Sport.pl

Żużlowe podsumowanie minionego roku: Solidni wrocławianie imponują mądrością

Żużlowy Betard niespodziewanie utrzymał się w ekstralidze, a Tai Woffinden został żużlowym indywidualnym mistrzem świata. Dla wrocławskiego żużla 2013 r. był wyjątkowo udany.
Wielki indywidualny sukces Woffindena oraz pozostanie Betardu Sparty w gronie najlepszych drużyn świadczą o tym, że żużel we Wrocławiu najgorsze ma już chyba za sobą.

Dodając do tego fakt, że Stadion Olimpijski doczekał się konkretnych planów wielkiej modernizacji, można przyjąć, że perspektywy przed tą dyscypliną są przyzwoite.

Betard Sparta - pochwała normalności

Jest pewnym paradoksem to, że w czasie kiedy klub z Wrocławia mógł pogrążyć się w sportowej i organizacyjnej otchłani, nastąpiła tak nieoczekiwana poprawa jego sytuacji. Właściwie trudno orzec, czy było to głównie zasługą rozsądnej polityki finansowej prowadzonej przez szefową klubu Krystynę Kloc, zmysłu menedżera Piotra Barona czy może po prostu genialnej jazdy lidera drużyny Taia Woffindena.

Na sukces każdy z tych elementów złożył się pewnie po trochu, więc całej ekipie Betardu Sparty za 2013 r. należą się szczere komplementy i wyrazy uznania. Wrocławianie, którzy przy zmniejszeniu ligi z dziesięciu do ośmiu drużyn wydawali się pewnym kandydatem do spadku, miejsce w elicie obronili i tym samym otworzyli sobie znacznie lepsze perspektywy. Dodatkowo dokonali tego, nie wydając horrendalnych sum, jak czynili to pokonani rywale z Rzeszowa czy Gniezna. Betard udowodnił, że z rozsądnie skrojonym budżetem i ciekawie dobranym składem można zapewnić sobie utrzymanie, tym samym zaskakując całą żużlową Polskę.

Fantastyczny Woffinden

Oczywiście tego wyniku by nie było, gdyby nie fantastyczna forma Woffindena, który nie tylko został indywidualnym mistrzem świata na żużlu, ale również niemal w każdym meczu ligowym dawał swojemu zespołowi możliwość walki o zwycięstwo. Stało się tak, choć przecież młody Brytyjczyk już w trakcie sezonu doznał groźnego urazu i musiał zmagać się z rzeczami znacznie trudniejszymi niż rywale na torze.

Właściwie najlepszą puentą tego udanego dla żużlowców roku jest informacja o pewnej już modernizacji wysłużonego Stadionu Olimpijskiego, który złośliwi dziennikarze nazywają "Skansenem Olimpijskim". Zabytkowy obiekt za 60 mln zł do 2017 r. ma przejść gruntowną renowację, która z jednej strony pozwoli mu odzyskać dawny blask, a z drugiej - wejść w nowoczesność. Być może dzięki temu na stadionie znów będzie można organizować wielkie imprezy żużlowe, a pierwszą z nich mają być Igrzyska Sportów Nieolimpijskich - World Games 2017.

Żużlowy brud

Co ciekawe, choć w żużlowym Wrocławiu w tym roku działo się lepiej niż wcześniej, to trudno tak powiedzieć o całej dyscyplinie. Żużel mimo pompowanych weń milionów złotych i dziesiątek tysięcy kibiców na trybunach nie jest sportem, który można traktować w pełni normalnie, poważnie. W żadnej profesjonalnej lidze nie mogłoby przecież dojść do kuriozalnego odwołania meczu finałowego, kiedy jedna z drużyn w świetle kamer i jupiterów po prostu ze stadionu rejteruje. A następnie przekonuje, że jej zachowanie jest w pełni usprawiedliwione i normalne.

W żadnej innej dyscyplinie nie mielibyśmy do czynienia z pojedynkiem, w którym udział bierze tylko jeden zespół, a drugi w ramach protestu do niego nie przystępuje. W żadnym innym sporcie kluby nie groziły wreszcie bojkotem kolejnych rozgrywek, zastanawiając się, czy aby nie stworzyć osobnej ligi bez obecnego mistrza Polski. Gdy dodamy do tego, że w 2014 r. część zawodników nie wystartuje w najważniejszych dotąd indywidualnych mistrzostwach świata, porzucając je na rzecz mistrzostw Europy, to widzimy, iż sytuacja i wizerunek dyscypliny są fatalne. Oczywiście dla osób patrzących z zewnątrz. Kibice żużlowi już się do tego przyzwyczaili.

Więcej o: