Sport.pl

Koszykówka. Wróciła klątwa Turowa. Zgorzelec bez Euroligi i Kuliga

To Stelmet Zielona Góra, a nie Turów Zgorzelec został mistrzem Polski. Z Turowa odchodzi jego największa gwiazda Damian Kulig. Niepewna jest przyszłość trenera Miodraga Rajkovicia.
Dla Turowa był to siódmy finał i szósty, który kończy ze srebrem. Klątwa drużyny wiecznie skazanej na srebro wróciła, tak samo jak koszmar sprzed siedmiu lat. Wtedy zgorzelczanie rozpoczęli finałową serię z Prokomem Trefl Sopot od dwóch wygranych, by ostatecznie przegrać rywalizację o złoto.

Tym razem zaczęło się podobnie, Turów wygrał dwa pierwsze mecze w Zgorzelcu ze Stelmetem, ale później przegrał cztery kolejne pojedynki i złoto wywalczyli rywale. A wydawało się, że wszystkie atuty są po stronie Turowa. Broniący mistrzowskiego tytułu zgorzelczanie mieli szeroki i wyrównany skład, doświadczenie zdobyte w tym sezonie w Eurolidze i Eurocupie, a przede wszystkim przewagę własnego parkietu. Stracili ją jednak w piątym meczu. To był kluczowy i zarazem zwrotny moment finałowej rywalizacji.

Turów bez pomysłu

Siłą Turowa w finale miały być zabójczo szybkie ataki. Zgorzelczanie to drużyna, która miała najlepszą ofensywę w lidze. Obrońcy tytułu zdobywali średnio blisko 91 punktów na mecz. Stelmet, który uwielbia uprzykrzać grę rywalom, znalazł jednak receptę na ataki Turowa. W ataku pozycyjnym zgorzelczanie nie byli już tak groźni. Mało tego, momentami sprawiali wrażenie kompletnie bezradnych. Tylko w jednym meczu zdobyli więcej niż 80 punktów. W finałowej serii rzucali średnio w meczu 71 punktów. Potwierdziły się więc słowa legendy NBA Billa Russella, który mówił, że to właśnie obroną wygrywa się mistrzowskie tytuły.

- Tylko do pewnego czasu graliśmy z pomysłem, ale po tym, jak obrona się zacieśniała, może niepotrzebnie traciliśmy głowę - przyznał skrzydłowy Turowa Aleksander Czyż. - Każdy mecz finału był jednak bardzo wyrównany, a każda końcówka mogła przynieść odwrotne osiągnięcie. Ostatnie cztery mecze też były w naszym zasięgu. Nie udało się po prostu dobrze ich skończyć.

Czas wielkich powrotów

- To jeden z najważniejszych dni w mojej karierze - mówił po wygranej trener Saso Filipovski.

Słoweniec wrócił do Polski po sześciu latach przerwy, po tym, jak w 2009 r. został zawieszony za uderzenie prowokująco zachowującego się kibica w Koszalinie.

Gdyby nie on, nie byłoby mistrzowskiego tytułu dla Stelmetu. Co nie udało mu się w Zgorzelcu, udało się za pierwszym podejściem w Zielonej Górze. Filipovski na początku sezonu przejął drużynę rozbitą, która miała duże problemy z wygrywaniem. Słynący z twardej ręki szkoleniowiec w mgnieniu oka poukładał drużynę. To on wyciągnął rękę do krnąbrnego Chevona Troutmana i dał drugą szansę Russellowi Robinsonowi. Ten ostatni w finałach dawał dobre zmiany, wchodząc z ławki rezerwowych. Kluczowymi graczami w walce o złoto okazali się jednak Łukasz Koszarek i Quinton Hosley.

Ten drugi po rocznej przerwie w tym sezonie znów założył biało-zielony trykot Stelmetu i po raz drugi poprowadził go do mistrzostwa Polski i tak jak w sezonie 2012/2013 został wybrany na MVP finałów. Amerykanin w finałach zdobywał średnio 13 punktów, miał 6,1 zbiórki i 3,3 asysty na mecz.

Hosley: - Trener postawił akcenty na obronę, obronę i jeszcze raz obronę. To defensywą i zbiórkami wygrywa się mecze i w finałach mieliśmy tego potwierdzenie - tłumaczył.

Gwiazda odchodzi

Wtorkowy mecz był ostatnim w barwach Turowa dla Damiana Kuliga. - Nie chcę mówić jeszcze o szczegółach, ale to mój ostatni mecz w Polsce - powiedział Kulig.

Środkowy reprezentacji Polski przez trzy lata gry w Zgorzelcu zrobił ogromny postęp. Z gracza praktycznie anonimowego, o którym mówiło się, że ma potencjał, wyrósł na gwiazdę ligi i reprezentacji Polski. Jego odejście to wielka strata dla ligi i dla samego Turowa.

Kuligiem zainteresowana jest Pamesa Walencja, jeden z czołowych hiszpańskich klubów. Jeszcze niedawno wydawało się, że Kulig wybierze tę ofertę, ale niezwykle atrakcyjną propozycję kontraktu złożył mu Trabzonspor. Według tureckich mediów sprawa jest już przesądzona, a reprezentant Polski podpisze z klubem z Trabzonu trzyletni kontrakt. W Turowie Kulig zarabiał miesięcznie ok. 40 tys. zł brutto. W Turcji może liczyć na pensję trzy, a nawet cztery razy wyższą.

Nie wiadomo, jaka przyszłość czeka trenera Rajkovicia. Serbski szkoleniowiec w Zgorzelcu pracuje od 2012 roku. W poprzednim sezonie zdobył z Turowem historyczne złoto i zadebiutował w Eurolidze. Jego kontrakt z Turowem wkrótce wygasa, a już latem podchody pod niego robił Besiktas Stambuł. Jeżeli otrzyma zagraniczną ofertę, na pewno odjedzie.

Więcej o: