Mistrzostwa świata w siatkówce: Jedzie ekspres Polska

Polacy przez wrocławską część mistrzostw świata idą jak burza. W sobotę i w niedzielę - na zakończenie pierwszej fazy - zagrają w Hali Stulecia z Kamerunem i Argentyną.
Na mecze biało-czerwonych we Wrocławiu warto przychodzić znacznie wcześniej. Najlepiej tak, aby zahaczyć jeszcze o spotkanie rywali.

Wtedy przynajmniej na siatkarskim mundialu pobędziemy dłużej. A tak - tylko przez moment. Na razie nasi reprezentanci grają bowiem w Hali Stulecia absolutnie ekspresowo, mecze kończą bez straty seta. Australię podopieczni trenera Stephane'a Antigi rozbili w 77 minut, Wenezuelę - w 73. To znaczy, że ich dwa spotkania trwały tyle co jeden tylko pojedynek Iranu z USA w Krakowie, zakończony wynikiem 3:2 dla Azjatów.

Symptomatyczne jest również to, że w czwartek po pokonaniu Wenezueli na więcej pytań musieli odpowiadać rywale. Pytań do kapitana Michała Winiarskiego i trenera Antigi dziennikarze właściwie nie mieli. O czym tu gadać, skoro biało-czerwoni rywali wprost roznieśli, w dwóch setach nie pozwolili im przekroczyć granicy 15 punktów. W siatkówce to różnica dwóch klas.

- Dla nas to bardzo dobry rezultat. Żaden z zawodników nie zlekceważył rywala, nie potraktował tego spotkania jako łatwego. Ono było łatwe, bo graliśmy agresywnie - mówił trener Antiga, który dodawał: - Jestem bardzo zadowolony ze zmienników, którzy rozegrali dobre spotkanie. Dla nas to bardzo dobry sygnał. Sygnał, że jeśli będą potrzebni, są gotowi wejść na boisko.

Francuz we Wrocławiu pokazał już wszystkich swoich siatkarzy. W spotkaniu z Wenezuelą na boisko weszli rezerwowi wcześniej Michał Kubiak, Marcin Możdżonek, Fabian Drzyzga czy Dawid Konarski. Gdyby istniała taka możliwość, z miejsc na trybunach można byłoby ściągnąć Krzysztofa Ignaczaka i Andrzeja Wronę, którzy do tej pory ani razu nie zmieścili się w meczowej dwunastce. Jak zgodnie twierdzą, jeśli to ma pomóc w zdobyciu medalu dla biało-czerwonych, chętnie go wyklaszczą, obserwując kolegów spoza boiska.

Polacy powoli kończą udział w pierwszej fazie turnieju. W weekend zagrają jeszcze z Kamerunem (o godz. 20.25 w sobotę) i Argentyną (o godz. 16.40 w niedzielę). Nikt nie wyobraża sobie, by nasi reprezentanci mogli w tych spotkaniach stracić punkty. W meczu z Kamerunem wydaje się to właściwie niemożliwe. W końcu rywale w dużej mierze są amatorami, trenują na wolnym powietrzu, w kraju dysponują jedną tylko halą, gdzie występują od święta.

Odrobinę trudniej nasza drużyna może mieć w niedzielę. Argentyńczycy mocni są zwłaszcza na rozegraniu - zarówno Nicolas Uriarte, jak i jego zmiennik Luciano De Cecco należą do najlepszych graczy na tej pozycji. Swoje z pewnością dołoży Facundo Conte z PGE Skry Bełchatów. Ale o tym, że nad zespołem utytułowanego Julio Velasco spokojnie można dominować, przekonał mecz z Serbami - przegrany przez ekipę z Ameryki Południowej 1:3.

A Polacy rozbili przecież Serbów 3:0. - Argentyńczyków musimy odrzucić od siatki. Jak nie prześpimy tego meczu, będzie dobrze. Ale to, na co nas stać, pokażą dopiero mecze w Łodzi - ocenia rozgrywający kadry Paweł Zagumny.

Tam kadrowicze przeniosą się z Wrocławia na drugą fazę mistrzostw świata. W niej biało-czerwoni zmierzą się prawdopodobnie z Włochami, Francją, USA i Iranem. Do Wrocławia przyjadą za to prawdopodobnie Rosja, Bułgaria, Chiny, Kanada oraz dwie drużyny ze stawki Korea Południowa, Kuba i Niemcy.

Terminarz gier

Sobota w Hali Stulecia: Argentyna - Australia (13.10), Wenezuela - Serbia (16.40), Polska - Kamerun (20.25)

Niedziela w Hali Stulecia: Australia - Wenezuela (13.10), Polska - Argentyna (16:40), Kamerun - Serbia (20.25)

Tabela grupy A

1. Polska 3 9 9:0

2. Argentyna 3 6 7:3

3. Serbia 3 6 6:5

4. Australia 3 3 4:6

5. Wenezuela 3 3 3:7

6. Kamerun 3 0 1:9

Dotychczasowe wyniki

Polska - Serbia 3:0; Wenezuela - Argentyna 0:3; Kamerun - Australia 0:3; Argentyna - Serbia 1:3; Wenezuela - Kamerun 3:0; Polska - Australia 3:0; Kamerun - Argentyna 0:3; Serbia - Australia 3:1; Polska - Wenezuela 3:0