Tenis podbił Wrocław: Czy Polska w Pucharze Davisa zagra jeszcze w Hali Stulecia?

Tenisowy Puchar Davisa wywołał we Wrocławiu ogromne zainteresowanie widzów - każdy mecz oglądało kilka tysięcy osób, a zawodnicy byli zachwyceni atmosferą i dopingiem. Kolejny mecz Pucharu Davisa Polska zagra w Zielonej Górze. Czy Wrocław ma szansę, aby przejąć tę imprezę?
Pojedynki tenisistów Polski i Słowenii z trybun wrocławskiej Hali Stulecia śledziło kilka tysięcy kibiców. W piątek przed kasami ustawiły się kolejki widzów, a na niedzielne gry zabrakło biletów. To pokazuje, jak dużym zainteresowaniem w stolicy Dolnego Śląska cieszyła się rywalizacja tenisistów.

Ubiegłoroczne singlowe sukcesy Jerzego Janowicza, który przebojem wdarł się do pierwszej "30" rankingu najlepszych tenisistów świata, a także wysokie miejsce w rankingu WTA Tour Agnieszki Radwańskiej, zwiększyły zainteresowanie tenisem w Polsce. A we Wrocławiu przyciągnęły na trybuny rzesze fanów tej dyscypliny.

Po międzynarodowych sukcesach w Polsce widać tenisowy boom. Coraz więcej dzieci rozpoczyna treningi, są plany ministerstwa, aby młodzież odbijała piłkę w ramach lekcji wuefu. Telewizja polska od tego sezonu będzie transmitowała zmagania czołowych tenisistek świata. Zapanowała moda, która ma szanse się utrzymać. Tym bardziej że według opinii wielu obserwatorów męskie rozgrywki dostarczają miłośnikom tenisa więcej emocji niż rywalizacja pań.

W Polsce od czasów Wojciecha Fibaka nie było tak dobrze rokującego zawodnika jak Janowicz. Warto więc, aby Polska starała się o organizację prestiżowych turniejów ATP albo przynajmniej challengera. Wrocławianie pokazali, że chętnie na takie zawody przyjdą.

Wielu z widzów oglądających pojedynek Polska - Słowenia doskonale pamiętało, że 22-letni Janowicz kilka lat temu jako młodziutki zawodnik swoje pierwsze kroki w zawodowych rozgrywkach stawiał właśnie we Wrocławiu. W 2008 roku 17-letni Janowicz pokonał w pierwszej rundzie wrocławskiego challengera murowanego faworyta - Francuza Nicolasa Mahuta. Od tego czasu kariera Polaka ciekawie się rozwinęła i po sześciu latach Janowicz do stolicy Dolnego Śląska przyjechał już jako wschodząca gwiazda dyscypliny.

Mecz Polska - Słowenia pokazał, że Wrocław to miasto z tenisowymi tradycjami. Przez dziewięć lat rozgrywany był tutaj challenger KGHM Dialog Polish Indoors, więc mieszkańcy doskonale pamiętają jeszcze atmosferę tamtych turniejów. Za wielkim tenisem Wrocław się stęsknił, co było widać po dużej liczbie widzów na trybunach.

Pod wrażeniem frekwencji i zaangażowania kibiców byli sami zawodnicy.

- To fenomenalne uczucie grać przed taką publicznością - komplementował widzów Jerzy Janowicz.

Urodzony w Bolesławcu Łukasz Kubot także dziękował za doping. - Mam nadzieję, że we Wrocławiu nie graliśmy pierwszy i ostatni raz. Chciałbym państwu w imieniu całej drużyny podziękować.

Davis Cup pokazał, że wrocławianie lubią tenis i znają się na nim. W pierwszym dniu rywalizacji, kiedy zmagania rozpoczynali singliści, trybuny wypełniły się w 80-90 proc. W sobotę, kiedy do akcji wkroczyli debliści, również kibice dopisali, choć wiadomo, że mecze w deblu nie cieszą się na świecie wielką popularnością. W niedzielę, kiedy Janowicz pieczętował zwycięstwo Polaków, hala była w zasadzie wypełniona do ostatniego miejsca.

Polska pokonała Słowenię 3:2 i awansowała do następnej rundy I Grupy Euro-Afrykańskiej Pucharu Davisa. Teraz czeka ich mecz z Republiką Południowej Afryki.

Jeśli uda się pokonać RPA, ostatnią przeszkodą na drodze do awansu do prestiżowej Grupy Światowej będą wrześniowe baraże. Polscy tenisiści od 1981 roku - kiedy wprowadzono podział na grupy - nie byli tak blisko, aby znaleźć się wśród najlepszych 16 drużyn na świecie

Mecze z RPA od 5 do 7 kwietnia mają być rozgrywane w Zielonej Górze. Ale już pojawiły się głosy, że przeciwko RPA też powinniśmy zagrać we wrocławskiej Hali Stulecia, bo tu atmosfera i doping są fantastyczne. Podobno Wrocław zamierza podjąć starania, aby odebrać Zielonej Górze te imprezę. Czy to realne?