Fani siatkówki we wrocławskiej Strefie Kibica: Poczuć atmosferę mistrzostw na własnej skórze

Około czterech tysięcy kibiców entuzjastycznie dopingowało w Strefie Kibica pod Halą Stulecia polskich siatkarzy w meczu z Kamerunem. Fani nie zawiedli, tak samo jak nasi siatkarze, którzy wygrali czwarty mecz w turnieju
Po pierwszych meczach polskich siatkarzy we Wrocławiu narzekano na niską frekwencję fanów i senną atmosferę w Strefie Kibica, którą zbudowana pod Iglicą przy Hali Stulecia. W sobotę fani w strefie nie zawiedli. W starciu z Kamerunem naszą reprezentację dopingowało blisko 4 tysiące kibiców, czyli dwa razy więcej niż chociażby we wtorkowym pojedynku z Australią. To dobry wynik, biorąc pod uwagę, że rywal był mało atrakcyjny, a Polacy byli już pewni awansu do kolejnej rundy. Kibiców zachęcił jednak dzień wolny od pracy oraz ładna pogoda.

- W tygodniu nie mogłem przyjść do strefy ze względu na pracę. Teraz jednak nie mogłem sobie odmówić, tym bardziej że mieszkam niedaleko, na Biskupinie. Niestety mistrzostwa w telewizji są zakodowane, więc to jedyna okazja, żeby obejrzeć mecz naszej kadry i przede wszystkim na własnej skórze poczuć atmosferę mistrzostw - opowiadał pan Krzysztof, który zabrał ze sobą dwójkę synów.

Większość kibiców to mieszkańcy Wrocławia. Byli jednak i tacy, którzy aby dopingować Polaków, przejechali kilkadziesiąt, a nawet kilkaset kilometrów, m.in. z Wałbrzycha, Barda, Przemkowa, Krotoszyna, Poznania, Namysłowa, Rzeszowa czy Soliny.

Wszyscy obowiązkowo ubrani na biało-czerwono. Fani, którzy nie mieli ze sobą żadnych atrybutów do kibicowania mogli kupić na kilkunastu stoiskach pod halą m.in. flagi (za 20 zł), czapki (30 zł), szaliki (30 zł), kaszkiety (20 zł), kołatki i trąbki (odpowiednio za 10 i 15 zł), smycze (8 zł) oraz repliki koszulek (40 i 50 zł). Oryginalne, licencjonowane trykoty reprezentacji to znacznie większy wydatek - 180 zł.

- Najlepiej schodzą szaliki. W ciągu godziny sprzedałem ich kilkadziesiąt - mówi sprzedawca na jednym ze stoisk.

Można było także pomalować sobie twarz w barwy narodowe, jednak czym bliżej strefy, tym droższy to był wydatek. Jeszcze na ulicy przed halą za namalowanie biało-czerwonej flagi trzeba było zapłacić 5 zł, kilkadziesiąt metrów dalej już dwa razy więcej.

Sobotni mecz w Hali Stulecia obejrzał komplet, ponad 6 tysięcy widzów. Bilety były dobrem luksusowym. Nic więc dziwnego, że niektórzy decydowali się sporo przepłacić u konika, żeby tylko zobaczyć spotkanie z trybun. Pod halą koników była cała masa, a najwięcej pod kasami. Za bilet, który kosztował 30 zł, u nich trzeba było zapłacić 100 zł.

- Jeśli kupi Pan więcej niż jeden bilet, to wtedy możemy ponegocjować i będzie trochę taniej, chociaż to i tak jest dobra cena. Nigdzie taniej Pan nie kupi - przekonywał jeden z koników, wyciągając spod bluzy wydrukowane wejściówki.

- Jaką mam gwarancję, że na nie wejdę? - pytam.

- Nie ma problemu, mogę podejść z panem do wejścia - zachęca.

Bilety można było zdobyć jeszcze w inny sposób. Wystarczyło przyjść odpowiednio wcześniej do strefy kibica, w której organizowano konkursy. Potrzeba było jednak sporo szczęścia i przede wszystkim odwagi. Na specjalnie rozstawionej scenie fani rywalizowali w zawodach tanecznych i wokalne, a także próbowali prowadzić doping. Przy odrobinie szczęścia można było złapać frisbee, z dołączonymi biletami. W sumie w ten sposób rozdano kilkanaście wejściówek.

W strefie kibica fani nie tylko mogli oglądać spotkanie na dwóch wielkich telebimach. Można było potańczyć przy muzyce puszczanej przez DJ-a, a także coś zjeść. Fani chętnie zajadali kiełbasy, karkówki, pajdy ze smalcem i chłodzili się niskoprocentowym piwem. Było bardzo spokojnie.

- Póki co nie musieliśmy interweniować. Czasami wystarczyło tylko zwrócić uwagę osobom, które próbowały wnieść swój alkohol - mówi pan Jacek z firmy ochroniarskiej, która czuwała nad porządkiem w strefie i okolicach.

Można powiedzieć, że kibice powoli wchodzili w spotkanie, tak jak nasza reprezentacja. Po odśpiewanym hymnie fani nieco się uciszyli, ale to głównie dlatego, że Polacy źle rozpoczęli spotkanie, dość niespodziewanie przegrywając pierwszego seta. Później było już tylko lepiej. Kiedy podopieczni Stephane'a Antigi doping wyraźnie się ożywił, a każde skuteczne zagranie naszych zawodników było nagradzane gorącymi brawami.

Niestety, kibice we wrocławskiej strefie kibica będą mogli oklaskiwać polskich siatkarzy jeszcze tylko w niedzielę, kiedy zagrają z Argentyną. Po pierwszej fazie grupowej, kiedy rywalizacja przeniesie się do Łodzi, strefa zostanie zamknięta i zdemontowana, a fanom zostanie oglądanie meczów w pubach.



Więcej o: