Sport.pl

Koszykówka. Rajković pluł ze złości, rzucał marynarką, ale podziałało. Śląsk pobił mistrza!!!

To był zdecydowanie najlepszy derbowy pojedynek ostatnich lat. Po niezwykle emocjonującym i trzymającym w napięciu do ostatnich sekund spotkaniu Śląsk Wrocław pokonał Turów Zgorzelec 101:99. Tak ogromnego tumultu i euforii po końcowej syrenie w hali Orbita nie było już dawno. - Ten mecz był doskonałą promocją polskiej koszykówki - nie ma wątpliwości kapitan wrocławian Łukasz Wiśniewski.
Znajdź nas na Facebook'u | Ćwierkamy też na Twitterze


Takimi emocjami, jak w czwartej kwarcie derbowego starcia, można by obdzielić kilka ligowych potyczek. Śląsk przegrywał po pierwszej połowie 14 punktami, ale w końcówce pokazał ogromny charakter, mimo że musiał sobie radzić bez trzech kluczowych graczy - Łukasza Wiśniewskiego, Rodericka Trice'a i Vuka Radivojevicia, którzy wypadli z gry za pięć fauli. Jedynym obwodowym zawodnikiem w talii Emila Rajkovicia pozostał więc Jakub Dłoniak i to on okazał się cichym bohaterem spotkania. Najpierw, na dziesięć sekund przed końcem, trafił z półdystansu. Następnie po pudle Vlada-Sorina Moldoveanu i zbiórce Lawrenca Kinnarda nie dał sobie wyłuskać piłki, urządzając slalom między rywalami, który po końcowej syrenie zamienił w szaleńczy sprint wzdłuż trybun.

Rajković oszalał

Jednym z tych, którzy obok Jakuba Dłoniaka cieszyli się najbardziej, był szkoleniowiec Śląska Emil Rajković. Jemu atmosfera derbów udzieliła się chyba najmocniej. O mało co, a w czwartej kwarcie Macedończyk przeszkodziłby swoim zawodnikom w odrabianiu strat. Niemal przez całe spotkanie miał pretensje do pracy sędziów, podważał ich decyzje i wdawał się z nimi w dyskusje. Aż w końcu "zagotował" się na dobre, za co został ukarany przewinieniem technicznym. Ta decyzja rozwścieczyła go do granic możliwości. Rajković rozpoczął swój show, wymachiwał ostentacyjnie w kierunku sędziów, pluł ze złości, rzucał marynarką o ławkę rezerwowych, a przed wbiegnięciem na parkiet powstrzymał go jego asystent Łukasz Grudniewski, który stanął przed nim murem i nie dał się przepchnąć. A kiedy kibice zaczęli krzyczeć "złodzieje, złodzieje!!!", "polscy sędziowie, to k... sprzedawczykowie!!!", Rajković, unosząc ręce w kierunku trybun, zachęcał ich do jeszcze większej wrzawy.

- Nie chciałbym oceniać pracy arbitrów. Myślę, że mój zespół potrzebował takiej mocnej reakcji z mojej strony. Jak się okazało, miałem rację, bo wygraliśmy - mówił wymijająco po meczu trener Śląska.

Dwa różne oblicza

Śląsk po nie najlepszej pierwszej połowie po zmianie stron rzucił się do pogoni za rywalami. W niespełna dwie minuty trzeciej kwarty gospodarze zaliczyli świetną serię 10:0 i zmniejszyli straty sprzed przerwy do czterech oczek. Po trójce Denisa Ikovleva trener Turowa Miodrag Rajković poprosił o przerwę na żądanie, co nieco wybiło z rytmu wrocławską drużynę, ale ta nie zamierzała się poddawać.

Przy tak niesamowitym dopingu kibiców zresztą nawet nie wypadało. Po trójce Vuka Radivojevicia na trzy minuty przed końcem Śląsk wyszedł na prowadzenie 93:92. Kiedy chwilę później od tablicy zza łuku trafił Damian Kulig, zapachniało dogrywką, ale końcówka należała do miejscowych.

- To był bardzo dobry, ekscytujący mecz, w którym oba zespoły miały szanse na zwycięstwo. Niestety lepiej wykorzystał je Śląsk, który w końcówce zagrał lepiej, poświęcając dużo zdrowia i energii. W pierwszej połowie mieliśmy spotkanie pod kontrolą. W drugiej nasza gra była słabsza, przestrzeliliśmy zbyt dużo rzutów wolnych, a Śląsk zbierał ważne piłki w defensywie. Na szczęście ta porażka wiele nie zmienia, jeśli chodzi o naszą sytuację - przyznał trener Turowa Miodrag Rajković.

Kibice pomogli

Na pomeczowej konferencji kapitan Śląska Łukasz Wiśniewski dziękował za doping wrocławskim fanom, którzy w niedzielę byli szóstym zawodnikiem swojego zespołu. - Kibice zgotowali superatmosferę, szczególnie kiedy dochodziliśmy przeciwnika. Ten mecz był transmitowany przez telewizję i myślę, że była to doskonała promocja polskiej koszykówki - podkreślił Wiśniewski.

Trener Śląska był pełen uznania dla klasy Turowa. Był jednak daleki od stwierdzenia, że jego drużyna zagrała swój najlepszy mecz w tym sezonie, rzucając mistrzom Polski ponad 100 punktów. - Turów ma taki styl, że nie myśli o tym, żeby punktów nie tracić, a bardziej koncentruje się na ich zdobywaniu. To najlepszy zespół, z jakim do tej pory graliśmy. W perspektywie całego spotkania to jednak my zasłużyliśmy na wygraną. Pokazaliśmy charakter, determinację i bardziej chcieliśmy - zaznaczył.

Najlepszym strzelcem spotkania był Mardy Collins z Turowa, który rzucił 26 punktów. Warto jednak podkreślić świetną dyspozycję strzelecką Denisa Ikovleva ze Śląska, który zdobył 20 punktów, nie myląc się ani razu.

Śląsk Wrocław - Turów Zgorzelec 101:99 (20:27, 23:30, 29:23, 29:19)

Śląsk: Ikovlev 20, Radivojević 17, Wiśniewski 16, Dłoniak 13, Trice 12, Mladenović 11, Gabiński 4, Kinnard 6, Tomaszek 2

Turów: Collins 26, Kulig 15, Taylor 14, Natiażko 12, Wright 12, Chyliński 8, Moldoveanu 7, Dylewicz 5, Karolak 0

Więcej o:
Skomentuj:
Koszykówka. Rajković pluł ze złości, rzucał marynarką, ale podziałało. Śląsk pobił mistrza!!!
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX