Kultowy wyścig, fantastyczne krajobrazy: Tour de Pologne wraca na Dolny Śląsk

Kolarski Tour de Pologne gromadzi bardzo dużą publiczność, ogniskuje zainteresowanie mediów i jest świetną promocją regionu. Zależało mi bardzo, aby impreza tu wróciła, gdyż Dolny Śląsk jest wyjątkowo atrakcyjny kolarsko - mówi Rafał Jurkowlaniec, marszałek województwa.
Kolarski 69. Tour de Pologne w tym roku przejedzie przez Dolny Śląsk. Start najważniejszego polskiego wyścigu zaplanowano na 10 lipca. Rywalizacja w pierwszym etapie prowadzona będzie na trasie z Karpacza do Jeleniej Góry (cztery pętle - w sumie 179 km). Drugi etap rozpocznie się w Wałbrzychu, później kolarze przez Nową Rudę, Kłodzko, Paczków dotrą do mety w Opolu.

W sumie Tour będzie miał siedem etapów i zakończy się 16 lipca w Krakowie.

W tym roku w wyścigu wystartuje kilku znanych, klasowych kolarzy, m.in. byli mistrzowie świata: Tom Boonen, Thor Hushovd, Alessandro Ballan oraz cała polska czołówka z Maciejem i Łukaszem Bodnarami, Bartoszem Huzarskim i Markiem Rutkiewiczem na czele.

W naszym regionie przeprowadzony zostanie też Tour de Pologne dla amatorów. Ścigać się będą na 39-kilometrowej pętli prowadzącej z Jeleniej Góry do Karpacza i znów do Jeleniej. Zapisy do wyścigu amatorów prowadzone są na oficjalnej stronie internetowej Tour de Pologne. Jednym ze sponsorów 69. Tour de Pologne jest Urząd Marszałkowski Dolnego Śląska.

Artur Brzozowski: Czy dwa etapy kolarskiego wyścigu Tour de Pologne mają być sportowym wydarzeniem reklamującym Dolny Śląsk?

Rafał Jurkowlaniec: Bardzo na to liczymy, bo to idealna impreza do promowania regionu. Przede wszystkim gromadzi bardzo dużą publiczność i ogniskuje zainteresowanie mediów. Najważniejsze wyścigi kolarskie są transmitowane przez stacje telewizyjne w najwyższym światowym standardzie, wyznaczonym przed laty przez Tour de France. Kolarski peleton filmują kamery bezprzewodowe, kamery zamontowane na motorach czy śmigłowcach. Taki przekaz daje możliwość nie tylko dokładnego przyglądania się kolarzom w peletonie. Dzięki nowoczesnej technice oglądamy również fantastyczne widoki i panoramę okolic, przez które jedzie wyścig. Transmisja dzieli się na komentarz czysto sportowy oraz opisywanie miejsc, w jakich znaleźli się właśnie kolarze.

Traktujecie transmisję z wyścigu jak kilka godzin telewizyjnej reklamy?

- Oczywiście, Tour de Pologne to kilka godzin fantastycznej promocji Dolnego Śląska w telewizji. Najpierw wyścig będzie bezpośrednio transmitowany w TVP, a wieczorem retransmisję przeprowadzi Eurosport, czyli pokazujemy się w całej Europie. To bezcenne.

Tour ma ogromną tradycję, ale nie zawsze jechał przez Dolny Śląsk. Dlaczego?

- Trasa wyścigu zmienia się i nie ma w tym nic złego. Ale przez ostatnie lata wyścig omijał Dolny Śląsk i to było niedobre. Zależało mi bardzo, aby impreza tu wróciła, gdyż nasz region uważany jest za wyjątkowo atrakcyjny kolarsko. Mamy świetne trasy, przede wszystkim górskie, na które będą wjeżdżać kolarze pierwszego dnia. To etap z Karpacza do Jeleniej Góry z kultowym wjazdem na stromy Orlinek. Dobrze, że ten wyścig wrócił do nas, bo Dolny Śląsk potrzebuje Tour de Pologne, a Tour potrzebuje Dolnego Śląska.

Ci, którzy nie interesują się kolarstwem, mogą nie wiedzieć, na czym polega kultowość etapu na Orlinek?

