Rafał Ulatowski: Chciałbym wrócić w wielkim stylu

- Chciałbym wrócić w wielkim stylu. Na pewno mogę zagwarantować to, że jestem teraz bardzo mocno zmotywowany. Moja ambicja jest mocno podrażniona przez dwa ostatnie miejsca pracy - mówi Rafał Ulatowski, który w przyszłym sezonie ma wprowadzić Miedź Legnicę do ekstraklasy.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

Ulatowski został zaprezentowany jako nowy szkoleniowiec Miedzi w środę, podczas oficjalnej konferencji prasowej. Z legnickim klubem związał się rocznym kontraktem. W tym czasie ma wprowadzić go do ekstraklasy, bo właśnie taki cel postawił przed nim właściciel klubu Andrzej Dadełło. - Zrobimy wszystko, żeby za rok Miedź cieszyła się z awansu do ekstraklasy, tak jak niedawno robili to na jej stadionie piłkarze Cracovii - przyznał 40-letni szkoleniowiec.

- Trudno jest przyjść do takiego klubu, który jest złożony z doświadczonych piłkarzy, który ma ambitnego właściciela, szerokie plany, jeśli chodzi o modernizację i rozbudowę infrastruktury oraz założenie akademii, żeby te plany były inne. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę. Zupełnie inaczej pracuje się, kiedy ma się wyznaczony cel - czyli jedno z dwóch pierwszych miejsc, a inaczej pracuje się w klubie, w którym prezes mówi: "Róbmy tak, żebyśmy ogrywali piłkarzy, a co z tego będzie, to zobaczymy po jesieni". Tu cel jest prosty, mój także. Chcę wzbudzić w piłkarzach chęć zmiany kultury piłkarskiej, zmiany mentalności, wszczepienia w nich żądzy wygrywania i także poparcia dużych umiejętności piłkarskich walką, bieganiem i mądrością w kryzysowych sytuacjach, które na pewno będą przed nami - dodał.

Ulatowski nie ukrywa, że cieszy się, że w kadrze Miedzi ma wielu doświadczonych graczy. - To są piłkarze o określonych umiejętnościach. Możemy się spierać, czy wysokich, bardzo wysokich czy średnich. Każdy z nich zagrał jednak już w lidze parę meczów. W I lidze także wiedzą, na czym wszystko to polega. To wbrew pozorom jest bardzo przyjemna praca, żeby wejść i zobaczyć na jesieni innego Madejskiego, Zakrzewskiego czy Grzegorzewskiego - przyznał.

Ulatowski wraca na ławkę trenerską po prawie dwuletniej przerwie. Jak przyznaje były asystent Leo Beenhakkera w reprezentacji Polski, nie był to dla niego łatwy okres. - Rozbrat z piłką nie był szczególny pod względem ambicjonalnym. W tym czasie jednak naprawdę przeżyłem dużo przygód. Współpracowałem z telewizją, było Euro, mecze Ligi Mistrzów. Uczestniczyłem także w konferencjach, podczas których doskonaliłem swój warsztat. Z tego punktu widzenia był to okres bardzo owocny - mówi i kontynuuje: - Jeżeli ktoś ma jednak wpisane w genach, że jest trenerem i chce dowodzić piłkarzami na boisku, a nie może tego robić, to rzeczywiście był to dla mnie trudny okres, ale przetrwałem go. Myślę, że z godnością i dumą, bo nie wykonywałem jakichś ruchów, przez które nie mógłbym spojrzeć dzisiaj w lustro.

Były trener Zagłębia Lubin, GKS-u Bełchatów, Cracovii i Lechii Gdańsk nie ukrywa, że chciałby wrócić w wielkim stylu. - Na pewno mogę zagwarantować to, że jestem teraz bardzo mocno zmotywowany. Moja ambicja jest mocno podrażniona przez dwa ostatnie moje miejsca pracy. Na pewno nie wspominam ich miło ze względu na wyniki. To powoduje, że jestem teraz w klubie, który ma podobną drogę myślenia i ścieżkę rozwoju, stąd tak łatwe i szybkie dogadanie się z prezesem Dadełło, bo odbieramy życie podobnymi wartościami, nie tylko jeśli chodzi o piłkę, ale także sprawy pozaboiskowe - twierdzi Ulatowski.

Wrocław.sport.pl ćwierka na Twitterze. Obserwuj nas >>