Ministerstwo Sportu upomina prezesa Ludwiczuka

Kadencja prezesa Romana Ludwiczuka oraz zarządu Polskiego Związku Koszykówki upłynęła 6 listopada minionego roku - tak twierdzi Ministerstwo Sportu i Turystyki. Zdaniem ministerstwa władze związku naruszyły swój statut.
Z opublikowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki dokumentu wynika, że obecne władze PZKosz działają bez umocowań prawnych. "W ocenie ministerstwa brak wyboru nowych władz związku w terminie określonym statutem oznacza, że członkowie zarządu po upływie kadencji nie są umocowani w prawie do reprezentowania PZKosz, a zaniechanie polegające na niezwołaniu Walnego Zebrania Delegatów jest działaniem naruszającym postanowienia statutu" - czytamy w piśmie ministerstwa z dnia 18 stycznia 2011.

Z dokumentu wydanego przez ministerstwo wynika, że Roman Ludwiczuk po 6 listopada 2010 roku - kiedy upływała kadencja zarządu - nie powinien być prezesem związku.

Ludwiczuk tłumaczy się w przedziwny sposób, nie odnosząc się do konkretnych uwag Ministerstwa Sportu.

- Zapoznałem się z opinią ministerstwa, ale nie chcę jej komentować - mówi Ludwiczuk. - Mówiłem, że jestem prezesem ustępującego zarządu, bo w statucie PZKosz jest napisane, że delegatami na zjazdy są członkowie ustępującego zarządu. Jeśli skończyła się kadencja, mówi się o zarządzie ustępującym miejsca kolejnym władzom. Ja to tak definiuję. Poza tym nie oszukujmy się, ale najważniejsze jest w tym momencie sprawne przygotowanie EuroBasketu kobiet, nad czym ciągle pracujemy, i zapewniam, że ta praca przyniesie oczekiwane efekty - tłumaczy Ludwiczuk.

Broniąc się, Ludwiczuk przedstawia też argument zarzucający podobnie działanie swoim poprzednikom. - W statucie nie ma zapisu stwierdzającego, kiedy trzeba zwołać walne zebranie delegatów. W 2005 roku Marek Pałus i Grzegorz Bachański nie zwołali zebrania dzień po zakończeniu kadencji, tylko miesiąc później - podkreśla Ludwiczuk.

Problem w tym, że ministerstwo jest innego zdania. "Udzielam upomnienia zarządowi PZKosz z tytułu doprowadzenia do naruszenia paragrafu 21 statutu PZKosz w zakresie, jakim stanowi on, że kadencja władz PZKosz trwa 4 lata, przez niezwołanie walnego zebrania delegatów w terminie umożliwiającym jego przeprowadzenie przed upływem kadencji władz PZKosz, która upłynęła z dniem 6 listopada 2010 r." - widnieje w piśmie Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Co ciekawe, w listopadzie 2010 roku w wypowiedzi dla "Przeglądu Sportowego" Ludwiczuk konsekwentnie twierdził, że skoro nie było wyboru nowych władz PZKosz, nadal rządzą stare, a on jest prezesem. Podobnie mówił w minionym tygodniu w wywiadzie udzielonym "Gazecie". Wówczas Ludwiczuk powoływał się na posiadane opinie napisane przez wybitnych prawników.

- Nie pamiętam, czy "Przeglądowi Sportowemu" tak powiedziałem, czy nie - zaznacza Ludwiczuk. - Nie wiem, czy jest to wypowiedź autoryzowana, ale sądzę, że nie jest. Poza tym pochodzi z 19 listopada, a moja wiedza mogła nie być w tym momencie kompletna. Prawda jest taka, że od dnia 6 listopada, wyłączając sfinansowanie Pucharu Polski, nie podjąłem żadnych decyzji jako prezes PZKosz. Podpisane przeze mnie umowy były podpisywane przez Romana Ludwiczuka, szefa komitetu organizacyjnego EuroBasket 2011, a nie prezesa PZKosz - podkreśla.

Wybory w PZKosz odbędą się 29 stycznia, prawie trzy miesiące po zakończeniu kadencji władz związku. Kandydatami do sprawowania funkcji prezesa PZKosz są m.in. Roman Ludwiczuk i Grzegorz Bachański.