Sport.pl

Rewelacyjny Betard, czyli Woffy Woffy Woffy!

Przed rozpoczęciem sezonu pisałem, że utrzymanie Betardu Sparty Wrocław w Enea Ekstralidze graniczyć będzie z cudem. Dlaczego ten cud jednak się wydarzył? Odpowiedź brzmi Tai Woffinden.
20 kwietnia, Grand Prix Europy w Bydgoszczy. W biegu piętnastym piękną walkę toczą ze sobą Emil Sajfutdinow, Greg Hancock i Tai Woffinden. Tasują się kilkukrotnie, ale pierwszy linię mety mija ten ostatni po fenomenalnej jeździe, zwłaszcza na ostatnim okrążeniu.

Nigel Pearson, komentator brytyjskiego Eurosportu, po biegu krzyczy do mikrofonu w euforii "Woffy Woffy Woffy". Będzie tak krzyczeć co dwa tygodnie, średnio raz podczas każdej kolejnej transmisji. Bo w każdym turnieju Woffinden ma przynajmniej jeden tak fenomenalny bieg. Na trzy Grand Prix przed końcem Brytyjczyk jest liderem cyklu i kandydatem na indywidualnego mistrza świata.

Tu się odbudował

"Woffy, Woffy, Woffy" mogą też krzyczeć we Wrocławiu. To bowiem głównie dzięki Woffindenowi Betard Sparta sensacyjnie utrzymał się w żużlowej ekstralidze.

Brytyjczyk kontrakt z zespołem podpisał jako jeden z pierwszych, a potem w każdym meczu zdobywał dwucyfrowy wynik, w kilku nie znalazł pogromcy. W pierwszym spotkaniu w tym roku na Stadionie Olimpijskim zdobył komplet punktów, pobił rekord toru i poprowadził Betard Spartę do minimalnego zwycięstwa nad Unią Tarnów. Aktualnym wciąż mistrzem Polski.

Woffinden w pełni sprostał oczekiwaniom, jaki stawiali przed nim kibice i zarząd. Ale też sam wiele Wrocławiowi zawdzięcza. Pod skrzydłami Piotra Barona odbudował formę sprzed poważnego kryzysu. Bo "Woffy" zachwycał już w 2009 roku, jako junior Włókniarza Częstochowa. Jego świetne występy zaowocowały stałą dziką kartą w Grand Prix w 2010 roku. W tym samym roku umarł jednak ojciec żużlowca Rob Woffinden, a Tai bardzo to przeżył, jeździł dużo gorzej i wypadł z cyklu.

W 2012 roku zupełnie nieoczekiwanie na kilka dni przed rozpoczęciem sezonu okazało się, że wybrał ofertę Betardu Sparty Wrocław. Krok po kroku doszedł do siebie. I niewykluczone, że we Wrocławiu będzie chciał zostać. Pytanie tylko, czy nie podniesie oczekiwań finansowych, bo mistrz świata może się domagać naprawdę dużych pieniędzy. A to, że Woffinden będzie mistrzem w tym roku, jest więcej niż prawdopodobne.

Lider, co nie zawodzi

Woffinden w tym roku we Wrocławiu pozostawił w cieniu nawet idola kibiców i kapitana drużyny Tomasza Jędrzejaka. Jędrzejak, indywidualny mistrz Polski, jeździł bardzo słabo. W wielu meczach, zamiast kilkunastu punktów, przywoził zaledwie kilka. Na szczęście, mimo tego kryzysu udało się Sparcie wyprzedzić w tabeli trzy drużyny i uniknąć degradacji. Głównie dlatego, że inni byli po prostu słabsi. I u nich też zawodzili liderzy.

Gniezno do utrzymania w Enea Ekstralidzę miał poprowadzić Antonio Lindbaeck. Urodzony w Brazylii Szwed miał fantastyczną końcówkę ubiegłego sezonu w Grand Prix, zajął w cyklu ostatecznie szóste miejsce. A w tym roku przegrywał niemal wszystko, co się dało. W pewnym momencie jego menedżer ogłosił światu, że Antonio cierpi na ADHD dla dorosłych i potrzebuje trochę odpocząć od żużla. Krótka przerwa w niczym mu nie pomogła. W efekcie lider Lechmy Startu Gniezno pojechał w zaledwie kilku spotkaniach i został odsunięty od składu.

Wrocław równie ważny co Grand Prix

Jeszcze więcej żalu mogą mieć kibice rzeszowscy do Nicky'ego Pedersena. Od niedzieli żużlowa Polska śmieje się, że najdroższy zawodnik w Enea Ekstralidze gwarantuje co najwyżej spadek. W ubiegłym roku nie uchronił przed degradacją gdańskiego Wybrzeża, a w tym sam przyłożył "złamaną" rękę do spadku PGE Marmy Rzeszów.

Pedersen miał w tym roku problemy ze zdrowiem, to prawda. Ale te problemy nie przeszkadzały mu startować z powodzeniem w turniejach Grand Prix. W maju w Goeteborgu złamał rękę, ale dotarł mimo tego do finału, w którym zajął trzecie miejsce. Po zawodach zadzwonił do prezes Marty Półtorak i odwołał swój przyjazd na mecz następnego dnia. Nie pozwolił też klubowi zastosować za siebie zastępstwa zawodnika, bo to by oznaczało, że trzeba mu wystawić zwolnienie lekarskie na 21 dni. Czyli Pedersen musi odpuścić kolejny turniej Grand Prix.

A kiedy Duńczyk wykurował się na następne zawody, pojechał w nich z blokadą i dotarł do finału. Tam znowu upadł i po raz kolejny odwołał występ w Rzeszowie następnego dnia. Jeżeli rzeszowscy kibice mogą mieć do kogoś pretensje o to, że drużyna z jednym z najbogatszych sponsorów spadła do I ligi, to właśnie do Pedersena.

Sparta miała szczęście, bo Woffinden to zupełnie inny typ sportowca niż Duńczyk. Tajski złamał obojczyk na początku czerwca, w Cardiff. Po dwóch tygodniach wrócił na turniej w Gorzowie, a następnego dnia już wystartował w meczu Betardu z Unią Leszno. Potem tłumaczył, że ani przez chwilę się nie zawahał, bo wrocławska drużyna jest dla niego równie ważna, co Grand Prix.

Fenomenalny wyścig Woffindena i "Woffy, Woffy, Woffy"



Więcej o:
Komentarze (5)
Rewelacyjny Betard, czyli Woffy Woffy Woffy!
Zaloguj się
  • bood

    Oceniono 11 razy 11

    na przykladzie Sparty- Betardu widać że w tym sporcie nie zawsze kasa jest najważniejssza, dla nas kibicow może być nadzieja że sport ma też inny wymiar, rozumiem interes zawodnika ale jeśli nie my to dla kogo zawodnik ma jezdzić - pedersen może dla siebie nie musi dla mnie -:)

  • wroclawianin93speedway

    0

    www.youtube.com/watch?v=bq3HnaQDo-M
    Race day - Woffy

  • wroclawianin93speedway

    0

    Może już czas zrobić zakładkę żużel na waszej stronie, a nie umieszczać speedway w dziale inne sporty? Tradycja zobowiązuje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX