Sport.pl

Po meczu koszykarzy Śląska ze Stelmetem Zielona Góra: Postraszyli mistrza

Koszykarze Śląska przegrali z mistrzem Polski - Stelmetem Zielona Góra - 67:76. Na początku sezonu przebudowany Śląsk gra nierówno
Stelmet prowadził przez całe spotkanie, ale wrocławianie nie byli tłem w tej rywalizacji. Śląska nie złamało nawet 14-punktowe prowadzenie rywali. W ostatniej, decydującej kwarcie gospodarze zmniejszyli straty do jednego punktu. Jednak nie potrafili pójść za ciosem.

- Mogliśmy wyjść na prowadzenie, ale nie wykorzystaliśmy czterech akcji z rzędu w ataku, popełnialiśmy straty i dwa razy oddaliśmy niecelne rzuty za trzy punkty. Spodziewałem się, że tak to będzie wyglądać, że w tej czwartej kwarcie jednym rzutem na siłę będziemy chcieli sforsować naszą przewagę. Powiedziałem to zawodnikom w przerwie między trzecią a czwartą ćwiartką, że nie możemy osiągnąć przewagi jednym punktem, tylko musimy mozolnie i konsekwentnie dążyć do celu. Stelmet, który jest najsilniejszym personalnie zespołem w Polsce, momentalnie to wykorzystał - analizował trener Śląska Mihailo Uvalin.

Obie drużyny statystycznie zagrały na bardzo zbliżonym poziomie. Stelmet był zdecydowanie lepszy tylko w dwóch elementach - asystach i mniejszej liczbie strat. One okazały się jednak kluczowe. Śląsk popełnił więcej strat niż Stelmet - o sześć, po których goście zdobywali łatwe punkty. Do tego zielonogórzanie lepiej dzielili się piłką - notując 17 asyst, z czego aż 10 kluczowych podań miał Koszarek.

Uvalin: - Były takie momenty w naszej grze, które mi się podobały, ale były też i takie, z których nie jestem zadowolony. Przez pierwsze trzy kwarty, może z wyłączeniem kilku minut z pierwszej, prezentowaliśmy naprawdę solidną defensywę i były momenty, że zmuszaliśmy graczy Stelmetu do naprawdę dużego wysiłku. Jeśli chcemy pokonać tak silny zespół, o tak dużej jakości, to trzeba być bardzo konsekwentnym.

W Śląsku wyróżnił się Jarvis Williams, który rzucił 14 punktów. Tym razem jednak przegrywał walkę na tablicach i w całym spotkaniu zaliczył tylko trzy zbiórki.

Najważniejsze, że tani

Mecz Śląska ze Stelmetem z trybun oglądał Emil Rajković, który prowadził wrocławską drużynę w poprzednim sezonie. On akurat minione rozgrywki zaczął świetnie. Wrocławianie pod jego wodzą długo byli niepokonani. Sezon zaczęli od siedmiu wygranych z rzędu.

To już jednak historia, bo Śląsk od tego sezonu funkcjonuje w nowej rzeczywistości. Drużyna została kompletnie przebudowana, a jedynym zawodnikiem, który został w niej z poprzedniego sezonu, jest Maksym Kulon. On jednak w trzech dotychczasowych meczach nie zagrał choćby sekundy.

W tym roku w Śląsku zdecydowali się na dość nowatorski ruch. W zespole nie ma zaciągu z Bałkanów czy też graczy ze Wschodu. We wrocławskim zespole oprócz Polaków są teraz sami Amerykanie. W sumie jest ich aż pięciu. Tylu nie ma żaden inny zespół występujący w Tauron Basket Lidze. To autorski pomysł trenera Mihailo Uvalina, który miał dużą swobodę przy kompletowaniu składu, oczywiście poruszając się w określonym budżecie.

Skąd pomysł na taką liczbę zawodników z USA w kadrze?

- To gracze młodzi, ambitni, kreatywni i najważniejsze, że tani - tłumaczył przy okazji meczu ze Stelmetem Uvalin.

W niedzielę po raz pierwszy mógł skorzystać ze wszystkich graczy. Po raz pierwszy w meczu o punkty w tym sezonie zagrał Anthony Smith, który w ostatnich trzech tygodniach zmagał się z kontuzją ręki i był poza treningiem. Z kolei Maurice Sutton nie mógł zagrać w drugiej kolejce z Rosą Radom z powodu grypy żołądkowej. Nieobecność Suttona trudno potraktować w kategorii osłabienia, bo to zawodnik, który zawodzi. We Wrocławiu dostał duży kredyt zaufania, ale na razie rozczarowuje. Wydaje się, że to właśnie wspomniany wcześniej argument ceny okazał się kluczowy przy jego kontraktowaniu. Jeżeli nie błyśnie w następnych meczach i nie zrobi użytku ze swoich 211 cm wzrostu i długich rąk, wydaje się pierwszym do zwolnienia.

Były ciarki

Mecz ze Stelmetem był dla Kamila Chanasa pierwszym oficjalnym występem w barwach Śląska po kilkuletniej przerwie.

- Staraliśmy się mocno powalczyć z mistrzem Polski i udawało nam się to do czwartej kwarty. Mogliśmy ten mecz przechylić na własną korzyść, ale popełniliśmy parę błędów, które przeciwnik wykorzystał i kontrolował spotkanie do końca - analizował Chanas, który zdobył ze Stelmetem dwa mistrzowskie tytuły.

- Miałem ciarki na plecach, w końcu nie było mnie tu siedem lat. To na pewno miłe uczucie, kiedy kibice przychodzą tłumnie na halę, oklaskują i wspierają dopingiem. Mam nadzieję, że nie zrażą się naszą porażką i w następnych meczach będą przychodzić nas dopingować, bo będziemy tego mocno potrzebować - podkreślił Kamil Chanas.

Chanas z meczu na mecz powoli, ale się rozkręca. Na razie pozytywnym zaskoczeniem jest Michał Jankowski. Kiedy ściągano go latem do Wrocławia, wielu kibiców było zaskoczonych. Jankowski w dwóch ostatnich sezonach nie pełnił istotnej roli w żadnym z klubów, w których występował. Teraz rzuca co mecz ok. 10 punktów i wydaje się, że odzyskał swoją dawną skuteczność w rzutach zza łuku. W sezonie 2012/2013 w barwach Startu trafiał co drugi rzut za trzy punkty. Teraz jest podobnie.

Przed meczem w Orbicie klub uhonorował Radosława Hyżego, który w poprzednim sezonie zakończył karierę, a teraz jest asystentem Uvalina. Oprócz owacji, uwielbiany przez kibiców Hyży otrzymał z rąk prezesa sekcji WKS-u i swojego byłego kolegi z boiska Macieja Zielińskiego okolicznościową koszulkę z nr. 8, z którym występował w Śląsku. Na plecach widniała liczba wywalczonych medali ze Śląskiem - trzy i zdobytych punktów - 2310.

- Uroczystość była dla mnie bardzo miła, choć oczywiście czułem się trochę zestresowany. Grałem w Śląsku 9 lat, coś tam osiągnąłem, ale w porównaniu do wielu wspaniałych koszykarzy tego klubu, to jestem "ogórkiem" - mówił Radosław Hyży

Śląsk - Stelmet 67:76

Kwarty: 18:24, 17:19, 19:13, 13:20

Śląsk: Williams 14, Chanas 10, Kowalenko 9, Jarmakowicz 9, Heath 8, Madden 7, Jankowski 6, Smith 4, Stawiak, N. Kulon 0, Sutton 0

Stelmet: Borovnjak 15, Ponitka 12, Moldoveanu 10, Bost 9, Zamojski 8, Reynolds 8, Koszarek 6, Gruszecki 4, Durisić 4.

Więcej o: