Sport.pl

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? Brodacz, który przerwał mecz Niemcy - Ghana pochodzi z Wrocławia

Roznegliżowany brodacz, który wbiegł na boisko podczas meczu Niemcy - Ghana na mistrzostwach świata, to Polak pochodzący z Wrocławia.
Wrocław.Sport.pl - polub nas na Facebooku >>

Była 52. minuta meczu piłkarskich mistrzostw świata Niemcy - Ghana, kiedy półnagi brodacz z kraciastą koszulą w ręku ześlizgnął się z trybun i wbiegł na boisko. Chwilę wcześniej Niemcy cieszyli się z gola Mario Goetzego, który dał im prowadzenie. Brodaty śmiałek też był w euforii i radosnym krokiem przebiegł na środek boiska. Stał tam gwiazdor reprezentacji Ghany Sulley Muntari. Brodacz przybił z nim piątkę i serdecznie go wyściskał.

- Muntariemu zaproponowałem wyścig sprinterski do końca boiska, ale nie chciał się ścigać - opowiada nam mężczyzna, który twierdzi, że nazywa się Leszek Ludomir.

Zdjęcia polskiego streakera natychmiast obiegły serwisy informacyjne na całym świecie. Fakt, że jest Polakiem, zdradził numer telefonu wypisany mazakiem na torsie, a właściwie numer kierunkowy do Polski: 0048. Na brzuchu miał jeszcze wymalowany adres e-mail, a na plecach napis "space for rent". To miało mu pomóc w zbiórce pieniędzy na bilet powrotny do Polski. Bo pan Leszek poleciał do Brazylii na mistrzostwa świata, ale nie miał za co wrócić. Odpowiedź była natychmiastowa, a zainteresowanie ogromne. Na jego adres: hh44cc@gmail.com tylko w godzinę przysłano setki maili. Jego fanpage na Facebooku polubiło prawie 5 tys. osób.

- Udało mi się zebrać dużą część potrzebnych pieniędzy - przyznaje Leszek Ludomir. - Wszystkim bardzo dziękuję - dodaje.

Przeklęte golasy

Streakerzy są przekleństwem organizatorów wielkich imprez sportowych. Ich przerywanie jest surowo karane, ale wysokie kary finansowe i zakazy nie zniechęcają kolejnych śmiałków, którzy uwielbiają biegać na golasa po sportowych arenach, bo o to chodzi w streakingu. Takie akcje są czasami manifestem politycznym lub ideologicznym, ale często chodzi o zabawę.

Napis na ciele Polaka wywołał wiele kontrowersji. Zagraniczne media zinterpretowały go jako symbolikę nazistowską. "HH" odszyfrowano jako "Heil Hitler", a liczba 44 została z odczytana jako "SS".

- Wiem, jakie domysły pojawiły się w związku z adresem e-mail, który umieściłem na sobie. Ale nie chodziło mi o manifestowanie poglądów politycznych lub ideologicznych. Nie jestem typem buntownika. Chodzi wyłącznie o zabawę i autopromocję. Mam nadzieję, iż napis "space for rent" (powierzchnia do wynajęcia), który umieściłem na plecach, dostatecznie jasno to wyraża - tłumaczy.

Streakingowym guru Polaka jest Jimmy Jump, a właściwie Jaume Marquet i Cot, kataloński agent nieruchomości z Sabadell, który zasłynął z wbiegania na areny sportowe. Ekscentrczny milioner ma na swoim koncie kilkanaście spektakularnych akcji. Wbiegał już na murawę podczas finałów mistrzostw Europy i Ligi Mistrzów, przerywał słynne El Clasico, wtargnął na tor podczas Grand Prix Hiszpanii Formuły 1, a także wskoczył na scenę podczas konkursu Eurowizji.

- Chciałbym wprowadzić streaking na jeszcze wyższy poziom - deklaruje Leszek Ludomir.

Brodaty filozof

Kim jest brodaty streaker z Polski? Przedstawia się jako Leszek Ludomir. Ale to jego pseudonim. Naprawdę nazywa się Leszek Kaczmarski, ma 29 lat. Urodził się we Wrocławiu, ale dzieciństwo spędził 60 km dalej, w Dzierżoniowie i Bielawie. Tam chodził do podstawówki. Szkołę średnią skończył w Poznaniu, a licencjat z filozofii obronił na Uniwersytecie Zielonogórskim. - Obecnie mieszkam w Poznaniu, jednak dużo migruję - podkreśla.

Kaczmarski jest nauczycielem i instruktorem narciarstwa. Zimą w Zieleńcu pracuje w jednej ze szkółek narciarskich. Za reprezentację Polski oddałby serce. Uwielbia książki, przygody i podróże autostopem. - Dlatego póki co nie planuję pracować na etacie - wyjaśnia.

Po raz pierwszy zrobiło się o nim głośno rok temu, kiedy wybiegł na golasa pod skocznię w Planicy, podczas zawodów Pucharu Świata, po skoku Piotra Żyły.

Czy streaking to dla niego hobby czy sposób na życie? - Dla mnie to bardziej urozmaicacz czasu. Na moich akcjach nie udało mi się jeszcze zarobić. Nie wiem zresztą, czy to możliwe - przyznaje.

Skok na mundial

Do Brazylii przyleciał krótko przed mundialem. Bilety na samolot i mecze kupił dużo wcześniej. Po Brazylii porusza się autostopem. To ogromne wyzwanie, bo odległości między miastami są ogromne. I tak Rio de Janeiro od Fortalezy dzielą prawie 2,7 tys. km. Pokonanie samochodem takiej trasy zajmuje prawie dwie doby.

- Zatrzymuję się tam, gdzie mam ochotę. Zawsze mam namiot. Niekiedy staram się znaleźć jakiś tani pokoik w hostelu. W jednym właścicielka pozwoliła mi nieodpłatnie nocować w zamian za pomoc w sprzątaniu po gościach - opowiada.

Akcję wbiegnięcia na murawę stadionu w Fortalezie miał dokładnie zaplanowaną. - Oceniam, na którym stadionie będzie mi najłatwiej wbiec na boisko. Kiedy już mam bilet i docieram na miejsce, zawsze staram się wynająć pokój w hostelu, żeby przed akcją być spokojnym o bagaż. Często gospodarz jest bardzo pomocny, bo sam nie dałbym rady napisać sobie czegoś na plecach - zauważa.

Na stadionie nie jest łatwo. - Nie mam znajomości w ochronie. Na początku spotkania staram się znaleźć lukę w "zasiekach", przez którą mógłbym się przedostać. Później czekam na odpowiedni moment, na chwilę nieuwagi ochroniarza. Oczywiście wolałbym wybiegać w momencie, kiedy na boisku dzieje się coś interesującego, np. jakiś rzut karny albo wolny, jednak to ochroniarz decyduje, kiedy dam radę wbiec. Na przykład on drapie się po nodze czy pije z butelki, a ja wykorzystuję moment nieuwagi i wbiegam - tłumaczy.

Zakaz od FIFA

Za wybryk na stadionie w Fortalezie Kaczmarski dostał mandat i zakaz stadionowy od FIFA. Nie chce jednak powiedzieć, jak wysokie są obydwie kary. Z boiska trafił do pomieszczenia na stadionie, czegoś na wzór komisariatu. - Sprawdzono mi dokumenty. Przyszedł szef ochrony, kawał chłopa, wyglądał na niezłego ważniaka. Przyszli też prawnicy, którzy powiedzieli mi, co według regulaminu teraz mi grozi. Zapłaciłem grzywnę, a potem jeszcze trochę mnie trzymano i dopiero po paru godzinach wypuszczono. Na początku miałem trochę stracha, ale w sumie obyło się bez większych przykrości. Obiecałem, że już nie wbiegnę na mecz - zaznacza.

Przyznaje, że planował jeszcze wbiec na murawę w meczu Iran - Bośnia. Miał bilety na to spotkanie, ale na stadion nie wpuściła go ochrona. - Jest prawie niemożliwe, żebym jeszcze z trybun obejrzał jakiś mecz na mistrzostwach - przyznaje Kaczmarski i zapowiada, że wkrótce zamierza wrócić do Polski.

Czy po powrocie planuje jeszcze jakieś akcje? - Kto wie? - kończy tajemniczo.

Leszek Ludomir przerywa mecz Niemcy - Ghana [WIDEO]



Leszek Ludomir wbiega na skocznię w Planicy [WIDEO]



Więcej o:
Komentarze (4)
Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz? Brodacz, który przerwał mecz Niemcy - Ghana pochodzi z Wrocławia
Zaloguj się
  • antropoid

    Oceniono 56 razy 52

    Choć jeden Polak, który w XXI wieku potrafił zaistnieć na mundialu.

  • labeo

    Oceniono 11 razy 7

    I znowu Wrocław jest na topie :P

  • wysokiej-klasy-specjalista

    Oceniono 11 razy 7

    ciekawe czy ktoś próbował się do niego dodzwonić ?

  • doomsday

    Oceniono 7 razy -3

    To jest raczej psychicznie chory człowiek. W Polsce na to mówia cyklofrenia albo mania. Jeżeli się nie zacznie leczyć, to go poprostu któregoś dnia ktoś tak zdzieli, że umrze.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX