Sport.pl

Żużlowe podsumowanie 2012 roku: Sport w cieniu wielkiej tragedii

Wrocławski żużel znalazł się w 2012 roku na wirażu, bo Betard Sparta utrzymanie w Enea Ekstralidze zapewnił sobie dopiero po barażach, a teraz będzie głównym kandydatem do spadku. Najważniejsze jednak, by na torach nie dochodziło już do takich tragedii jak śmierć Lee Richardsona
Majowy wypadek na Stadionie Olimpijskim przypomniał, że żużel - mimo zmian technicznych i wszelkich udoskonaleń - nadal jest jedną z najbardziej niebezpiecznych dyscyplin.

Że nie ma przesady w porównywaniu go z hiszpańską korridą, że nigdy dość starań o bezpieczeństwo zawodników. Oni w meczach ścigają się z wielką prędkością na małej przestrzeni, rywalizują ze sobą, a czasem również z nierównym torem. Gdy nałoży się na siebie parę okoliczności, może dojść do tragedii. Tragedii takich jak śmierć angielskiego zawodnika PGE Marmy Rzeszów na stadionie we Wrocławiu.

Emocje są, nie ma wyników

Jest swoistym paradoksem to, że do tak dramatycznego wydarzenia doszło na torze, który powszechnie uznawany jest za jeden z najnudniejszych w kraju. Na torze, gdzie zawodnicy po wyjściu ze startu zwykle jadą gęsiego, gdzie emocji związanych z wyprzedzaniem na dystansie jest jak na lekarstwo. Dowodzą tego choćby słowa eksperta stacji Canal Plus Zbigniewa Tokarskiego, który zapytany podczas jednej z transmisji Grand Prix, gdzie w Polsce jest najgorsze ściganie, bez zastanowienia odpowiedział, że we Wrocławiu.

Mecze na Stadionie Olimpijskim nie uchodzą więc za widowiskowe, choć przecież ich wyniki mogłyby sugerować coś zupełnie odwrotnego. W tym roku wielokrotnie o losach spotkań Betardu Sparty u siebie decydowały bowiem biegi ostatnie, a różnice punktowe między drużynami były bardzo niewielkie. Kibice nie oglądali więc pojedynków, w których rezultat i zwycięzca oczywisty był niemal po kilku biegach. Takim "osiągnięciem" szczyci się szefowa klubu Krystyna Kloc, która wielokrotnie podkreślała, że wynik 60:30 jest najgorszy dla żużlowego widowiska, a widzowie lubią emocje do ostatnich metrów.

Pierwsza dama wrocławskiego żużla zapomina jednak dodać, że to właśnie ze względu na takie wyniki jej drużyna do samego końca walczyła również o utrzymanie w Enea Ekstralidze. Ostatecznie by sobie je zapewnić, Betard potrzebował dopiero wygranych baraży z Wybrzeżem Gdańsk i I-ligowym GTŻ Grudziądz. W sezonie zasadniczym do miejsca dającego bezpieczne utrzymanie wrocławianom zabrakło bowiem dwóch punktów. Podopieczni trenera Piotra Barona mogliby je wywalczyć, gdyby zbierali dodatkowe "oczka" bonusowe, przyznawane za lepszą od rywala różnicę punktową w dwumeczu. Niestety, przy niskich zwycięstwach u siebie i wysokich porażkach na wyjeździe taki bonus Betardowi udało się uzyskać jedynie w starciach z Gdańskiem, czyli najsłabszą ekipą Enea Ekstraligi.

Jędrzejak jak Pociejkowicz

Te rezultaty i problemy z utrzymaniem w lidze są oczywiście pochodną sytuacji finansowej klubu, który od kilku sezonów nie może się mierzyć ze znacznie bogatszymi ekipami z Leszna, Zielonej Góry, Gorzowa czy ostatnio Tarnowa. Wrocławianie tracą więc swoje gwiazdy, w tym roku klub opuścili kapitan Piotr Świderski i przede wszystkim żużlowy mistrz świata juniorów Maciej Janowski. W ich miejsce ściągnięto Sebastiana Ułamka i Fredrika Lindgrena, którzy jednak nie spełnili pokładanych w nich nadziei. Ułamek zawalił pierwszą część sezonu. Z kolei Lindgren słabo startował zwłaszcza w meczach wypadających dzień po turniejach Grand Prix.

Dobrym posunięciem było natomiast zatrudnienia Taia Woffindena. Anglik na Stadionie Olimpijskim jeździł widowiskowo, nie odpuszczał ani centymetra i niemal od razu stał się idolem wrocławskich fanów. Idolem numer dwa - zaraz po Tomaszu Jędrzejaku, który niespodziewanie wywalczył w tym roku tytuł indywidualnego mistrza Polski. W finale tych zmagań nie startowali co prawda Tomasz Gollob czy Jarosław Hampel, ale nawet mimo ich absencji należy docenić osiągnięcie popularnego "Ogóra". Wszak Wrocław na podobny wynik czekał aż 52 lata - wtedy startując w barwach naszego klubu, najlepszy w kraju okazał się Konstanty Pociejkowicz.

Dodatkowo Tomasz Jędrzejak kibicom imponował także poza torem. Wrocławski zawodnik został przez "Tygodnik Żużlowy" nominowany do prestiżowej nagrody Fair Play za to, że na prośbę jednego ze swoich kibiców z okolic Ostrowa Wielkopolskiego przyjechał na pogrzeb tragicznie zmarłego czterolatka i odpalił motocykl.

Kadra na spadek?

Wspomniani Jędrzejak i Woffinden byli jednymi z pierwszych zawodników, którzy podpisali we Wrocławiu nowe kontrakty i już wiadomo, że to oni mają być liderami tworzonej na nowo drużyny. Niestety, w niej ewidentnie brakuje ligowych gwiazd, a to sprawia, że w roku 2013 Betard będzie prawdopodobnie jednym z głównych kandydatów do spadku z ekstraligi. Żużlowa elita po nadchodzącym sezonie ma być bowiem pomniejszana, co oznacza, że po nadchodzących rozgrywkach opuszczą ją aż trzy zespoły. Wśród nich mogą się znaleźć właśnie wrocławianie, którzy oprócz wymienionych zawodników zakontraktowali Nikolaia Klindta, Petera Ljunga, Zbigniewa Sucheskiego i prawdopodobnie Troya Bachellora. Taki skład wielkich szans na sportowy sukces nie daje, tym bardziej że w klubie nie ma na razie wybitnie utalentowanej młodzieży. W zeszłym sezonie Patryk Malitowski i Patryk Dolny, wrocławscy juniorzy, zawiedli kompletnie, a punkty zdobywali ewentualnie na sobie nawzajem, często kończąc mecze z samymi zerami.

Jeśli powtórzy się to także w roku 2013, to Betard daleko na polskich torach nie zajedzie. Może się co najwyżej wywrócić.

Więcej o:
Komentarze (1)
Żużlowe podsumowanie 2012 roku: Sport w cieniu wielkiej tragedii
Zaloguj się
  • wroclawianin93speedway

    Oceniono 2 razy 2

    Normalny tor do ścigania to podstawa, bez której żużel we Wrocławiu nigdy nie wróci na salony. No nie da się! A żeby był normalny tor, to trzeba wjechać na boisko, które jest zabytkiem. Niestety indolencja Pani prokurent w tej kwestii jest zatrważająca.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX