Koszykówka. Śląsk w coraz głębszym kryzysie. Derby dla Turowa

PGE Turów Zgorzelec pokonał w derbach regionu Śląsk Wrocław 85:72. O porażce wrocławian zadecydowała katastrofalna gra w czwartej kwarcie i świetna postawa w ataku rzucającego gości Daniela Dillona, który raz po raz dziurawił defensywę gospodarzy, zdobywając łatwe punkty.
Poniedziałkowe spotkanie dla jednej z drużyn miało okazać się przełomowe. Śląsk bowiem pozostawał bez zwycięstwa we własnej hali w Tauron Basket Lidze, a Turów czekał na pierwszą wygraną na terenie rywala.

- To dla nas mecz o życie - anonsował derbowe starcie rzucający Śląska Michał Jankowski. Ciężko się z nim nie zgodzić, w końcu zespół z Wrocławia w obecnych rozgrywkach odniósł tylko dwa zwycięstwa, a każda kolejna porażka - choć sezon zasadniczy nie osiągnął jeszcze półmetku - oddala go od awansu do fazy play-off.

Wrocławianie walczyli tylko przez trzy kwarty. Do tego momentu spotkanie było wyrównane, choć jego początek lepiej ułożył się dla gości, którzy z dużą łatwością zdobywali punkty z tzw. pomalowanego, wygrywając otwarcie 22:17. W drugiej kwarcie w ataku rozkręcił się Jarvis Williams, po którego punktach Śląsk nie tylko odrobił straty, ale także wyszedł na prowadzenie, które w pewnym momencie wynosiło pięć punktów. W hali Orbita po raz pierwszy powiało optymizmem, ale to były jednak dobre złego początki.

Dramat Śląska rozpoczął się na początku czwartej kwarcie. Trwał cztery minuty, ale - jak się później okazało - były to przełomowy fragment dla losów spotkania. Turów wtedy z dziecinną łatwością wykorzystywał błędy gospodarzy w obronie, która praktycznie nie istniała, zaliczając punktową serię 14:0. Trener Emil Rajković starał się wybić z rytmu zgorzelczan biorąc przerwę na żądanie, ale na niewiele się to zdało, bo wrocławianie sprawiali wrażenie kompletnie rozbitych. Zresztą sam szkoleniowiec na trzy minuty przed końcem wyraźnie poddał spotkanie, trzymając na placu gry młodych i niedoświadczonych na poziomie ekstraklasy braci Norberta i Maksyma Kulonów i Matuesza Stawiaka.

Najlepszym komentarzem do gry Śląska niech będzie fakt, że w czwartej kwarcie część kibiców zaczęła opuszczać Orbitę. Część zawodników gdyby mogła zrobiłaby pewnie to samo. Po meczu byli zdruzgotani i załamani, nie wszyscy chcieli rozmawiać z dziennikarzami. Prosili o wyrozumiałość, a z hali wychodzili ze spuszczonymi głowami.

Zresztą nie sposób im się dziwić. Była to już ich ósma porażka w tym sezonie i szósta poniesiona z rzędu. Końca kryzysu wrocławian nie widać, a w perspektywie wcale nie łatwe mecze, z będącymi wyżej w tabeli MKS-em Dąbrową Górniczą i Asseco Gdynia. Turów natomiast po słabym starcie, w ostatnich tygodniach powoli wchodzi na zwycięską ścieżkę. Zwycięstwo ze Śląskiem było trzecim z rzędu, jakie wicemistrzowie Polski odnieśli w Tauron Basket Lidze.

Bohaterem Turowa był Daniel Dillon. Australijski rzucający zdobył 26 punktów, miał pięć zbiórek i tyle samo asyst. 18 "oczek" dołożył Filip Dylewicz, a 13 - Cameron Tatum. Dla Śląska najwięcej punktów - 23 rzucił Jarvis Williams, który miał jeszcze dziesięć zbiórek.

Śląsk po dziesięciu spotkaniach, z bilansem 2-8 zajmuje dopiero 15. miejsce w 17-zespołowej stawce TBL. Turów dzięki wygranej awansował na 11. pozycję (bilans 4-5).

Śląsk Wrocław - PGE Turów Zgorzelec 72:85 (15:21, 22:17, 17:17, 18:30)

Śląsk: Williams 23, Heath 11, Smith 11, Madden 9, Jankowski 9, Kowalenko 7, Stawiak 2, Jarmakowicz 2, N. Kulon 0, Chanas 0, Sutton 0, M. Kulon 0

Turów: Dillon 26, Dylewicz 18, Tatum 13, Novak 9, Krestinin 8, Kostrzewski 7, Marek 2, Gospodarek 2, Karolak 0, Prostak 0.

Więcej o: