Sport.pl

Paweł Fajdek: Sukces męczy psychicznie. Na początku spałem tylko cztery godziny dziennie

- Urodziłem się 4 czerwca 1989 roku. To szczęśliwa data w historii naszego kraju. Kto wie, może dlatego udało mi się osiągnąć sukces - zastanawia się Paweł Fajdek, mistrz świata w rzucie młotem, który w nagrodę za złoty medal odebrał we wtorek od marszałka województwa czek na 15 tys. zł.
Polub nas na Facebooku i żyj sportem razem z nami >>

We wtorek marszałek województwa Rafał Jurkowlaniec wręczył nagrody finansowe sportowcom z Dolnego Śląska, którzy w ostatnim czasie zdobywali laury na najważniejszych sportowych imprezach w tym roku. Wśród pięciu wyróżnionych zawodników był Paweł Fajdek, który w sierpniu w Moskwie został najmłodszym mistrzem świata w rzucie młotem. Urodzony w Świebodzicach lekkoatleta otrzymał czek na 15 tys. zł.

Fajdek pochodzi z Dolnego Śląska i tutaj, w klubie ULKS Zielony Dąb Żarów, rozpoczął swoją przygodę z młotem. Od 2008 roku związany jest z klubem Agros Zamość, ale mieszka i trenuje w Poznaniu.

- Postanowiliśmy go oddać, bo w gminie nie chcieli mu przyznać głupiego 200 zł stypendium, a klub nie miał pieniędzy. Do dzisiaj jednak utrzymujemy kontakt, dużo rozmawiamy. Szczerze mówiąc, spodziewałem się, że Paweł zdobędzie medal już na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie, bo widząc jego potencjał i formę, to była tylko kwestia czasu. Myślę, że to nie będzie ostatni medal, jaki przywiezie on z wielkiej międzynarodowej imprezy - mówi Zygmunt Worsa, jeden z pierwszych trenerów zawodnika.

W dotychczasowej karierze, oprócz wspomnianego wcześniej tytułu mistrza świata wywalczonego w Moskwie, Fajdek zdobył złoto młodzieżowych mistrzostw Europy w Ostrawie (2011 r.), przywiózł także dwa medale z tego samego kruszcu z Uniwersjad w Schenzhen (2011) i Kazaniu (2013). Jest także wielokrotnym triumfatorem młodzieżowych mistrzostw Polski, medalistą mistrzostw Polski seniorów i drużynowych mistrzostw Europy w Sztokholmie.

Rozmowa z Pawłem Fajdkiem, mistrzem świata w rzucie młotem:

Kiedy zaczynał pan swoją przygodę, to czuł ten potencjał, że może w przyszłości zostać mistrzem świata?

- Wiedziałem o tym od początku. Odkąd poszedłem na trening, założyłem sobie, że w 2012 roku pojadę na igrzyska olimpijskie. Byłem przekonany o tym, że będę dobrym zawodnikiem. Takim byłem dzieckiem, że jak coś sobie postanowiłem, to tak było. Urodziłem się 4 czerwca 1989 roku, w niedzielę - to szczęśliwa data, także może już wtedy coś to znaczyło.

Jest pan prawdziwym obieżyświatem - jest z Dolnego Śląska, klub ma przy wschodniej granicy, trenuje w Poznaniu, a studiuje w Warszawie...

Paweł Fajdek: Życie jest takie, że lubi iść własnymi ścieżkami. Akurat taką ścieżkę wybrałem tak, że idę tam, gdzie mi dobrze. Niekiedy sytuacja do tego zmuszała, tak jak w przypadku wyboru klubu. Nie mogłem zostać na Dolnym Śląsku, ponieważ nie było na moje szkolenie środków. Musiałem pójść tam, gdzie były do tego możliwości, więc poszedłem do Agrosu Zamość. Trzy lata temu rozpocząłem współpracę z trenerem Czesławem Cybulskim, który jest mieszkańcem Poznania. Ciężko jest przesiedlić osobę, która ma 70 lat. To ja musiałem się przeprowadzić do stolicy Wielkopolski, dlatego tam mieszkam i trenuję.

Po tym sukcesie na mistrzostwach świata te pieniądze na szkolenie nie są już problemem?

- Nie, już wcześniej nie było problemu. Ja w 2011 roku zostałem młodzieżowym mistrzem Europy. Wtedy szkolenie było dobrze ułożone i fajnie to wszystko było dobrane. W zeszłym roku pechowy występ na igrzyskach olimpijskich w Londynie, ale mimo to dalej dostałem szansę. Wyniki, które osiągałem w ubiegłym roku, też premiowały mnie do tego, żeby też otrzymać to szkolenie, no i dostałem je pełne. Jak widać, opłaciło się, bo jest złoty medal i każdy się z tego cieszy.

Zyskał więc pan jeszcze nowego sponsora, ubrali jeszcze pana w koszulkę Orlenu.

- Podczas mojego konkursu pan Jacek Krawiec (prezes zarządu i dyrektor generalny koncernu PKN Orlen - red.) leciał do Moskwy i właściwie dojeżdżali już autobusem i na drugi dzień po dekoracji zostałem zaproszony na rozmowę i zostałem poinformowany, że zostałem przyjęty do elitarnej lekkoatletycznej grupy Orlen Team, z czego bardzo się cieszę.

Co zrobi pan z pieniędzmi, które dostał od marszałka? Już coś pan zaplanował?

- Najpierw trzeba je mieć na koncie. Później trzeba odliczyć wszystkie koszty: podatki, trenerów, menedżerów i inne wydatki, które się pojawiły w ciągu roku. Nie mam pojęcia, ile zostanie mi z tych pieniędzy. 15 tys. zł na wymarzony samochód na pewno nie wystarczy. Może zafunduję rodzinie kilkudniowe wakacje. Zasłużyli na to, ponieważ przez ostatni rok bardzo mało mnie widzieli, i należy im się za to podziękowanie.

Pan też zasłużył na wakacje.

- Ja wakacji raczej się nie spodziewam po tym, co zrobiłem. Teraz jest o mnie dosyć głośno. Czasu dla siebie mam bardzo mało. Może wybiorę się gdzieś pod koniec października.

Jak pan czuje się z tym zamieszaniem wokół swojej osoby?

- Czuje się z tym dobrze i nie sprawia mi to jakiegoś większego problemu. Przyznam jednak, że jest to trochę męczące, bo sezon trwa i chcielibyśmy trochę potrenować, pokazać się jeszcze z dobrej strony, a niekiedy jest to niemożliwe właśnie przez cały natłok spotkań, wywiadów i jakichś tam przyjazdów telewizji. To męczy psychicznie, ale fizycznie nie ma co narzekać. Przez pierwszy tydzień po mistrzostwach spałem dziennie po cztery godziny, bo więcej nie dałem rady, ponieważ cały czas wydzwaniał telefon. Teraz ten zgiełk wokół mojej osoby troszeczkę ustał. Pozostały mi jeszcze dwa starty w tym sezonie. Nie wolno mi zejść w nich poniżej poziomu sportowego, który chcę reprezentować, czyli są to granice 80 metrów. Mam nadzieję, że tak będzie i pokażę, że medal wywalczony w Moskwie nie był przypadkiem.

Po tych występach szykuje się chyba wielki obiad rodzinny, tak jak mówił pana ojciec?

- W tym roku we wrześniu go nie będzie, więc w grę wchodzi tylko październik. Zakończenie sezonu jak najbardziej będzie. Mam nadzieję, że rodzina, znajomi i przyjaciele dopiszą i będziemy mogli sobie wspólnie poświętować.

Wrocław.Sport.pl ćwierka na Twitterze. Obserwuj nas >>

Więcej o:
Komentarze (9)
Paweł Fajdek: Sukces męczy psychicznie. Na początku spałem tylko cztery godziny dziennie
Zaloguj się
  • wojtas71

    Oceniono 64 razy 56

    nie chce nic mowic, pan Fajdek, mistrz swiata, dostal 15 tys zl...... jednorazowo....... Sebastian Mila jako przykladzik, wlasnie oberwal z druzyna 9-1 baty w eliminacjach 2 ligii europejskiej.... przygarnia 80 000zl miesiecznie.........

  • shadowthrone

    Oceniono 41 razy 39

    Coś mało warte u nas sa te medale mistrzostw świata.

  • remo29

    Oceniono 23 razy 21

    To się chłopak obkupi. Kiedyś za taki medal dostałby może Malucha, dziś za 15 tysi kupi sobie ładnego Golfa od pierwszego właściciela, co jak sprzedawał to płakał.
    --
    parada karzełków

  • casus.pl

    Oceniono 25 razy 19

    Nierozumiem czegoś, facet trenuje całe życie, talent ogromny i średnia pensja 200 zł stypendium x 12 miesięcy + jednorazowo 15 tysi co daje średnio miesięcznie 1450 brutto, hm...... co za kraj...

  • hotin

    Oceniono 25 razy 15

    Aha! Ministra PO-wska Mucha wydała kasę dla Madonny to naszemu mistrzowi zabrakło?

  • rotwil2

    Oceniono 7 razy -7

    Spoko. Zarobił tyle ile w danym momencie jest wart. Za każdą wygraną jego wartość wzrasta. Jak będzie się pilnował planu to zarobi miliony....:)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX