Koszykówka. Michał Chyliński: Ten mecz będzie dla nas jak finał

Michał Chyliński (z prawej) w meczu Turów Zgorzelec - Telenet Ostenda w Pucharze Europy

Michał Chyliński (z prawej) w meczu Turów Zgorzelec - Telenet Ostenda w Pucharze Europy (Fot. Jacek Rydecki)

- Nasze ostatnie mecze w lidze nie wyglądały tak, jakbyśmy chcieli, ale przeciwko Paryżowi zagramy zupełnie inaczej. Z odpowiednią koncentracją, bardzo intensywnie - zapowiada Michał Chyliński, rzucający PGE Turowa Zgorzelec, który w środę zagra z Paris-Levallois.
Mistrzowie Polski w pierwszym meczu 1/8 finału Pucharu Europy - drugich po Eurolidze rozgrywkach na kontynencie - przegrali na wyjeździe z szóstym zespołem francuskiej Pro A 71:74. W środę w Zgorzelcu muszą wygrać różnicą wyższą lub zdobyć więcej niż 74 punkty przy trzypunktowej.

Łukasz Cegliński: Jakie nastroje przed rewanżem z Paris-Levallois?

Michał Chyliński: Bojowe. Czujemy lekkie zdenerwowanie, ale też ekscytację, bo takie mecze są najważniejsze. O coraz większą stawkę, takie, które musisz wygrać. Faworytami się nie czujemy, przewaga własnego boiska na tym poziomie nie jest taka ważna. Szanse są wyrównane, ale my wiemy po pierwszym meczu, że możemy Francuzów wyeliminować. Mogliśmy wygrać już pierwszy mecz, gdyby nie słaba skuteczność w ataku, byłoby to prawdopodobne. Jesteśmy jednak zadowoleni z tego, jak zagraliśmy w obronie - jak powtórzymy ten element na tym samym poziomie w Zgorzelcu, będzie dobrze.

Ta słaba skuteczność w rzutach z dystansu, tylko sześć celnych na 31 prób, wynikała z defensywy rywali, czy po prostu nie trafialiście?

- Raczej to drugie. To był jeden z takich dni, w których piłka po prostu nie wpada do kosza. Rzucaliśmy z dobrych pozycji, nie było tak, że próbowaliśmy na siłę, przez ręce. Podawaliśmy sobie piłkę, znajdowaliśmy miejsce, ale piłka nie wpadała. Czasem tak bywa. Spudłowaliśmy też 12 rzutów wolnych, nie wiem, dlaczego.

Jak musicie zagrać w środę, by wyeliminować Paris-Levallois?

- Mamy trzy cele w defensywie - zatrzymać ich szybki atak, nie pozwolić na zbiórki w ataku, dobrze bronić dwójkowe akcje z zasłonami. Rywale są szybcy, dynamiczni, chętnie atakują i te cechy wykorzystują właśnie w kontrach, skakaniu po zbiórki oraz szybkich akcjach dwójkowych. Jak ograniczymy ich w dwóch z tych trzech elementów, będzie dobrze. A jeśli chodzi o nasz atak, to tutaj mamy mniejsze problemy - chcemy zagrać tak, jak często nam się w tym sezonie udaje: szybko, agresywnie, zespołowo. Tylko musimy trafiać rzuty.

W Paryżu mieliście ograniczone pole manewru pod koszem - nie było już w drużynie Ivana Zigeranovicia, Filip Dylewicz był kontuzjowany, Vlad Moldoveanu osłabiony po chorobie. Teraz dwóch ostatnich jest gotowych do walki. To będzie miało duże znaczenie?

- Tak, szczególnie w kontekście zatrzymania wysokich rywali w walce o zbiórki. Mając więcej wysokich, będziemy mogli grać intensywniej nie tylko w ataku, ale także w obronie.

Czy porażki w Polsce powinny niepokoić przed rewanżem w Pucharze Europy?

- Nie. Na pewno nasze ostatnie mecze w lidze nie wyglądały tak, jakbyśmy chcieli, ale w tym sezonie gramy często i dużo, więc małe kryzysy mogą się zdarzyć. Przeciwko Paryżowi zagramy jednak zupełnie inaczej, ten mecz będzie dla nas jak finał. Podejdziemy do niego z odpowiednią koncentracją, zagramy bardzo intensywnie.

Można powiedzieć, że Puchar Europy jest teraz dla was ważniejszy niż liga?

- Puchar Europy jest dla nas w tym momencie celem bliższym. Mecz o wejście do ćwierćfinału gramy w środę, jeśli awansujemy kolejne czekają nas już niebawem. Mistrzostwo też chcemy zdobyć, ale ono rozstrzygnie się za kilka miesięcy, w play-off. Nie ma co panikować, to, z jakiego miejsca do niego awansujemy, nie ma dużego znaczenia - możemy być na trzecim, drugim lub pierwszym miejscu, ale i tak najważniejsze będzie wygrać w play-off.