Mount Everest Betardu. Wrocławianie utrzymali się w ekstraklasie!

Żużlowcy Betardu Sparty Wrocław w ostatniej kolejce rozgromili u siebie Lechmę Start Gniezno i przy porażce PGE Marmy Rzeszów utrzymali się w Enea Ekstralidze.
O losie Betardu zadecydował jeden bieg. Nawet nie ten we Wrocławiu, tylko ten w Bydgoszczy. Przed ostatnim pojedynkiem ze Skladywęgla.pl Polonią, walcząca z wrocławianami o utrzymanie, PGE Marma Rzeszów przegrywała jedynie 41:43.

Gdyby rzeszowianie zwyciężyli w tamtym, końcowym wyścigu podwójnie, to wygraliby całe spotkanie i zapewnili wrocławianom spadek.

I PGE Marma nawet jechała na 5:1, ale na dystansie Grzegorz Walasek dał się wyprzedzić kolejno Hansowi Andersenowi i Krzysztofowi Buczkowskiemu. W wyścigu był remis, a cały mecz rzeszowianie przegrali dwoma punktami.

Gdy ta wiadomość dotarła do Wrocławia, Stadion Olimpijski po prostu oszalał. Kibice Betardu Sparty wiedzieli już, że ich drużyna z żużlowej elity na pewno nie spadnie, bo już po dziewięciu biegach zapewniła sobie zwycięstwo z Lechmą Startem.

Jeden ze starszych fanów podskakiwał, unosząc triumfalnie ręce w górę, a potem po prostu się popłakał. Inni przyszli go objąć. Kibice rzucali się sobie w ramiona, niektórzy zmawiali modlitwy dziękczynne. Szał radości panował również w parku maszyn. Żużlowcy Betardu tańczyli w kółku i składali sobie gratulacje. To był najtrudniejszy sezon od lat. Ale sezon zakończony ogromnym sukcesem. Betard utrzymał się w Enea Ekstralidze, choć przy reformie rozgrywek i aż trzech spadkowiczach był skazywany na pożarcie.

Wrocławianie pozostają w żużlowej elicie, choć mieli niewielki budżet, a drużynę składali głównie z zawodników niechcianych. Ich absolutną gwiazdą był Brytyjczyk Tai Woffinden, lider cyklu Grand Prix. Popularny Tajski jeździł świetnie niemal w każdym meczu, kibice we Wrocławiu go pokochali. - Jest znakomity, to kandydat na mistrza świata - mówił pan Andrzej, który na wrocławski żużel chodzi od 62 lat. Jak mówi, jest z zespołem na dobre i na złe. Także on widział więc pewnie, jak po ostatnim biegu Woffinden ze szczęścia się popłakał. Betard już w lidze utrzymał, teraz może zdobyć tytuł mistrza świata, bo serii Grand Prix prowadzi na trzy turnieje do końca.

Sam mecz Betardu z Lechmą Startem przebiegał tak, jak się spodziewano, czyli bez historii. Wrocławianie od początku wysoko prowadzili, w trzecim biegu mogli jechać nawet w wyścigu zupełnie sami. Najpierw bowiem Matej Zagar zanotował defekt i zszedł z toru, a potem upadł Damian Adamczak i został wykluczony. W ten sposób Tomasz Jędrzejak i Peter Ljung ścigali się tylko między sobą. Potem triumfów i radości było jeszcze więcej.

- To utrzymanie to dla wrocławskiej drużyny Mount Everest, bo mało kto w Polsce w nich wierzył. Kibicem Sparty jestem od lat, ale dla takich chwil wart żyć - mówił pan Stanisław.

Betard Sparta Wrocław - Lechma Start Gniezno 65:24

Betard: Woffinden 14, Jędrzejak 13, Batchelor 13, Suchecki 10, Dolny 6, Ljung 5, Malitowski 4

Lechma: Świderski 11, B. Pedersen 7, Fajfer 3, Adamczak 2, Gała, Watt 0, Zagar 0