł dotacji dało Ministerstwo Sportu i Turystyki, 12 mln do inwestycji dołożył Koncern Polska Grupa Energetyczna za pośrednictwem Koszykarskiego Klubu Sportowego PGE Turów Zgorzelec. W zamian za to miasto zagwarantowało klubowi m.in. wyłączne prawo do nadania obiektowi oficjalnej nazwy - PGE Turów Arena - oraz możliwość wykorzystywania obiektu do celów wizerunkowych czy wyłączne prawo do umieszczenia na elewacji hali logo klubu. Resztę wyłożyło miasto.

Zmącone święto

Poniedziałkowe święto w PGE Turów Arenie zmąciło skandaliczne zachowanie jednego z miejscowych kibiców, który podczas rozgrzewki wbiegł na parkiet i zaatakował Amerykańskiego gracza Wikany - Bryona Allena. Zawodnik nie ucierpiał i zagrał w spotkaniu, ale ogromny niesmak pozostał. Po spotkaniu zawodnik został osobiście przeproszony przez prezesa Turowa Waldemara Łuczaka za zaistniałą sytuację.

- Przepraszamy Bryona Allena za bardzo niekomfortową sytuację, w której się znalazł. Służby porządkowe nie zadziałały tak, jak powinny, i na pewno wyciągniemy konsekwencje po szczegółowej analizie sytuacji. Nie respektujemy i nie będziemy respektowali tego typu zachowań ze strony osób uczęszczających na nasze mecze, niezależnie od tego, na jakim tle i czym są podyktowane - tłumaczy prezes klubu Waldemar Łuczak.

Do zajścia odniósł się także szkoleniowiec mistrzów Polski Miodrag Rajković: - Nie widziałem tego, co się stało, ale osoba, która wbiegła na parkiet, nie jest naszym kibicem. Moim zdaniem nie ma prawa się takim nazywać - mówi stanowczo.