Małysz: Do skakania już nie wrócę, nie mieszczę się w kombinezon

Adam Małysz zakończył karierę skoczka narciarskiego i do uprawiania tego sportu nie wróci . Teraz oddaje się swojej nowej pasji - motoryzacji
Małysz zakończył karierę narciarską, ale całkowicie nie porzucił sportu. Teraz poświęcił się swojej motoryzacyjnej pasji i bierze udział w wyścigach samochodowych. W czerwcu minionego roku Małysz był we Wrocławiu, gdyż tu startował w rajdzie terenowym Wrocław-Drezno. W środę przyjechał tu, aby w ramach programu "Najlepsi wspierają najlepszych" odebrać podarowane mu od salonu Inter-Car czarne Volvo XC60.

Samochód sportowca, niczym nie przypomina kilkusetkonnego "potwora", którym wystartował w Rajdzie Dakar. To auto rodzinne

Podczas spotkania z dziennikarzami były mistrz świata w skokach narciarskich opowiadał o niedawnym starcie w Rajdzie Dakar. W swoim debiucie Małysz był 37 i zajął lepsze miejsce niż Krzysztof Hołowczyc.

- Nie dajmy się zwariować. "Hołek" jest zawodowcem i prezentuje poziom dla mnie nieosiągalny. Poza tym naszym celem było dojechanie do mety, a on od początku się ściga. Na Dakarze nie zawsze liczą się umiejętności, czasami ważniejszy jest rozsądek - tłumaczył. I dodawał: - Gdy stawiałem pierwsze kroki w rajdach terenowych było niebezpiecznie, ale podobnie było w skokach. Z czasem, z każdym kolejnym startem przychodzi jednak doświadczenie i nad niektórymi elementami jestem w stanie zapanować. Adrenalina to jest coś, bez czego człowiek żyć nie może. Sporty motorowe to moja pasja i chciałbym ją kontynuować.

Małysz bardzo chce wystartować w następnej edycji rajdu Dakar, dlatego większość czasu poświęcić na treningi i starty. - Mamy plany, żeby jeździć w Pucharze Europy. Chcielibyśmy wystartować w rajdach terenowych w Polsce, Słowacji, Czechach, Węgrach i Rosji - wyliczał.

Co ciekawe sportowiec nie potrafił odpowiedzieć na pytanie czy bardziej tęskni za skokami, czy za Dakarem?

- Kiedy pojechałem na Dakar, to tak dostałem po tyłku, że chciałem jak najszybciej wrócić do domu. Kiedy jednak dojechaliśmy do mety od razu chciałem wrócić na trasę. Jak oglądam transmisję ze skoków w telewizji, to wiadomo, że chciałoby się poskakać. Ale nie tak, że wziąłbym od razu narty pod pachę i popędził na skocznię. Organizmu i wieku już nie oszukam. Gdzieś tam w głowie pojawia się myśl, żeby skoczyć. Jest jednak problem, bo ostatnio przytyłem 10 kilogramów i nie mogę zmieścić się w kombinezon - śmiał się Małysz.

Mimo, że zakończył karierę skoczka to nie całkowicie nie rozstał się z tą dyscypliną. Podczas niedawnych mistrzostw świata juniorów w narciarstwie klasycznym w Turcji Małysz był kierownikiem naszej reprezentacji. Narzekał, że w Turcji ciężko było coś zorganizować i porozumieć się. A zainteresowania zawodami nie było prawie w ogóle. - Podczas zawodów widziałem może kilkunastu kibiców - zakończył.

Smuda znów zaczepia Lenczyka: Robi Mili krzywdę Kliknij, by obejrzeć galerię