Wygadany teoretyk futbolu, ale bez wyników: Czy to koniec trenerskiej przygody Rafała Ulatowskiego?

Nawet wyjątkowo spokojny właściciel Miedzi Andrzej Dadełło stracił cierpliwość i po siedmiu meczach zwolnił trenera Rafała Ulatowskiego. Czy w profesjonalnym futbolu to koniec kariery tego szkoleniowca?
"Strata pracy to jak odcięcie tlenu. Kiedy przez kilkanaście lat budzisz się codziennie z myślą, jaki przeprowadzić trening, jak ulepszyć grę zespołu, jak wygrać kolejny mecz, a nagle jesteś pozbawiony tego wszystkiego z dnia na dzień, to wiadomo, że nie jest łatwo się z tym pogodzić. Ze mną tak właśnie było i cieszę się, że mam to już za sobą"

W ten sposób Rafał Ulatowski dzielił się spostrzeżeniami, gdy latem tego roku podpisał kontrakt z Miedzią Legnica. I dodawał:

- Chciałbym wrócić w wielkim stylu. Na pewno mogę zagwarantować to, że jestem teraz bardzo mocno zmotywowany. Moja ambicja jest mocno podrażniona przez dwa ostatnie miejsca pracy. (...) Chcę wzbudzić w piłkarzach chęć zmiany kultury piłkarskiej, zmiany mentalności, wszczepienia w nich żądzy wygrywania i także poparcia dużych umiejętności piłkarskich walką, bieganiem i mądrością w kryzysowych sytuacjach, które na pewno będą przed nami - przewidywał.

Chyba jednak Ulatowski nie spodziewał się, że kryzysowe sytuacje pojawią się tak szybko i będą tak poważne. Wczoraj właściciel Miedzi Andrzej Dadełło zdymisjonował Ulatowskiego. Po siedmiu kolejkach spotkań mający walczyć o awans do ekstraklasy legniczanie zajmują ostatnie miejsce z I lidze. Z siedmiu meczów ligowych Ulatowski nie wygrał żadnego.

Tydzień temu Dadełło wezwał do siebie szkoleniowca i postawił sprawę jasno - w trzech najbliższych meczach ma wyprowadzić drużynę ze strefy spadkowej. Ale w sobotę Miedź przegrała u siebie z Górnikiem Łęczna 1:2 i Dadełło stracił cierpliwość. Nie czekał na dwa kolejne mecze i natychmiast pożegnał się z Ulatowskim

Historia trenera Ulatowskiego jest ciekawa. Jeszcze niedawno uchodził za jednego z najzdolniejszych szkoleniowców młodego pokolenia. Elokwentny, efektownie i ciekawie mówiący o futbolu, pewny siebie. Kiedy nie prowadził żadnego klubu, jako ekspert komentował mecze w TVP. Ma swoją stronę internetową, na której informuje o pracy, futbolowych nowinkach, stażach szkoleniowych, prowadzonych wykładach trenerskich.

Zaczynał jako asystent Czesława Michniewicza w Zagłębiu Lubin. Wówczas niespodziewanie lubinianie zdobyli mistrzostwo Polski. A po kilku meczach nowego sezonu przejął drużynę po Michniewiczu, którego zdymisjonowano. Wówczas Michniewicz miał żal do współpracownika. Uważał, że ten za jego plecami zabiegał o względy szefów klubu i okazał się nielojalny.

Ulatowski widział problem inaczej. Twierdził, że w zawodowym futbolu nie ma sentymentów i nie odrzuca się oferty złożonej przez mistrza Polski. Zaprzeczał, aby zachowywał się nielojalnie wobec Michniewicza. Jednak ich relacje uległy zamrożeniu.

Potem było jeszcze lepiej. Z Zagłębia Ulatowski trafił do reprezentacji Polski. Po Euro 2008 został asystentem Leo Beenhakkera i przejął GKS Bełchatów, z którym sezon zakończył na wysokim piątym miejscu.

Jednak od 2010 coś się zacięło. Zaczęła się fatalna passa Ulatowskiego. Kolejno w Cracovii, Lechii Gdańsk i teraz Miedzi Legnica osiągał kompromitujące wyniki. W trzech klubach na 21 poprowadzonych meczów w ekstraklasie i I lidze przegrał aż 15, cztery zremisował. Wygrał dwa.

Gdy coś się powtarza, kiedy staje się prawidłowością, to już nie jest przypadek. To porażki stały się regułą, znakiem rozpoznawalnym trenera Ulatowskiego.

Paradoksalnie na swojej stronie internetowej zamieścił wywiad, jakiego udzielił jednej z gazet. Z przekonaniem tłumaczył w nim: "To rzeczywiście jest najpiękniejszy zawód świata, pod warunkiem że się wygrywa. Kiedy zwyciężasz, masz u stóp cały świat. Jednak prawdziwą sztuką w tej profesji jest wyciągać wnioski z niepowodzeń, bo te spotykają wszystkich trenerów. Ten długi okres przerwy zmienił moje podejście do tego, co robię".

Niestety, poza barwnymi wypowiedziami jako trener Miedzi Rafał Ulatowski niewiele miał do zaproponowania. Mówił pięknie, ale kompletnie nic z tego nie wynikało.

Po zdymisjonowaniu Bogusława Baniaka Andrzej Dadełło, przyznał że otrzymał ze sto telefonów od trenerów szukających pracy. Wybrał Ulatowskiego. Myślę, że uczynił tak, gdyż po rozmowie z nim był zachwycony jego piłkarskimi wizjami, sposobem wysławiania się. W naszym środowisku piłkarskim niewielu jest tak pięknie czarujących słowami jak Ulatowski. Tylko że prowadzenie drużyny nie polega na teoretycznych rozważaniach. Tym niech zajmują się dziennikarze. Szkoleniowców weryfikuje praktyka, czyli wyniki na boisku.

Kiedyś Kazimierz Górski o niektórych kolegach po fachu mawiał: "To dobry trener. Tylko wyników nie ma".

Parafrazując tę sentencję, można napisać: Rafał Ulatowski to trener bez wyników.