Gwiazdy Mundialu Neymar, Oskar, Balotelli, Pirlo grały niedawno na wrocławskim stadionie

Ponad 60 zawodników, którzy są na mistrzostwach świata w Brazylii, mogliśmy w ostatnich czterech latach oglądać także na nowym Stadionie Miejskim. Dopiero ten wynik pokazuje, jak wielką hossę przeżywał ostatnio piłkarski Wrocław
Neymar, Oscar, Thiago Silva, Ivan Rakitić, Andrea Pirlo, Carlos Bacca, Mario Balotelli i wielu innych. Dziś na mundialu na tych zawodników spogląda cały świat, ledwie przed chwilą mogli to zrobić wrocławscy kibice.

W ostatnich czterech latach przyjeżdżała do nas cała masa wybitnych piłkarzy. W sumie spośród graczy powołanych na trwające mistrzostwa świata w Brazylii naliczyliśmy ich ponad 60. Na turnieju reprezentują 17 drużyn narodowych. Do Wrocławia trafiali z trzech powodów. Po pierwsze, po otwarciu nowego stadionu odbyło się u nas kilka ważnych pojedynków towarzyskich, jak mecz Polska - Włochy (listopad 2011), turniej Polish Masters z udziałem Athletic Bilbao, Benfiki Lizbona, PSV Eindhoven (lipiec 2012) czy sparing Japonia - Brazylia (październik 2012). Poza tym gościliśmy Euro 2012, na którym występowali m.in. Rosjanie i Grecy. Trzecim powodem była pucharowa rywalizacja Śląska Wrocław w Lidze Europy odpowiednio z Hannoverem 96 (2012) czy Club Brugge i Sevillą FC (2013).

Prawie jak u nas

Jeśli więc taki Jeremain Lens wraz z Holandią zaszokował świat, ogrywając w pierwszym meczu mundialu Hiszpanów 5:1, to warto przypomnieć, że wcześniej w barwach PSV Eindhoven oglądaliśmy go właśnie we Wrocławiu. Jeśli występami Neymara, Oscara czy Hulka żyje dziś cała Brazylia, to niespełna dwa lata temu oglądaliśmy we Wrocławiu tworzenie się tej drużyny "Canarinhos". Od czasu spotkania z Japonią aż tak bardzo się ona nie zmieniła. Owszem, prowadzi ją już nie Mario Menezes, lecz Luis Felipe Scolari, ale szkoleniowiec Brazylijczyków trzonu zespołu nie wymienił. W podstawowym składzie Brazylii na mecz otwarcia mistrzostw z Chorwacją (3:1) trener Scolari wystawił sześciu graczy, którzy występowali u nas przeciwko Japonii. Chorwatom, podobnie jak Azjatom, dwa gole strzelił Neymar, a największym pechowcem - tak jak u nas - był obrońca Marcelo. Z tą różnicą, że na mundialu ten piłkarz zdobył gola samobójczego, a we Wrocławiu doznał ciężkiej kontuzji i na boisko w ogóle nie wybiegł.

Hulk zajada pizzę

- Obecne mistrzostwa w jakimś sensie rzeczywiście są szczególne, bo staram się wypatrywać na nich piłkarzy, którzy byli u nas i z którymi mogliśmy się zetknąć. Akurat z Brazylijczykami, choć są gwiazdami światowego formatu, to była ogromna przyjemność - wspomina rzecznik wrocławskiego stadionu Adam Burak.

"Canarinhos", gdy przebywali we Wrocławiu, mieli pewne życzenia. Po każdym treningu chcieli obranych i pokrojonych na ćwiartki jabłek i pomarańczy, napoi energetycznych tylko o smaku pomarańczy lub mango oraz gorącej kawy i ciastek. Koniecznie bez czekolady.

Piłkarze gospodarzy mundialu wybrali się u nas na zakupy do Galerii Dominikańskiej oraz bawili się w Cherry po meczu z Japonią. Na tzw. after party na zaproszenie organizatorów. - Szczerze mówiąc, nie bardzo wierzyliśmy, że przyjadą. Mimo to niektórzy znaleźli czas, by po meczu odrobinę dłużej zostać we Wrocławiu - wspomina Burak. Co jeszcze będzie kojarzyło mu się z pobytem u nas gospodarzy obecnego mundialu? - Pizza. Pamiętam, że po meczu z Japonią wjechała do ich szatni w kartonach, a potężny Hulk zajadał się nią jak mały chłopiec - uśmiecha się rzecznik. Czy możliwe, by Brazylijczycy jedli ją także na mistrzostwach? Podobno to ich drużynowa tradycja, choć na mundialu nad wszystkim raczej czuwa dietetyk.

Tetłak kontra Garay

Inny rodzaj emocji przeżywali z kolei piłkarze Śląska, którzy dziś podczas urlopu mogą w telewizji pooglądać swoich niedawnych rywali. Przecież taki Mathew Ryan, podstawowy bramkarz reprezentacji Australii, nie tylko z wrocławianami rywalizował. On z nimi przegrał jako zawodnik Club Brugge. Podobnie jak Oscar Duarte, strzelec jednej z bramek w meczu Kostaryki z Urugwajem, który przyczynił się do sensacyjnego zwycięstwa Kostarykan 3:1. Bramkarz Beto, pomocnik Ivan Rakitić czy napastnik Carlos Bacca dziś są na mundialu z ekipami odpowiednio Portugalii, Chorwacji czy Kolumbii, ale w sierpniu walczyli ze Śląskiem w Lidze Europy.

To oznacza, że wśród ich rywali był m.in. Jakub Więzik, niedawno wypożyczony ze Śląska do II-ligowej Pogoni Siedlce. Gdyby zaś popatrzeć na składy z turnieju Polish Masters, to okazałoby się, że przeciwko Maxi Pareirze (na mundialu Urugwaj), Ezequielowi Garayowi (Argentyna) czy Axelowi Witselowi (Belgia) występowali m.in. Mateusz Tetłak (obecnie rezerwy Śląska), Paweł Garyga (amatorska drużyna Nantes) czy Robert Menzel (Jarota Jarocin).

I jak tu nie powiedzieć, że futbol jest nieprzewidywalny.

Najwięcej Japończyków

Przed mundialem mogliśmy oglądać u nas aż 13 Japończyków, którzy obecnie są w składzie swojej reprezentacji na mistrzostwach świata. Na drugim miejscu pod tym względem jest Brazylia, a na trzecim Grecja.

Japonia: (13)*, Brazylia: (11), Grecja (10), Włochy (8), Rosja (7), Holandia (3), Argentyna (2), Kostaryka (2), Belgia (2), Niemcy (1), Kolumbia (1), WKS (1), Urugwaj (1) Chorwacja (1), Australia (1), Portugalia (1), Kamerun (1).

W nawiasach liczba piłkarzy, którzy są w kadrze swoich reprezentacji na mundial, a wcześniej grali we Wrocławiu