Sport.pl

Jerzy Janowicz po zwycięstwie Polski nad Słowenią: To fenomenalne uczucie grać przy takiej publiczności

hana
03.02.2013 , aktualizacja: 03.02.2013 19:07
A A A
Jerzy Janowicz w meczu z Blażem Kavciciem

Jerzy Janowicz w meczu z Blażem Kavciciem (Fot. Dawid Antecki)

- Przed meczem czułem podwójną presję - powiedział tuż po zwycięskim spotkaniu nad Słoweńcem Gregą Żemlją najlepszy polski tenisista Jerzy Janowicz.
Janowicz, który zwycięstwem nad Żemlją zapewnił Polsce awans do kolejnej rundy rozgrywek w ramach I Grupy Euro-Afrykańskiej Pucharu Davisa, stwierdził, że przed rozpoczęciem pojedynku nie był w komfortowej sytuacji. Po pierwsze, wygrana z liderem słoweńskiej reprezentacji mogła dać polskiej drużynie historyczny triumf w tych prestiżowych rozgrywkach, uznawanych za nieoficjalne mistrzostwa świata tenisistów. Po drugie, w przypadku porażki, Janowicz wiedział, że w drugim meczu na pewno nie wystąpi Łukasz Kubot, drugi po 22-letnim łodzianinie singlista w kraju, który podczas treningu skręcił kostkę.

- Wiedziałem, że Łukasz nie wyjdzie na drugi mecz singlowy - przyznał w wywiadzie telewizyjnym polski tenisista. - Wczoraj podczas debla skręcił sobie lewą kostkę. Zdawałem sobie sprawę, że jak przegram, to będzie bardzo ciężko wygrać tę rywalizację, ponieważ nasi debliści nie są jeszcze gotowi rozegrać pięciosetowego pojedynku singlowego. Była więc podwójna presja.

W przypadku kontuzji Kubota do meczu musiałby wyjść albo Mariusz Fyrstenberg, albo Mariusz Matkowski. Obaj w sobotę rozegrali pięć setów przeciwko parze Kavcić/Żemlja, w dodatku zarówno Fyrstenberg, jak i Matkowski skupiają się przede wszystkim na grze deblowej, więc rywalizacja z Blażem Kavciciem, bardzo dobrym singlistą, mogłaby się okazać dla Polaków zbyt trudna.

Do takiej sytuacji jednak nie doszło. Janowicz wygrał pewnie w trzech setach, choć na początku spotkania długo musiał przełamywać opór dobrze spisującego się rywala.

- Żemlja na początku seta grał bezbłędnie, ale ja realizowałem mój plan gry. Byłem agresywny i skracałem wymiany. To przyniosło efekt.

Janowicz odniósł się też do zachowania publiczności. - To fenomenalne uczucie grać przy takiej publiczności. Skrzydła miałem takie same jak mój orzełek na piersi. Fajnie mi się grało i mam nadzieję, że będzie więcej takich przeżyć w moim życiu - stwierdził entuzjastycznie.

Publiczności w imieniu całej daviscupowej drużyny podziękował Łukasz Kubot, który urodził się w Bolesławcu. - W związku z tym, że jesteśmy na Dolnym Śląsku, chciałbym państwu podziękować w imieniu całej drużyny. Od10 lat reprezentuję barwy naszego kraju i są to niezapomniane chwile, dla których warto żyć. Mam nadzieję, że we Wrocławiu nie graliśmy pierwszy i ostatni raz.

Zobacz także

Zobacz więcej na temat:

  • 4
Komentarze (2)
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX