Sport.pl

Zbigniew Zakrzewski: Miedź ma duże i uzasadnione aspiracje

Wiosną będziemy mieć 16 spotkań. Runda rewanżowa jest zawsze trudniejsza, zawłaszcza jak nie ma w zespole zbyt długiej ławki rezerwowych. W Miedzi jest i to będzie nasz atut. Myślę, że wszystko się może zdarzyć - mówi Zbigniew Zakrzewski, napastnik pierwszoligowej Miedzi Legnica.
Grzegorz Szczepaniak: Na początku sezonu Miedź była największym rozczarowaniem rozgrywek, rywale dyktowali wam warunki gry. Odszedł trener Ulatowski i nagle stał się cud, zaczęliście wygrywać. Jak to pan wytłumaczy?

Zbigniew Zakrzewski: Po pierwsze, nie zgodzę się, że rywale dyktowali warunki w meczach z nami na początku sezonu. Rywale je wygrywali, albo raczej myśmy przegrywali, bo grę zazwyczaj prowadziliśmy. Zrobiła się z tego paskudna passa, która tak naprawdę rozpoczęła się jeszcze wiosną. Trener Ulatowski reagował, szukał różnych rozwiązań, ale to nie przynosiło oczekiwanych efektów. Myślę, że graliśmy zbyt asekuracyjnie, zbyt wiele było elementów defensywnych, nie potrafiliśmy wykorzystać naszego ofensywnego potencjału. Po odejściu Rafała Ulatowskiego usiedliśmy z nowymi trenerami i pogadaliśmy. Zmian nie było wiele, przesunięte zostały akcenty na grę ofensywną. Z tego pojawiać się zaczęło więcej sytuacji podbramkowych a co za tym idzie - także bramek. Pojawiła się powtarzalność, pewność. Wreszcie złapaliśmy wiatr w żagle po wygranym aż 4:1 meczu w Ząbkach. To cała tajemnica.

Aż zastopował was Stomil w Olsztynie. Drużyna, która dotąd specjalnie nikogo w lidze nie postraszyła, wam strzela cztery gole. Trudno nie mieć po tym spotkaniu pretensji do Miedzi.

- Sami jesteśmy na siebie źli, bo przecież mieliśmy wszystko pod kontrolą po bramce Grzesia Bartczaka z początku spotkania. Potem graliśmy tak, że możemy mieć pretensje tylko do siebie. Karny przeciw nam był trochę z kapelusza. Byliśmy trzy dni po meczu z Lechem, dalekiej podróży, po której nie sposób było wypocząć przed meczem. Rywale rzucili się na nas, grali fizyczną piłkę, taki typowy pierwszoligowy futbol. Sami przyznali po meczu, że to był ich pomysł na Miedź. Też wiedzieli, że mamy w nogach pojedynek z Lechem, a potem ciężką podróż. To wszystko prawda, ale i tak nie jest wytłumaczeniem. Są takie mecze, których wygrać nie sposób, trzeba je zremisować. My tego nie zrobiliśmy, a mogliśmy.

Celem na ten sezon nadal jest awans?

- Przed ostatnim meczem, rozgrywanym jeszcze jesienią, mamy dziewięć punktów straty do miejsca dającego awans. To nie jest mało, ale też nie jest beznadziejnie dużo. Wiosną będziemy mieć 16 spotkań. Runda rewanżowa jest zawsze trudniejsza, zawłaszcza jak nie ma w zespole zbyt długiej ławki rezerwowych. W Miedzi jest i to będzie nasz atut. Myślę, że wszystko się może zdarzyć. Musimy zagrać tylko równą, dobrą rundę, bez wahnięć i potknięć jak na początku tegorocznych rozgrywek.

Jak wspomina pan wygrany mecz Pucharu Polski z Lechem, którego jest pan wychowankiem?

- To był czwarty pojedynek przeciwko Kolejorzowi, odkąd opuściłem ten klub. Co ciekawe, nigdy nie przegrałem. Lecha mam w sercu, w końcu tam się wychowałem. Na stałe mieszkam w Poznaniu i to się nie zmieni, w Lechu mam wielu kolegów, bywam na meczach na Bułgarskiej. Ale jak się wychodzi na boisko i gra przeciw Lechowi, to nie ma zmiłuj, nie ma kolegów. I taki był mecz z Lechem w Legnicy.

Zagraliście naprawdę znakomicie. Najlepiej widać, na ile was stać. Macie jeszcze jakieś rezerwy?

- Zagraliśmy blisko optimum. Ale myślę, że możemy zaprezentować się jeszcze lepiej, pozostały rezerwy. Mecz nam wyszedł, byliśmy do niego doskonale przygotowani. Nie obchodzą mnie specjalnie opinie, że Lech zagrał słabo. Wystąpił w najsilniejszym składzie. W lidze wygrał mecze przed pojedynkiem w Legnicy i po nim, więc to może my podyktowaliśmy takie warunki, że Lech sobie nie poradził?

Ćwierćfinał Pucharu Polski zagracie z Arką i nie stoicie na straconej pozycji. Ewentualnie w półfinale możecie trafić na Zagłębie Lubin.

- Do tego jeszcze bardzo daleko, nie wybiegamy aż tak w przyszłość. Po Lechu spojrzeliśmy oczywiście, co się może dziać dalej, i wiemy o tej możliwości. To byłaby wielka gratka dla kibiców, ale zanim do niej dojdzie, jeśli w ogóle, mamy masę pracy w lidze.

Ewentualny awans nie przerośnie Miedzi?

- Pan Dadełło wykonał w Miedzi niebywałą pracę. Z klubiku na peryferiach futbolu, jakim była Miedź, stworzył naprawdę dobrze zorganizowany klub z uzasadnionymi aspiracjami. Oczywiście są wciąż rzeczy do poprawienia. Bywają problemy, na przykład z dobrym boiskiem do treningu. Nie wszystko da się pewnie zrobić od razu, trzeba być cierpliwym. Wciąż jest nad czym pracować.

Więcej o: