Koszykówka: Turów Zgorzelec wciąż jedyną niepokonaną drużyną w TBL

Wciąż nie ma mocnych na koszykarzy Turowa. Derbowe zwycięstwo ze Śląskiem 92:67 było ich dziesiątą wygraną z rzędu. Turów jest jedyną niepokonaną drużyną w TBL.
Wszyscy, którzy w derbach regionu liczyli na wyrównany bój, mogą czuć się zawiedzeni. Mimo że naprzeciw siebie stanęły dwie czołowe obecnie drużyny TBL, to emocji zabrakło. Turów co prawda miał w nogach ciężkie spotkanie z FC Barceloną w Eurolidze, ale mimo to narzucił tempo, którego wrocławianie nie byli w stanie wytrzymać.

- Jesteśmy zadowoleni z tego zwycięstwa, bo zostało odniesione po meczu z Barceloną. Chcieliśmy dobrze zareagować i pokazać charakter po tamtej porażce [Turów przegrał 65:104 - przyp. red.] i uważam, że to nam się udało - analizował rzucający Turowa Michał Chyliński.

Chyliński połowę minionego sezonu spędził na leczeniu kontuzji, a teraz wraca do wysokiej formy. W ostatnich tygodniach rzucał w lidze średnio ponad 20 punktów. W derbach rzucił 15 punktów, miał sześć zbiórek i cztery asysty. W spotkaniu błysnął także rozgrywający Tony Taylor, który tym razem nie tylko napędzał szybkie ataki, ale także dobrze czuł się w roli egzekutora - rzucił 18 punktów i miał sześć asyst.

Śląsk wszystko podporządkował derbom. W poprzedzającym je spotkaniu z Polpharmą trener Emil Rajković celowo dał pograć wszystkim swoim graczom po kilkanaście minut. Nie chciał niepotrzebnie ryzykować zdrowia któregoś z kluczowych zawodników. Poza tym liczył, że ci, którzy grali do tej pory mniej, nabiorą większej pewności siebie. I właśnie tej pewności wrocławianom zabrakło w pojedynku z Turowem. Momentami grali zbyt bojaźliwie.

- Chcieliśmy walczyć o zwycięstwo, spowodować, że mecz będzie ciekawy, ale Turów nas po prostu ograł i udowodnił, jak silnym jest zespołem. Nie mieliśmy odpowiedzi na długą ławkę mistrza kraju, a także na ich atletyzm i umiejętności indywidualne - przyznał szkoleniowiec Śląska.

Kluczem do wygranej była szybka i zespołowa gra. Zresztą to wizytówka Turowa, odkąd prowadzi go Miodrag Rajković. Zgorzelczanie mieli aż 23 asysty, przy ledwie 11 wrocławian. Do tego byli bardzo skuteczni - 21/38 za dwa punkty i 12/25 za trzy.

Śląsk trzymał się tylko na początku spotkania, choć momentami był zbyt statyczny i chaotyczny w ataku. Czasami zbyt uparcie dogrywano piłki pod kosz do Aleksandra Mladenovicia. Najlepszy strzelec WKS-u bardzo powoli wchodził w spotkanie. W pierwszej minucie ofensywne zapędy serbskiego środkowego dwukrotnie utemperował Ivan Zigeranović. Mladenović odpalił dopiero w drugiej połowie, ale wtedy było już za późno. Mecz zakończył z 13 punktami i siedmioma zbiórkami.

Kluczowa okazała się druga i trzecia kwarta. Turów zagrał koncertowo, kompletnie wyłączając Śląsk w ataku, który przez cztery minuty nie potrafił zdobyć kosza i na przerwę schodził z 11 punktami straty. Dzieła zniszczenia zgorzelczanie dokonali w trzeciej ćwiartce. Rozpoczęli ją od serii 14:0, dzięki której wyszli na 25-punktowe prowadzenie - najwyższe w całym spotkaniu. Ostatnie dziesięć minut meczu było już formalnością, choć Śląsk robił wszystko, by zmniejszyć straty.

Teraz Śląsk zmierzy się z Wikaną Start Lublin, a Turów z AZS-em Koszalin, który ma świetny bilans 9-1.

Inne mecze: Rosa Radom - Asseco Gdynia 80:72, Wikana Start Lublin - MKS Dąbrowa Górnicza 80:74, Polpharma Starogard Gdański - AZS Koszalin 72:90, Polfarmex Kutno - Trefl Sopot 66:69, Anwil Włocławek - Energa Czarni Słupsk 76:70, Jezioro Tarnobrzeg - Stelmet Zielona Góra 87:90, Polski Cukier Toruń - King Wilki Morskie Szczecin 87:90.

Tabela TBL

1. Turów10-020+141
2. AZS9-119+156
3. Śląsk8-218+57
4. Rosa7-317+92
5. Stelmet7-317+48
6. Trefl5-515+12
7. Asseco5-515-7
8. Polfarmex5-515-13
9. Energa4-614-17
10. Polski Cukier3-713-17
11. Anwil3-713-28
12. Wilki Morskie3-713-40
13. Wikana3-713-70
14. Jezioro3-713-106
15. Polpharma3-713-132