Ślęza może, Wisła musi: Kto zagra w finale koszykarskiej TBLK?

Kto zagra w wielkim finale koszykarskiej TBLK: Ślęza Wrocław czy Wisła? Zadecyduje o tym niedzielny pojedynek w Krakowie
Przed czwartym meczem półfinałów play-off koszykarki Ślęzy miały nóż na gardle, gdyż przegrywały w półfinałowej serii 1:2. Porażka w tym spotkaniu oznaczała koniec marzeń o złocie i grę "tylko" o brąz.

Wrocławianki podniosły się jednak po słabym środowym starciu i nie popełniły już tych samych błędów co wtedy. Tym razem wyszły na parkiet pełne energii i zaangażowania, do tego poprawiły grę na tablicach, co znalazło przełożenie w wyniku. Spotkanie miało podobny przebieg jak wszystkie wcześniejsze półfinałowe pojedynki. Za każdym razem drużyna, która miała stratę, potrafiła ją odrobić i w końcówce wrócić do gry. Ostatecznie wrocławskie podopieczne Algirdasa Paulauskasa wygrały 62:56 i w rywalizacji doprowadziły do remisu 2:2.

- Zmieniliśmy trochę pierwszą piątkę. To była jedna z recept na to, żeby wyleczyć się po poprzednim meczu - podkreślił trener wrocławianek. - Dziewczyny dobrze broniły. Popełniły jednak aż 22 straty, co w koszykówce jest wynikiem tragicznym. Przez to przeciwniczki wyprowadziły dużo kontr i zdobywały łatwe punkty. W ten sposób ułatwiliśmy im życie. Fakt, że mieliśmy 44 zbiórki, z czego 12 w ataku, świadczy, że dziewczyny były dobrze nastawione na to spotkanie. Starały się, dały z siebie wszystko - analizował Litwin.

Awans Ślęzy do finału byłby sporą niespodzianką. Wisła w ostatnich latach zdominowała rywalizację w lidze, od 2006 roku zdobywając siedem mistrzowskich tytułów. Do tego regularnie grała w Eurolidze, kilkukrotnie dochodząc w niej do fazy pucharowej. Dlatego wydaje się, że wrocławianki do finału awansować jedynie mogą, a krakowianki muszą. Z drugiej strony taka szansa może się prędko nie powtórzyć, bo Wisła jest w tym sezonie zespołem do pokonania.

- Musimy jeszcze raz zawalczyć. Może Ślęza miała więcej energii, może nasze nogi po 54 meczach w całym sezonie są trochę bardziej zmęczone, ale to nie jest wytłumaczenie - szukał przyczyny porażki trener Jose Ignacio Hernandez, który w półfinałach ma dość ograniczone pole manewru i rotuje tylko siedmioma zawodniczkami.

- To dobre dla koszykówki, że będzie jeszcze jeden, ponieważ nasza rywalizacja jest bardzo interesująca. Ale to nie jest dobre dla nas - podkreślił Hiszpan i dodał, że jeśli jego podopieczne chcą awansować do finału, to nie mogą tracić koncentracji w ważnych momentach, co w półfinałach zdarzyło się im już kilka razy.

W piątym, decydującym meczu Wisła będzie miała atut własnego parkietu, dzięki wyższej lokacie po sezonie zasadniczym. Przed Ślęzą jednak misja wcale nie niemożliwa. Zespół ze stolicy Dolnego Śląska wygrał już w Krakowie, choć mało brakowało, by po dwóch pierwszych meczach prowadził 2:0. Bilans dotychczasowych spotkań z "Białą Gwiazdą" w tym sezonie także wypada na korzyść wrocławianek, które z siedmiu pojedynków wygrały cztery.

Obydwa zespoły znają się więc już na wylot, dlatego kluczowe może okazać się to, kto jak szybko się zregeneruje i w jakiej formie fizycznej będzie w niedzielę.

Według Marissy Kastanek, rzucającej Ślęzy, kluczowa w piątym meczu - tak jak zauważył szkoleniowiec Wisły - będzie koncentracja.

- To jedna z tych rzeczy, nad którymi musimy pracować, bo rywalizacja jest bardzo wyrównana - zaznacza i zapowiada: - Piąty mecz jest meczem decydującym. Obie drużyny dadzą z siebie wszystko. To będzie bardzo dobre spotkanie - zapowiada Kastanek.

Zwycięzca piątego meczu zmierzy się w finale z Artego Bydgoszcz, z kolei przegrany zagra o trzecie miejsce z MKS-em Polkowice.

Początek niedzielnego meczu Wisła - Ślęza o godz. 18.30.