- W kolarstwie kultowe są etapy bardzo trudne, wyczerpujące. Tak jest na Giro d`Italia, Vuelta Espana i Tour de France. To przeważnie morderczo długie, niewiarygodnie ciężkie etapy z podjazdami pod górę. Są na tyle selektywne, że już po kilkunastu minutach widać, kto jest silny, a kto słaby i odpada z czołówki. Na polskie warunki arcytrudny jest wjazd na Orlinek. Różnica polega na tym, że na zagranicznych wyścigach podjazdy są bardzo długie. Niestety, nasze góry na to nie pozwalają. Dlatego u nas wyścigi robi się pętlami, żeby te wjazdy powtórzyć kilka razy. Podjazd na Orlinek jest bardzo stromy i wymaga odpowiednich umiejętności i doskonałej formy, aby go pokonać. Można mieć umiejętności, a nie być w formie i pokonanie takiego szczytu staje się niemożliwe. Wyjątkowość takich etapów polega też na tym, że na trasie gromadzą się kibice. Są ich tłumy. Dopingują kolarzy, machają flagami, pokazują różne rzeczy, próbują ich pchać. To jest niesamowite przeżycie.

Jak od wewnątrz wygląda ustalanie trasy wyścigu Tour de Pologne? Miasta, regiony licytują się, oferując organizatorom pieniądze za to, że wyścig będzie miał metę czy start w konkretnym miejscu?

- Tour łączy sport z biznesem, to oczywiste. Jednak zawsze najważniejszy jest aspekt sportowy, gdyż trasa musi być interesująca dla kolarzy. Tu rządzi Czesław Lang z Lechem Piaseckim, oni dają wsad sportowy. Później prowadzą negocjacje biznesowe ze sponsorami, miastami czy regionami, które w pewnym stopniu dofinansowują imprezę. Drożej wyceniana jest meta wyścigu niż start. Wśród miast istnieje pewnego rodzaju rywalizacja, ale to normalne. W przypadku Euro 2012 miasta też rywalizowały o organizację imprezy.

Ile pieniędzy muszą zapłacić Karpacz, Jelenia Góra, Wałbrzych czy Dolnośląski Urząd Marszałkowski, aby gościć wyścig u siebie?

- Nie wiem, ile płacą miasta. My, wiedząc już, że wyścig przejedzie przez Dolny Śląsk, zaproponowaliśmy Czesławowi Langowi organizację Tour de Pologne dla amatorów. Dla samorządu niezwykle istotna jest promocja regionu, ale i sportu amatorskiego. Do tej pory w tym wyścigu etap dla amatorów rozgrywany był w Bukowinie na Podhalu. Cieszy się tam ogromną popularnością. Uznaliśmy, że nasze Karkonosze mają równie urokliwe tereny jak Podhale, dlatego amatorzy też będą się tu ścigać. Co do pieniędzy, to na zawodowy wyścig przeznaczamy 100 tysięcy, a na amatorski 45 tysięcy złotych.

Jaką trasą pojadą amatorzy?

- To będzie jedna pętla, skrót trasy dla zawodowców. W tym wyścigu biorę udział i nie mogę się już doczekać startu. Z Jeleniej Góry jedziemy do Karpacza, potem podjazd na Orlinek, zjazd z niego i wracamy do Jeleniej. W sumie 39 kilometrów. To pierwszy amatorski wyścig u nas i chociaż pewnie nie przebijemy pod względem frekwencji Bukowiny, to i tak kilkaset osób stanie na starcie.

Czy dofinansowanie Tour de Pologne to jednorazowa akcja, czy długoletni plan na przyszłość?

- Chciałbym, żeby wyścig zawsze jechał przez Dolny Śląsk. Powinniśmy się konsekwentnie starać o organizację tej imprezy, bo to świetna promocja regionu. A korzyści są obopólne. Dolny Śląsk to w pewnym sensie mekka kolarstwa. Przecież aktualny mistrz Polski w jeździe na czas Maciej Bodnar jest z Chrząstawy niedaleko Wrocławia. Z kolei Bartosz Huzarski pochodzi z Sobótki.

Z Dolnego Śląska wywodzi się przecież najwybitniejszy polski kolarz Ryszard Szurkowski.

- Oczywiście, przecież Dolmel Wrocław, w którego barwach ścigał się Ryszard Szurkowski, to kultowy polski klub. Poza tym: Jan Brzeźny, Jan Jankiewicz czy Henryk Charucki są stąd. Oni wszyscy przygotowują się do wyścigu amatorów w Tour de Pologne. Wszyscy, poza Brzeźnym, który podczas treningu został potrącony przez samochód i ma poważny problem z kręgosłupem.

Czy problemem dla Tour de Pologne nie jest fakt, że w tym roku terminowo pokrywa się z najsławniejszym wyścigiem kolarskim - Tour de France?

- Za chwilę rozpoczną się Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Dlatego międzynarodowa federacja kolarska zaproponowała taki termin. Czesław Lang to zaakceptował. W roku nieolimpijskim te terminy nigdy by się nie pokrywały. W tym roku start w Tour de France zamyka kolarzom szansę startu na olimpiadzie. To zbyt długi i wyczerpujący wyścig, aby to było realne. Nikt nie odbuduje się fizycznie, aby wystartować w obydwu imprezach. Za to start w Tour de Pologne będzie świetnym przetarciem przed olimpiadą w Londynie. Dlatego w tym roku wystartują u nas naprawdę znani zawodnicy.

Jakie dolnośląskie miasta w przyszłości mogłyby gościć Tour de Pologne?

- Moim zdaniem cały wyścig mógłby się odbywać na Dolnym Śląsku. To byłyby fantastyczne zawody. Mamy doskonałe tereny do wyścigów typowo górskich. Trasy w Karkonoszach, Izerach, na przełęczy Okraj czy w Kotlinie Kłodzkiej są po prostu stworzone do takiego wyścigu. Można przeprowadzić doskonałe etapy transgraniczne. Przejechać przez Szklarską Porębę, Jakuszyce, Harrachov i pościgać się trochę po Czechach. Opowiadałem Langowi, że doskonałym terenem dla takiego etapu są okolice Bogatyni, na styku trzech państw: Polski, Niemiec i Czech. Tam są naprawdę wymagające, trudne trasy.

A etapy nizinne, sprinterskie?

- Uważam, że przydałoby się Wrocławiowi, aby Tour de Pologne przejechał przez stolicę regionu. Fantastyczne etapy nizinne można poprowadzić w okolicach Stawów Milickich. Ten piękny, malowniczy krajobraz doskonale wyglądałby z kamery zamieszczonej na helikopterze. Proszę sobie wyobrazić, jak może wyglądać wielobarwny peleton kolarzy ciągnący się wzdłuż Stawów Milickich. Od dawna staram się zarazić Langa ideą zorganizowania wyścigu tylko na Dolnym Śląsku.

Strategia urzędu marszałkowskiego zakłada, że zimą Dolny Śląsk będzie się promował przez biegi narciarskie w Jakuszycach, a latem przez kolarski Tour de Pologne?

- Ta strategia daje już spektakularne efekty. Podpisaliśmy porozumienie z Polskim Związkiem Narciarskim, z którego jasno wynika, że jeśli Polska otrzyma prawo organizacji Pucharu Świata w biegach, to zawody automatycznie będą przypisane Szklarskiej Porębie - Jakuszycom. To pokazuje naszą siłę nie tylko w kraju, ale i na rynku europejskim. Od dawna podkreślam, że zdecydowanie najlepszym kandydatem do zorganizowania mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym jest zestaw Szklarska Poręba - Jakuszyce - Harrachov. Jesteśmy lepiej położeni, lepiej skomunikowani, mamy lepsze trasy biegowe i zdecydowanie bardziej rozbudowaną infrastrukturę. Te miejscowości leżą w bezpośrednim sąsiedztwie czterech wielkich lotnisk. Do Pragi, Drezna, Berlina i Wrocławia jedzie się maksimum trzy godziny. Naprawdę jesteśmy poważnym kandydatem do organizacji tej imprezy.

Czy komentujący Tour de Pologne w telewizji będą tak pięknie opowiadali o Dolnym Śląsku, jak robią to Tomasz Jaroński i Krzysztof Wyrzykowski w Eurosporcie, relacjonując Tour de France?

- Wierzę, że komentatorzy telewizyjni przedstawią nasz region barwnie i ciekawie. To wpisano w funkcjonowanie wyścigu - kiedy widać obrazy z przejazdu, o tym właśnie się mówi. Peleton kolarzy jedzie, ale kiedy kamera z helikoptera pokaże panoramę Jeleniej Góry, wówczas dziennikarz opowie o tym mieście wszystko co najciekawsze.