Sport.pl

Wrocław okazał się szczęśliwy dla polskich siatkarzy

Polacy wygrali we Wrocławiu wszystkie mecze grupy A mistrzostw świata. Dla miasta skończyły się największe emocje, bo Polacy już tu nie zagrają, ale sportowo atrakcje jeszcze będą duże.
Od środy rywalizację w Hali Stulecia w drugiej fazie turnieju rozpocznie grupa F. Biało-czerwoni przeniosą się do Łodzi. U nas zobaczymy m.in. dwa mecze Rosjan - aktualnych mistrzów olimpijskich, mistrzów Europy. Oprócz nich we Wrocławiu wystąpią: Bułgaria, Kanada, Chiny oraz Kuba i Finlandia. Tę ostatnią w Katowicach wspierało aż 5 tys. fanów.

Dzięki tym kibicom mundial stanie się bardziej międzynarodowy, bo dotąd był właściwie głównie polski. W pierwszej fazie cztery mecze rozegrała u nas reprezentacja Polski. Wygrała wszystkie z Australią, Wenezuelą, Kamerunem i Argentyną. Zwyciężyła w 12 setach, przegrała jeden. - Wrocław jest dla nas szczęśliwy, wygraliśmy po 3:0 wszystkie spotkania, które się dla nas liczyły. Nie możemy się do niczego przyczepić. Mimo małej sali atmosfera była fantastyczna. Właściwie jedyne, do czego mam uwagi, to temperatura. Mogłoby być nieco zimniej - mówił po meczu z Argentyną kapitan reprezentacji Michał Winiarski.

Rzeczywiście, w najmniejszym obiekcie mistrzostw czasami panował prawdziwy kocioł. Z niepowtarzalną akustyką i dużym gorącem.

- Cieszę się, że mogłem w czymś takim uczestniczyć. Moment, kiedy wychodziłem na parkiet, zapamiętam do końca życia - emocjonował się po meczu z Polską kapitan reprezentacji Kamerunu Jean Patrice Mboulet Ndaki. - Tłumaczyłem siatkarzom, że mecz z gospodarzami powinni traktować jako święto. Bo nie wiem, czy gdziekolwiek na świecie coś podobnego im się zdarzy - mówił trener reprezentacji Argentyny Julio Velasco. A przecież ten mistrz olimpijski, podwójny mistrz świata i podwójny mistrz Europy wiele już w karierze widział.

Mundial we Wrocławiu wyraźnie się rozkręcał. Zaczęło się od deszczu, pustek w strefie kibica i niezrozumiale niskiej liczby widzów podczas wtorkowego meczu Polski z Australią. Wówczas w Hali Stulecia odnotowano ledwie 5,2 tys. widzów. Choć biletów sprzedano o tysiąc więcej.

Mistrzostwa kończyły się tłumami w strefie i na trybunach. W sobotę i w niedzielę w hali było według raportu FIVB 6951 osób. Czyli komplet. Dokładnie tyle ludzi - licząc z kibicami, zawodnikami i obsługą, mogło wejść do obiektu podczas mistrzostw. Tysiące kibiców odwiedziły również strefę kibica. Na koniec reprezentanci Polski poszli im podziękować za wsparcie.

Szkoda, że teraz mistrzostwa już całkowicie schowają się do Hali Stulecia. Transmisja meczów biało-czerwonych w Łodzi byłaby dla miasta droga, spotkania innych drużyn pewnie nie przyciągnęłyby tylu kibiców. Strefa ma być więc zdemontowana.

Mecz grupy F zostaną rozegrane 10 i 11 oraz 13 i 14 września. Każdego dnia odbędą się dwa spotkania o 16.30 i 20.15. Bilety na te pojedynki są jeszcze dostępne, kosztują od 20 do 60 zł. Na początek prawdopodobnie mecz Rosja - Finlandia.

Więcej o: