Koszykówka. "Święta wojna" dla Anwilu Włocławek. Kamil Chanas: we Wrocławiu zgotujemy im piekło

Kamil Chanas doznał urazu i czeka go przerwa w grze

Kamil Chanas doznał urazu i czeka go przerwa w grze (MIECZYSŁAW MICHALAK)

W klasyku Tauron Basket Ligi Anwil Włocławek pokonał przed własną publicznością Śląsk Wrocław 82:74. Wrocławianie zagrali bardzo ambitnie, walczyli, ale w zdobyciu Hali Mistrzów przeszkodziła im błędy popełnione w końcówce spotkania i świetna postawa superstrzelca "Rottweilerów" - Davida Jelinka, który rzucił 28 punktów.
Prezes Śląska: Trener Rajković może odmienić ten zespół i uratować sezon [WYWIAD] >>

Wrocławianom nie udało się zatrzymać najlepszego strzelca TBL, choć ten w dwóch wcześniejszych meczach nie imponował skutecznością. W pierwszej połowie Jelinek rzucił 14 punktów, ale to Śląsk dość niespodziewanie schodził do szatni z prowadzeniem (42:36). Po zmianie stron reprezentant Czech kontynuował skuteczną grę, raz po raz forsując obronę gości skutecznymi wejściami pod kosz. Dzięki jego 12 punktom w trzeciej kwarcie, Anwil wyszedł na prowadzenie.

W połowie czwartej ćwiartki gospodarze prowadzili już ośmioma punktami, ale po akcjach wracającego po kontuzji uda - Jarvisa Williamsa i Rashada Maddena, Śląsk wrócił do gry i zbliżył się do rywali na jeden punkt (71:72). Serię miejscowych bez zdobyczy punktowej, po trzech minutach przełamał Fiodor Dmitriew.

Cichym bohaterem był jednak inny podkoszowy - Robert Tomaszek, który jeszcze kilka miesięcy temu zakładał koszulkę Śląska. Doświadczony środkowy w końcówce zdobywał kluczowe punkty, a do tego zaliczył ważną zbiórkę i przechwyt. Tomaszek był niezwykle zmotywowany na bój ze swoją byłą drużyną, podobnie zresztą jak Robert Skibniewski, z którym wrocławski klub rozstał się w nie do końca jasnych okolicznościach w trakcie poprzedniego sezonu, a który przez większość kariery związany był ze Śląskiem. To właśnie ta dwójka cieszyła się najbardziej po wygranej.

Dla Anwilu było to piąte zwycięstwo w tym sezonie, dla wrocławian z kolei już szósta porażka, przy zaledwie dwóch zwycięstwach.

Zmiany nieuniknione

Śląsk mógł być pierwszą drużyną, która w tym sezonie wygrała we Włocławku, jednak w decydującym momencie grał zbyt nerwowo i niedokładnie, z czego wynikały nieprzygotowane sytuacje rzutowe i straty.

- W czwartej kwarcie zrobiliśmy za dużo błędów. Walka była dobra, ale nie ma zwycięstwa. Musimy się pozbierać i zrobić Anwilowi mocny rewanż. Na pewno w naszej grze jest jakaś poprawa, ale potrzebne nam są zwycięstwa. Należy skupić się na oczekiwaniach trenera i wykonywać jego zalecenia w kolejnych meczach - powiedział po meczu kapitan Śląska, Kamil Chanas.

W grze wrocławian widać pozytywną zmianę. Nowy-stary trener Emil Rajković tchnął w drużynę nową energię. Jego podopieczni zagrali z dużą determinacją, walczyli do końca i wreszcie pokazali charakter, którego ostatnio im brakowało. Po fatalnym początku sezonu, dla drużyny 17-krotnych mistrzów Polski pojawiło się światełko w tunelu, ale mimo to zmiany w składzie wydają się być nieuniknione. Rajković zapowiedział je już przed tygodniem, po porażce ze Startem Lublin. Ostatecznym sprawdzianem dla kilku amerykańskich graczy, będzie mecz z Interem Bratysława w FIBA Europe Cup, który już we wtorek w hali Orbita (początek godz. 18:30). Zwycięstwo przybliży wrocławian do awansu do kolejnej rundy tych rozgrywek.

Klasyk bez kibiców z Wrocławia

Atmosfera w Hali Mistrzów przypominała tą sprzed lat, z której słynęła tzw. "święta wojna". Spotkanie oglądał komplet 3,4 tys. widzów, którzy stworzyli wspaniałą atmosferę, jakiej często brakuje podczas meczów TBL. Ostatnie minuty, w których ważyły się losy spotkania, fani oglądali na stojąco, a swoim dopingiem zamienili włocławską halę w kipiący kocioł.

Niestety, tym razem we Włocławku - chyba po raz pierwszy w historii zabrakło - kibiców z Wrocławia. Ze względu na tragicznie małą ilość zapisanych osób "Kosynierzy", czyli najbardziej zagorzali fani Śląska, którzy na jego meczach prowadzą doping, postanowili odwołać wyjazd do Włocławka.

"Nie będziemy ściemniać i niczego ukrywać. Atmosfera wokół klubu stała się nieciekawa i mamy problem, który nazywa się "frekwencja". Zwłaszcza ta wyjazdowa. Tych, którzy się zapisali przepraszamy, ale uznaliśmy iż wyjazd w ilości dalekiej od zapełnienia autokaru nie ma sensu. Już nie z takich opresji wychodziliśmy więc jeszcze nadejdzie czas aby się podnieść" - czytamy w oświadczeniu zamieszczonym na stronie wrocławskich kibiców.

- Po tym co słyszę, co kibice nam tu śpiewali, w hali Orbita będzie trzeba zrobić im piekło - zapowiada Kamil Chanas, odnosząc się do okrzyków włocławskich kibiców, którzy w czwartej kwarcie skandowali pod adresem koszykarzy Śląska "na kolana!".

Turów wygrywa, Dylewicz jak wino

Bez odstawionych od pierwszego zespołu Camerona Tatuma i Piotra Niedźwiedzkiego, Turów Zgorzelec pokonał przed własną publicznością MKS Dąbrowę Górniczą 96:85. Była to dopiero druga wygrana wicemistrzów Polski w tym sezonie. Zgorzelczanie zagrali bardzo zespołowo - aż sześciu graczy miało na swoim koncie dwucyfrową zdobycz punktową, z czego pięciu zapisało na swoim koncie co najmniej 13 "oczek".

Bohaterem spotkania był Filip Dylewicz, o którym można powiedzieć, że jest jak wino - im starszy, tym lepszy. Kapitan Turowa zdobył 23 punkty i tym samym złamał granicę pięciu tysięcy punktów zdobytych w PLK (ma ich na koncie 5010 - przyp. red.). Oprócz tego 35-letni podkoszowy miał sześć zbiórek i pięć asyst. Najwięcej punktów dla zespołu z Dąbrowy Górniczej - 18, zdobył Jakub Dłoniak.

Anwil Włocławek - WKS Śląsk Wrocław 82:74 (22:17, 14:25, 25:6, 21:16)

Anwil: Jelinek 28, Dmitriew 19, Diduszko 9, Tomaszek 6, Skibniewski 5, Łączyński 5, Stelmach 5, Bristol 3, Kukiełka 2

Śląsk: Kowalenko 12, Madden 12, Williams 12, Chanas 10, Jarmakowicz 9, Heath 7, Smith 6, Sutton 6, Jankowski 0

PGE Turów Zgorzelec - MKS Dąbrowa Górnicza 96:85 (25:25, 21:18, 22:25, 28:17)

Turów: Dylewicz 23, Harris 17, Novak 16, Kostrzewski 15, Dillon 13, Karolak 10, Krestinin 2, Gospodarek 0, Prostak 0

MKS: Dłoniak 18, Pamuła 12, Dower 11, Williams 10, Szymański 9, Broadus 9, Dziemba 9, Zmarlak 7, Piechowicz 0

Michael Wright, były gwiazdor Śląska nie żyje. Zamordował go kochanek? >>

Komentarze (1)
Koszykówka. "Święta wojna" dla Anwilu Włocławek. Kamil Chanas: we Wrocławiu zgotujemy im piekło
Zaloguj się
  • kieja

    0

    Brakuje mi tego kogos kto jeszcze jakis czas temu pisal artykuly o Slasku, jego wielkiej potedze i niesamowitych rekordach tej druzyny jak np. pare trafionych trojek. Brzmialo jakby Slask byl Barceloną, ktora przez przypadek spadla do drugiej ligi.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX