Mistrzostwa świata w siatkówce: Na mecze Polaków każda hala będzie za mała, aby pomieścić wszystkich chętnych kibiców

Na mecze Polaków na siatkarskich mistrzostwach świata każda hala może być za mała. Problem z pojemnością Hali Stulecia zrekompensujemy strefą kibica wokół niej - mówi wiceprezes Polskiego Związku Piłki Siatkowej Artur Popko.
Michał Karbowiak: Rozmowy dotyczące organizacji we Wrocławiu meczów przyszłorocznych siatkarskich mistrzostw świata były trudne?

Artur Popko: W sytuacji, kiedy wokół jest dużo emocji, szumu informacyjnego, takie rozmowy nigdy nie są łatwe. Ale to były dobre rozmowy, doszliśmy do porozumienia. W stosunku do planów z 2010 roku zmienia się tylko mecz otwarcia, który odbędzie się na Stadionie Narodowym w Warszawie. Wiadomo, że takie spotkanie to dla siatkówki ogromna promocja i nasz pomysł spotkał się ze zrozumieniem także we Wrocławiu. Potem na kolejne cztery pojedynki grupowe kadra wróci do Hali Stulecia.

Która - dodajmy - na turniej nie zostanie rozbudowana i będzie liczyła tylko 6,5, a nie 10 tys. miejsc. Prezes PZPS Mirosław Przedpełski przyznał niedawno, że to problem, bo połowę wejściówek zabiorą sponsorzy. Problemu już nie ma?

- Powiedzmy tak: na mecze Polaków w mistrzostwach świata niemal każda liczba miejsc, może poza Stadionem Narodowym, może okazać się niewystarczająca. Władze Wrocławia obiecały, że zwiększą widownię w Hali Stulecia, ale formalnie nie były do tego zobowiązane. Hala Stulecia to piękne miejsce - z pewnością warto pokazać ją światu, szczególnie jeśli zamierzamy przyciągnąć do nas kibiców z różnych krajów. Oprócz emocji czysto sportowych musimy zapewnić im coś jeszcze, taką wartością dodaną może być właśnie wyjątkowy obiekt. Problem z pojemnością chcielibyśmy zrekompensować specjalną strefą kibica, która powstanie przy Hali Stulecia. Chcielibyśmy wzorować ją na podobnych obiektach, które powstały w naszym kraju podczas Euro 2012. Może będzie miała 5, a może 10 tys. miejsc, to zależy od potencjalnego zainteresowania. Dodatkowo zamierzamy do tej strefy zapraszać siatkarzy czy trenerów, tak by kibice mieli z mistrzostwami możliwie żywy kontakt.

Z punktu widzenia związku naprawdę nie byłoby lepiej rozgrywać mecze Polaków np. w 15-tysięcznej Kraków Arenie?

- Proszę pamiętać, że my nie możemy odejść zupełnie od ustaleń, które poczyniliśmy trzy lata temu. Wówczas hala w Krakowie była tylko na papierze, teraz już rośnie. Kraków zresztą też będzie miał szansę gościć polskich siatkarzy, jeśli ci awansują do fazy ćwierćfinałowej. Ta po raz pierwszy pojawi się na turnieju u nas, wcześniej w kalendarzu mistrzostw w ogóle jej nie było. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, to Polacy zagrają kolejno w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Krakowie i podczas fazy finałowej w Katowicach. Kadra objedzie więc niemal cały kraj.

Za każdym razem Polacy będą grali jednak w danym mieście w jednej fazie turnieju. Tylko z Warszawy do Wrocławia będą musieli się przeprowadzić w trakcie trwania pierwszej rundy grupowej. Jak sobie z tym poradzicie?

- Kalendarz mistrzostw jest jeszcze dogrywany, powinien być gotowy za tydzień. Absolutnie wszystko będzie jednak wiadomo dopiero po losowaniu grup - 27 stycznia. Ten turniej to ogromna operacja logistyczna, bo do rozegrania mamy 103 mecze, w tym w samym Wrocławiu - 20. Przy ustalaniu terminarza musimy wziąć pod uwagę wiele czynników, w tym choćby prośby od telewizji z różnych krajów. Z tego powodu same mistrzostwa zostaną też wydłużone i zaczniemy grać już w sobotę 30 sierpnia. Poza tym jednego dnia odbędą się prawdopodobnie dwa, a nie - jak pierwotnie planowano - trzy mecze. To oznacza, że kiedy grupowi rywale Polaków będą rywalizować między sobą, to nasi siatkarze otrzymają dzień wolny. Ten można wykorzystać właśnie na przeprowadzkę z Warszawy do Wrocławia.

Siatkarskie mistrzostwa świata są jedną z największych imprez, jakie odbędą się w naszym kraju, ale mam wrażenie, że ich organizacji towarzyszy pewien rozgardiasz. Długo nie było wiadomo, gdzie zagrają Polacy, selekcjoner reprezentacji Stephane Antiga został już przedstawiony, choć nie podpisał kontraktu.

- Rzeczywiście, z boku może to tak trochę wyglądać, ale zapewniam, że wychodzimy na prostą. Jeśli był pewien bałagan czy niepewność, to mówimy o tym wyłącznie w czasie przeszłym. Teraz będzie już tylko lepiej.