Lekkoatleci Śląska Wrocław gotowi do startu w Londynie

WKS Śląsk podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie reprezentować będzie czwórka lekkoatletów. Największe szanse na medal ma dyskobol Piotr Małachowski, ale inni też marzą o sukcesie. - Sport dlatego jest piękny, gdyż bywa nieprzewidywalny - zaznacza biegacz Marcin Marciniszyn.
Wojskowy Klub Sportowy Śląsk w Londynie reprezentować będą sprinterki ze sztafety 4x100 metrów Ewelina Ptak oraz Daria Korczyńska, dyskobol Piotr Małachowski i Marcin Marciniszyn, który wystartuje w biegu na 400 metrów oraz w sztafecie 4x400 m. Tuż przed odlotem do Londynu szefowie klubu zorganizowali spotkanie z Ptak i Marciniszynem. Był pomysł, aby przygotować konferencję prasową z wszystkim dolnośląskimi sportowcami, jacy wystartują w Londynie. Jednak na planach tylko się skończyło.

- Planowaliśmy zorganizować spotkanie z prezydentem Rafałem Dutkiewiczem, ale nie było to możliwe ze względu na różny cykl przygotowań poszczególnych sportowców - tłumaczy Janusz Pilch, dyrektor WKS Śląsk Wrocław

Ewelina Ptak: - Od kilku miesięcy jesteśmy albo na zgrupowaniach, albo bierzemy udział w mityngach. W ostatnim czasie w domu jestem tylko gościem, a rodzina rzadko mnie widuje. Wszyscy jednak wiemy, jaką cenę płaci się za uprawianie wyczynowego sportu.

Do Londynu, jako pierwszy uda się Marcin Marciniszyn. Tuż przed przyjazdem do Wrocławia biegacz przebywał na zgrupowaniu w Zakopanem, a teraz pojechał jeszcze na krótko do Spały, gdzie pozostanie do czasu wyjazdu.

- Wylatuję 30 lipca. Natomiast dzień wcześniej będę składał przysięgę olimpijską. Podczas tych ostatnich dni mamy zamiar nadać mojej formie ostatnie szlify. Takie elementy jak: siłę, szybkość, wytrzymałość, ćwiczyliśmy właściwie od początku roku. Tak naprawę ostatnim sprawdzianem przed IO był dla nas start w Memoriale Janusza Kusocińskiego - zauważył.

4 sierpnia Marciniszyn wystartuje w sztafecie 4x400 m, a pięć dni później w eliminacjach biegu na 400 metrów.

Z kolei sprinterka Ewelina Ptak, która w tym roku podczas mistrzostw Europy w Helsinkach wspólnie z koleżankami ze sztafety 4x100 m zdobyła brązowy medal, leci do Londynu 4 sierpnia. Podczas Olimpiady lekkoatletki w sztafecie 4x100 rywalizować będą 9 sierpnia.

- Podobnie jak Marcin ostatnie dni spędzę w Spale. Przed przyjazdem do Wrocławia byłam tam 2 tygodnie. Można powiedzieć, że trenowaliśmy ciężko, dwa razy dziennie, szlifując formę i budując bazę typowo pod igrzyska.

Ptak i Marciniszyn do tej pory w karierze seniorskiej najlepsze sukcesy osiągali w biegach sztafetowych. I pod tym kątem przygotowywali się przede wszystkim do startu w Londynie.

Ptak: - Pod kątem sztafetowym trenujemy od kwietnia. Szczególną uwagę zwracamy na elementy techniczne. Zdajemy sobie sprawę, że nie należymy do najszybszych ekip i trochę od reszty świata odbiegamy. Liczymy na to, że wyszkolenie techniczne w takim newralgicznym elemencie, jakim jest zmiana pałeczki, pozwoli nam zyskać kilka sekund nad rywalkami. To jest kluczowa rzecz, nad którą pracujemy niemal bez przerwy, starając się wykonywać zmiany idealnie.

Marciniszyn ma na swoim koncie brązowe medale mistrzostw świata i Europy na otwartym stadionie oraz w hali wywalczone w sztafecie.

- Inna jest szybkość podawania pałeczki w sztafetach krótkich, a inna w długich. Biegnąc na dystansie 400 m, podczas dobiegania do strefy zmian, jest jeszcze możliwość lekkiego zwolnienia - analizował Marciniszyn. - Mamy większą kontrolę biegu. Natomiast na pełnej szybkości bardzo trudno jest cokolwiek jeszcze zrobić. Zawsze też lepiej dokonywać zmian z przodu, bo to pozwala uniknąć zderzenia z innymi sztafetami. Nie traci się też czasu na omijanie innych uczestników.

Jakie cele stawiają sobie sobie przed igrzyskami? Czterystumetrowcy z Marciniszynem w składzie chcą nawiązać do najlepszych wyników polskiej męskiej sztafety. Jednak Marciniszyn jest ostrożny w deklaracjach.

- Sport dlatego jest tak piękny, że bywa nieobliczalny. Przygotowuję się do igrzysk właściwie od początku roku. Trenuję ciężko i razem z trenerem mamy plan, żeby w czasie olimpiady w odpowiednim miejscu i czasie, wszystkie elementy, które ćwiczyłem, spotkały się ze sobą. Wyniki są zadowalające, ale nigdy nie można przewidzieć, co się wydarzy na Olimpiadzie - kończy.

Ewelina Ptak podkreśla, że celem żeńskiej sztafety jest awans do finału.

- Myślimy tylko o tym, żeby poprawić wynik sprzed 4 lat, kiedy znalazłyśmy się w finale, ale zostałyśmy zdyskwalifikowane. Żeby tak się stało, trzeba pokonać Niemki, Holenderki, czy Ukrainki. Ze światowych ekip na pewno jak zwykle silne będą: Jamajki, Amerykanki i reprezentantki Bahama. Jesteśmy dobrej myśli, bo na dzień dzisiejszy to czołówka w sztafetach, a my śmiało możemy powiedzieć, że się do niej zaliczamy - podkreśla Ewelina Ptak.